Jak jesteś w miłości

Jeśli w pierwszej kolejności zauważyłeś chmury, to znak, że w miłości kierujesz się intuicją. Nigdy nie słuchasz rad innych ani nie kalkulujesz. Doskonale wiesz, że intuicja nigdy cię nie zawodzi. Most. Jeżeli jako pierwszy zauważyłeś most, to znaczy, że w kwestiach związkowych masz otwarty umysł. - Znacie mnie, znacie mnie dobrze: jestem stabilny i w poglądach, i w miłości. Dlatego nadal, jak do tej pory, na pierwszym miejscu będą dla mnie polskie sprawy, przede wszystkim polska rodzina, to, by żyła na odpowiednim poziomie i by była pod szczególną opieką polskiego państwa, niezależnie od tego, gdzie żyje – w wielkim mieście czy w małej miejscowości – mówił na ... Szalone uczucia, które kojarzymy z zakochaniem i są bardzo charakterystyczne dla romantycznej miłości. Ale w prawie wszystkich relacjach te intensywne emocje nie są trwałe i zanikają w ciągu miesięcy do kilku lat. Doradcy małżeńscy i rodzinni dr Millan i Kay Yerkovich odkryli, że każdy ma pewien styl miłości oparty na wychowaniu.  W seksie daj się ponieść pragnieniom, a osiągniesz satysfakcję. Zobacz, czy pasujecie do siebie: 7 i 7 = 7 i 8 = 7 i 9 = Jesteś Ósemką: wymagania i despotyzm . W miłości jesteś pewna siebie, bardzo niecierpliwa i za wszelką cenę chcesz narzucić swą wolę. Jesteś typem ‚kobiety kumpeli’ w miłości! Jesteś energiczna, pomysłowa, żądna wrażeń i przygód. Zdecydowanie lepiej czujesz się na siłowni niż w salonie piękności. Wyprawy, rajdy, wycieczki – to Twój żywioł. Lubisz i umiesz przyjaźnić się z mężczyznami, a babskie pogaduszki uważasz za nudne i puste. Horoskop Jaki jesteś w miłości? Ten test ukaże to, czego wstydzisz się najbardziej, wystarczy wskazać najszybciej dojrzany kształt : Osobowość jest połączeniem naszych opinii o świecie, reakcji na to, co dzieje się w naszym życiu i naszego samopoczucia. Nie zawsze reagujemy w sposób

Pętla (2020) - Oglądaj cały film online! Gdzie obejrzeć? Zobacz już teraz!

2020.09.30 17:56 vodfilmy_pl Pętla (2020) - Oglądaj cały film online! Gdzie obejrzeć? Zobacz już teraz!

Pętla (2020) - Oglądaj cały film online! Gdzie obejrzeć? Zobacz już teraz!

Oglądaj film Pętla (2020)

https://preview.redd.it/jmr2asdm2bq51.png?width=816&format=png&auto=webp&s=ea2391321ddc285a098a90dbd6a25a5f4188cf7f
Link: https://vodfilmy.pl/filmy-online/petla-2020-online/

Pętla w reżyserii Patryka Vegi została oparta na aferze podkarpackiej

Przed tym, jak zdobędziesz wiedzę, gdzie obejrzeć Pętlę, nową sztukę filmową Patryka Vegi, bądź gotowy na bardzo ciężkie sceny i mnogość bezlitosnych ujęć. Oglądanie filmu możesz zacząć w tym momencie! Czy mimo to jesteś przygotowany, aby obejrzeć film Pętla online?
Przyjrzyj się z bliska aferze podkarpackiej i podejmij decyzję, czy jesteś w stanie podołać jednej z najważniejszych premier (według liczby widzów IMDB) bardzo dyskusyjnego polskiego reżysera!

Jaką historię opowiada film Pętla, który jest dostępny online dla każdego, kto ma ochotę go obejrzeć?

Niedoświadczony funkcjonariusz Daniel w wyniku działań podejmowanych w czasie pracy spotyka rodzeństwo pochodzenia ukraińskiego. Bliźniaki szybko zostają informatorami policjanta, dzięki czemu ten rozpoczyna walkę o coraz wyższe stanowiska do momentu, aż otrzymuje tytuł oficera Centralnego Biura Śledczego Policji w Rzeszowie. Mundurowego cechuje nadmierna żądza sukcesu, z tego powodu pragnie zostać najlepszym w swojej pracy. Aby schwytać niebezpiecznego przestępcę, decyduje się na przechwycenie jednego w największych domów publicznych w pobliżu. Mężczyzna tworzy wystawny klub, w którym biznesmeni, księża, politycy oraz znani celebryci pod obietnicą całkowitego milczenia mają okazję na korzystanie z usług seksualnych z wytwornymi kobietami. Jednak po wejściu do środka ich prywatność już nie istnieje – wszyscy są nagrywani. Po co ktoś nagrywa takie sytuacje? Daniel wraz z wcześniej poznanymi braćmi bliźniakami zdecydowali, że będą organizowali szantaże, nie myśląc o tym, że przez takie działania bardzo łatwo jest znaleźć się w trudnej sytuacji.
Zaprezentowane na dużym ekranie zajścia zostały stworzone na podstawie rzeczywistych wydarzeń, które nazwano mianem afery podkarpackiej.
Realizator pracował na materiałach, które były dostępne w tamtym czasie dla osób trzecich z tego względu, że to zajście nadal trwa. Dlatego też nie poznajemy odpowiedzi na narastające podczas oglądania pytania. Na to musimy po prostu poczekać, aż rzeczywistość wyjaśni wiele wątków. Warto dodać również, że cały precedens bardzo dynamicznie się rozwija i tak naprawdę nie możemy szybko spodziewać się zakończenia całej sprawy.

Zobacz film Pętla online i dowiedz się, jak w scenach poradził sobie Antoni Królikowski

Zanim obejrzy się Pętle, należy być gotowym na mnogość dynamicznych scen niekoniecznie samej akcji, lecz również elementów powstałych na etapie montażu, który został stworzony w naprawdę rewelacyjny sposób. Efektem takiego podejścia są bardzo żwawe kadry, a wisienką na torcie jest ukazany przepych oraz dokładnie wykreowane układy choreograficzne pań do towarzystwa. Ta sytuacja idealnie pokazuje, że pomimo tego, że niektóre osoby powinny angażować się w zupełnie odmienne sytuacje, interesują się przede wszystkim luksusem, przepychem, ale również zepsuciem.

https://preview.redd.it/zrs3i86b4bq51.jpg?width=200&format=pjpg&auto=webp&s=a62f919560492f7023b90df7c3846553e4ae400f
Jednak jednym z najważniejszych plusów ekranizacji na pewno nie jest estetyczna sceneria przybytku wolnej miłości, ale poziom aktorstwa. Antoni Królikowski należy do jednych z najbardziej rozpoznawalnych osób wśród ulubionych aktorów Vegi i tym razem również pokazuje, że jest w stanie rewelacyjnie pracować. Wykreowany przez Królikowskiego bohater jest przekonywający, biorąc nawet pod uwagę fakt, że wciela się w osobę z chorą ambicją, uzależnioną od narkotyków, seksu i pieniędzy, a tytułowa pętla zaciska się na jego szyi coraz to mocniej.
Następną dobrą składową produkcji jest Katarzyna Warnke znana przede wszystkim z pozostałych filmów tego reżysera. Kobieta wciela się w ambitną, ale surową i zdezorientowaną panią prokurator. Jeżeli to Ci nie wystarczy, to na wielkim ekranie możesz obejrzeć również całkowicie innego, ale świetnego Piotra Stramowskiego, który wcielił się w rolę boksera Dawida Kosteckiego, jednego z istotniejszych uczestników afery podkarpackiej. To właśnie on został znaleziony nieżywy w celi, a wydarzenie tłumaczono rzekomym samobójstwem. Natomiast w role jego ojca wcielił się Henryk Talara.

Czy film Pętla za darmo jest wart Twojego czasu?

Patryk Vega bez dwóch zdań należy do jednych z najbardziej dochodowych reżyserów polskiego pochodzenia, który uwielbia tworzyć filmy na podstawie różnych afer i sytuacji pobocznych. Tym razem sprawa również wygląda tak samo. Cały epizod dotyczący afery podkarpackiej został przedstawiony tak, jak widział to młody funkcjonariusz, którego napędzała potężna żądza sukcesu. Jeśli jednak ulegnie się jej zbyt łatwo, to ta żądza może zamienić się w coś krytycznego. W konsekwencji tego Daniel sukcesywnie przemienia się w bandytę, korzystającego ze swojego stanowiska państwowego do zwalczania konkurencyjnych grup przestępczych. Możliwe, że gdyby chora ambicja była pierwszym i ostatnim kłopotem głównego bohatera, to ten pewnej chwili byłby w stanie się zatrzymać. Niestety mężczyzna pogrąża się coraz bardziej i traci kontakt ze sobą.

https://preview.redd.it/9gn3g7dv1bq51.jpg?width=1133&format=pjpg&auto=webp&s=1957959320f373b8a2aa2130046bab5def424418
Pętla jest realizacją, która z pewnością sprawi satysfakcję wielbicielom twórcy. Ten film zdecydowanie zawiera samą esencję Patryka Vegi. Krótko mówiąc, jeżeli przepadasz za strukturami poznanymi we wcześniejszych produkcjach Patryka, to w tym obrazie nie poczujesz ich nieobecności. Zatem po raz kolejny zobaczysz brutalność, soczysty język oraz wiele scen z nagimi osobami – to wszystko niesie przesłanie, że w obecnych czasach silne jednostki w bardzo łatwy sposób pożerają słabsze.
Ciężko jednak określić Pętlę jedynie jako pokaz uciech, z tego względu, że film otrzymał o wiele głębsze znaczenie, które w głównej mierze obejmuje ludzką psychikę. Przedstawia również, iż występuje coś, co prawdopodobnie może zostać wykorzystane do sterowania istotami ludzkimi w o wiele większym zakresie niż gotówka. Co to mam na myśli? Oczywiście seks. Przy jego użyciu jest w stanie sterować nawet takimi osobami, które pieniędzy posiadają po prostu dużo.

Nie płać za to, co możesz mieć za darmo i oglądaj Pętla online!

Możliwość Pętla cały film wręcza wielbicielom Patryka Vegi opcję oglądania tej produkcji w komfortowej odmianie online, dostosowanej do większości urządzeń, które mają dostęp to internetu. Jeśli tylko masz chęć na oglądanie – starczy, iż usiądziesz komfortowo i najzwyczajniej w świecie go uruchomisz.
Nie wszyscy przepadają za polskimi produkcjami kinowymi, mimo to Vega należy do grupy reżyserów, którego filmów nie można pozostawić bez zainteresowania. Oczywiście możemy zarzucić mu naprawdę wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że nie dostrzega potencjału w naszym rodzimym kraju. Przeważnie swoje produkcje opiera na najgłośniejszych skandalach i aferach, którymi często zainteresowana jest cała Polska, co tylko poświadcza film Bad Boy 2020 czy Polityka. Realizator nie lęka również pokazywania wydarzeń, które inni starają się ukryć – przez to reżyser nie ma zbyt wielu przyjaciół.
Jeśli pragniesz oglądać film Pętla, który od niedawna jest dostępny online – nie zwlekaj ani sekundy więcej! Już teraz wejdź w sam środek afery podkarpackiej i dowiedz się, w jaki sposób Patryk Vega zaskoczył swoich fanów!
submitted by vodfilmy_pl to u/vodfilmy_pl [link] [comments]


2020.03.10 20:36 Gonz4les Poświęćcie przysłowiowe 5 minut swojego życia i przeczytajcie. Może komuś tym pomogę.

Cześć Reddicie, polska! Chcę Wam przedstawić po krótce moją historię... Jestem Artur, mam 22 lata, rocznikowo 23, mieszkam w małym miasteczku w południowej Małopolsce z rodzicami oraz pracuje sobie jako serwisant komputerowy i nie narzekam na płacę, nie jest taka zła. Zbieram się od 3 miesięcy, żeby to z siebie przelać na kartkę i udostępnić to na Reddicie, ponieważ wierzę, że tym wpisem pomogę komuś sobie uzmysłowić, że psychologowie to nie biały kaftan i wariatkowo, ani tym bardziej psychiatrzy; bo są to ludzie od pomocy, tak jak normalny lekarz czy przewodnik po mieście. Od razu mówię, że chcę zachować swoją prywatność, ponieważ nie uśmiecha mi się, żeby ktoś z moich znajomych wiedział, że to ja, dlatego też moje imię i zbieżność zachowań oraz imion innych ludzi jest przypadkowa, nie mniej jednak moja historia jest prawdziwa więc chciałbym, abyście uszanowali moją prywatność. Nie jestem pisarzem, więc wybaczcie za błędy. No to co? Zaczynamy: Kiedy tak pomyślę wstecz, to zawsze byłem celem szyder i szykan od strony rówieśników, aż do technikum, gdzie każdy był na tyle mądry, by nie traktować się jak bydło i szanować siebie nawzajem, jak rodzina. W okresie podstawówka/gimnazjum zawsze było tak, że dostałem najgorszy wpierdol od tego jednego kolegi w klasie, który był - z perspektywy dzisiejszego dnia - pseudo-alfą, który czuł się bezkarnie, bo koledzy się go bali. Na moje nieszczęście w gimnazjum mój kumpel stał się moim koszmarem po feriach w pierwszej klasie i oczywiście to ja musiałem się stać tym obiektem doznań frustrata, bo byłem niestety cą... bardzo bałem się postawić, ponieważ byłem przekonany, że każdy w okół mnie uwziął się na moją osobę, co jak potem okazało się, że każdy bał się mojego "kolegi", więc wybrali mniejsze zło i woleli stanąć po jego stronie, nawet mój serdeczny i wieloletni przyjaciel, Antek, pod przykrywką dołączył do niego, lecz my cały czas poza szkołą dalej się lubilismy a w szkole był neutralny stosunek między nami. Wiecie, w każdej klasie, prawdopodobnie do szkoly ponadgimnazjalnej, znajdzie się taki gość, co będzie chciał zawładnąć całą klasą i terroryzować jedną osobę lub kilka osób... Nie mówcie mi, że to moja czy wina rodziców, bo to nie jest miejsce na mówienie komuś, co powinien był zrobić w danym momencie. A sam przyznam, że moja wina w tym pewnie jakaś była, bo mogłem się odezwać, ale tak bywa, jak twoja samoocena jest niżej niż dno Rowu Mariańskiego. Skoczmy teraz kilka lat dalej i zatrzymajmy się na mojej osobie w wieku lat bodajże 18. To ten moment, kiedy dziecko tylko kalendarzowo staje się dorosłym i może trochę więcej niż ktoś młodszy od niego o rok. Już minęły 2 lata od zakończenia gimnazjum (bo gimbaze kończyło się bodajże jak miało się 16 lat, o ile dobrze pamiętam; no moja pamięć nie jest najlepsza, czasem zawodzi i to trzeba przyznać), wszystko było spokojnie do momentu, kiedy bardziej zacząłem się interesować płcią przeciwną i zachcialem poszukać tej, która będzie warta zachodu, lecz moja samoocena dalej była niżej niż najniższy krąg piekła Dantego, tak więc sięgnąłem po Tindera i Badoo - jak nie trudno się domyślić, ciężko było kogoś dopasować a co dopiero zacząć konserwację i tak człowiek zaczął poznawać więcej i więcej dziewczyn, czasem na jedno lub 2 słowa i zastanawiał się, co z nim jest nie tak, chyba taki brzydki nie jestem (albo jestem tak szkaradny) no a przecież to tylko wygląd, który przemija... Ja chciałbym mieć jakąś drugą połówkę... Dużo kompleksów na tamtą chwilę zostało po gimnazjum i podstawówce, lecz też środowisko - a dokładniej reklamy i inne tego typu spoty idealizujące piękno i nieskazitelność dawały mi - dojrzałemu emocjonalnie, jak sie wydawało chłopakowi - ostro po dupie... A to bądź napakowany, bądź cool, uśmiechaj sie bez przerwy, tylko słabi się smucą, miej niesamowity biały uśmiech, bądź jak James Bond czy bądź kurwa jak ten albo tamten piłkarz, bo on jest normalnie bożkiem i trza mu najlepiej dobrze zrobić i będziesz super (oczywiście tu teraz wszedł sarkazm, ale tak wyglądają realia dla osoby, która serio ma problemy z samooceną i zewsząd jest atakowana informacjami zwrotnymi, w których ma być nieskazitelnie idealny, bo jak nie, to jest jakimś odludkiem i podczłowiekiem). W końcu zrezygnowałem z tego typu "apek" bo kompletnie nie mogłem pojąć, co jest ze mną nie tak. W końcu poznałem moja przyjaciółkę przez kuzynkę. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i zapytałem się jej, czy moglibyśmy być razem (co było ultra wyzwaniem dla mnie, bo to pierwsza osoba płci pięknej, która mnie traktowała jakoś inaczej ), niestety, miała chłopaka, więc nic z tego, ale jak zerwali to za jakiś czas się zapytałem, czy moglibyśmy być razem (już drugi raz), wtedy powiedziała, że nie widzi we mnie jej chłopaka - no trudno, bywa, to koniec mojego życia, normalnie zaraz się zabiję czy tam udławię sokiem z cytryną (swoją drogą smacznym) - chyba nie muszę pisać, że był to dla mnie okropny cios w serce, bo to wiele znaczyło dla mnie, jak się okazało potem - a w sumie to niedawno, że zawsze do mnie coś czuła, lecz trafił kołek na żebra biedaka z samooceną, czyli moje lustrzane odbicie. Bała się poprostu mnie stracić. Już za jakimś 5 razem, od momentu, kiedy pierwszy raz się zapytałem, czy możemy chodzić znudziło mi się takie pytanie i czekanie, bo uznałem że być może tak miało być i mogło się to nie udać poprostu, bo pomiędzy okresami gdzie miała chłopaków, miałem niesamowite jazdy emocjonalne i psychiczne... Wiecie, dość że sam fakt, że osoba na której mi zależy i to, że boję się zawalczyć, bo ma chłopaka, potem następnego i tak dalej daje mi po dupie, to jeszcze społeczeństwo krzyczące w niebogłosy wraz z lizaniem jaj powiedzeniu "BĄDŹ FACET, NIE PŁACZ! FACET NIE MOZE OKAZYWAĆ SŁABOŚCI, FACET MA BYĆ TWARDY!" (no, najlepiej żeby facet wpierdalał szklane butelki po piwie i ruchał lwy w dupe na arenie, bo inaczej jest "mało-samczy") nie pomagało nic a nic, jedynie doprowadza słabsze emocjonalnie jednostki do załamania nerwowego czy psychozy, bo trzymanie uczuć w sobie nie jest ani dobrym ani zdrowym pomysłem na życie. No właśnie, skoro taki byłem poturbowany, to zapytacie, czy miałem myśli samobójcze, bo teraz wśród młodszych ode mnie ludzi jest moda na depresję i myśli samobójcze, bo to super HAHA żarcik. Powiem tak, miałem, może z 12 moze 6 albo i 8... Nie wiem, trochę tego się przewinęło, ale nigdy nie chciałem się zabić, bo za bardzo się przejmowałem, co powiedzą rodzina, przyjaciele, znajomi - zawsze mnie to odciągało od mojej głupiej decyzji. No niestety mojemu śp. kuzynowi Mateuszowi nie wystarczyło odwagi i postanowił się zabić, cóż, to odbiło się na mnie bardzo mocno, bo nie mogłem sobie wybaczyć, że będąc tak blisko siebie, byliśmy jednocześnie tak daleko... Ten wspólnie spędzony czas już nie wróci; niestety śmierć w realu nie jest taką fajną sprawą jak w grze, że damy ESC i wybierzemy ostatnio zapisany SAVE... Odbieramy sobie życie i już po nas... koniec... niema nas... a nasi bliscy cierpią przez naszą głupotę i zastanawiają się "czemu nic nie powiedział, łolaboga" - no właśnie, dlaczego? A dlatego, że społeczeństwo wymusza na facetach bycia jebanymi cyborgami bez emocji, bo na co to komu? Dlatego właśnie największy współczynnik samobójstw w Polsce czy pewnie na całym świecie jest właśnie wśród mężczyzn, bo jest nam to wpajane od małego. Wracając do mnie. Przenosząc się rok wstecz od dzisiaj, gdy miałem 22 lata rocznikowo. W pewnym momencie zacząłem czuć się jak coraz większe gówno, bo dość że moja samoocena dawała mi po dupie, bo uważałem się za gówno dosłowne to jeszcze dochodził taki śmieszno-dziwny głos z tylu głowy, który mówił do mnie mniej więcej tak "nie zasługujesz na szczęście", "nie znajdziesz miłości życia", "jesteś nikim" zacząłem swoim kilku przyjaciołom powoli mimowolnie dawać znać, że coś jest ze mną nie tak, mój najstarszy stażem przyjaciel , Antek, był pierwszą osobą, która bardzo dobitnie mi uświadomiła, że jak nie pójdę do psychologa to może być ze mną źle. Dwa tygodnie zastanawiałem się nad tym, aż pewnego razu poprosiłem moich rodziców o pomoc w tej kwestii, bo uważam że nie ważne ile się ma lat, od tego są rodzice by się radzić w pewnych kwestiach w życiu. Bardzo ważne przed pójściem do psychologa jest to, żeby samemu zdecydować na pójście do niego, bo inaczej będzie ciężko ze zmianami. Gdy już będziecie na miejscu, to polecam pozwolić zadawać sobie pytania, psycholog sam stwierdzi, czy jest sens wizyt u niego, czy wizyty u psychiatry są lepsze, a psychiatra często zajmuje się naszymi problemami, które są osadzone głęboko w głowie, nie ma obaw, że wsadzą was do białego pokoju, to nie są filmy żywcem z Hollywood, życie wygląda zdecydowanie inaczej. Dzięki wizytom u psychologa zmieniłem swoje stare nawyki charakteru znacząco, bo oprócz niskiej samooceny doszło do tego traktowanie kobiet jak coś gorszego sortu niekiedy, ale tylko na szczęście kończyło się na persfadowaniu mojej racji - moja racja jest najmojsza i ch*j - bez obelg czy krzywd fizycznych a także bezsensowne kłótnie z kim popadnie czy nawet bycie niezłym k*sem niekiedy. Teraz czuje się super, bo wiem, że stać mnie na wszystko, że moje życie jest w moich rękach, i jak odpowiednio chwycę je za rogi, to spełnię swoje marzenia. Tak więc moje życie wychodzi na prostą dzięki właśnie takim wizytom, które są na prawdę potrzebne w moim życiu gdzie oczywiście sam musiałem pracować ciężko na własną poprawę, bo inaczej bym sobie nie dał rady i nie było by mnie w miejscu, w którym jestem teraz... Mam kochaną dziewczynę, którą poznałem w realu oraz która mnie rozumie i wspiera a także ludzi, którzy nie odeszli ode mnie mimo wszystko i dzielę z nimi swój najlepszy okres swojego życia w tym momencie a także wkrótce planuje założyć własną firmę. Także wychodzę do Was drodzy nieznajomi z pewną myślą: Jeśli jest w życiu źle, macie złą samoocenę czy ogólnie problem ze swoją osobą, to pierwsze pomyślcie o wizycie u specjalisty, to nie boli a uratuje Wam życie a także przy odpowiednim zaparciu i wsparciu - pomoc zmienić Was na lepsze... Pamiętajcie, nie ważne co się będzie w Waszym życiu działo, są ludzie, którym na Was zależy, dajcie im sobie pomóc, będą za to wdzięczni :)
TL;DR: Mając problemy z własną samooceną i innymi negatywnymi reperkusjami gnębienia w szkole i pogarszajacym się samopoczuciem emocjonalnym w pozniejszym życiu zgłosiłem się do psychologa, to nie boli a daje szansę na poprawę życia i wyjście na prostą. Nie dajcie się przekonać, że psycholog to zło i że nie ma wyjścia z jakiejś sytuacji, bo nie i chuj... Pamiętajcie że "chcieć to móc". Bądźcie tego świadomi i trzymajcie się ludzie :)
submitted by Gonz4les to Polska [link] [comments]


2019.12.23 13:17 subreddit_stats Subreddit Stats: Polska top posts from 2018-12-21 to 2019-12-20 09:06 PDT

Period: 363.84 days
Submissions Comments
Total 1000 53253
Rate (per day) 2.75 145.80
Unique Redditors 603 7315
Combined Score 756997 761589

Top Submitters' Top Submissions

  1. 26781 points, 33 submissions: kalarepar
    1. Wyborca PIS (1558 points, 107 comments)
    2. Masz bojowe zadanie (1546 points, 48 comments)
    3. Znowu do szkoły (1351 points, 62 comments)
    4. Jasnowidz z Twittera (1229 points, 31 comments)
    5. tl;dr Wykop od wczoraj (1151 points, 208 comments)
    6. Graliście już? (1150 points, 128 comments)
    7. Korepetycje z matematyki (1105 points, 145 comments)
    8. Konie sensem życia (1064 points, 28 comments)
    9. Polski przemysł (1052 points, 22 comments)
    10. Biblia: "Na początku było Słowo". Podręcznik do matematyki: (1019 points, 32 comments)
  2. 12714 points, 18 submissions: Adrian29
    1. Prawdziwy człowiek sukcesu (1187 points, 46 comments)
    2. doktorzy_wpż (975 points, 41 comments)
    3. ja_wpż (879 points, 30 comments)
    4. Rodzina kiedyś vs dzisiaj (810 points, 32 comments)
    5. ludzie_wpż (810 points, 29 comments)
    6. Ah tak, to jest duży mózg czas (792 points, 14 comments)
    7. Symulator Korwina (785 points, 42 comments)
    8. Mapa Europy, gdyby wszystkie państwa z literą "w" w nazwie zalała woda, a Rosja zmieniła się w Janusza Piechocińskiego. (742 points, 51 comments)
    9. hanuszka dnia (702 points, 23 comments)
    10. żyjemy w hipokryzji (672 points, 60 comments)
  3. 12636 points, 14 submissions: garrett53
    1. Kiedy wracasz na /Polska po ostatnich zmianach. (1783 points, 70 comments)
    2. Hat trick wpż (1264 points, 166 comments)
    3. Dzisiaj handlowo-wyborcza. Moje ziomeczki. (1216 points, 57 comments)
    4. No i mamy komplet. (1126 points, 28 comments)
    5. Kiedy robisz OC dla /Polska_wpz i udostępnia go korwin. Jeżeli to nie jest szczyt memowej kariery, to ja nie wiem co jest. (1097 points, 68 comments)
    6. Kosmita po uratowaniu ze Strefy 51 poddawany resocjalizacji w Polsce (2019) (1095 points, 24 comments)
    7. ja_wpz (1041 points, 29 comments)
    8. Google translator at its finest. (911 points, 17 comments)
    9. Fool me once. (901 points, 96 comments)
    10. Stan obecny /Polska (522 points, 28 comments)
  4. 11909 points, 13 submissions: Vapid1
    1. Przypominam że dziś Boże Ciało, ziomeczki (1516 points, 90 comments)
    2. Ministerstwo Głupich Kroków, Poland Edition (1184 points, 25 comments)
    3. Daily polski Twitter xD (1160 points, 63 comments)
    4. Powrót memów z importu! (1087 points, 28 comments)
    5. Stare ludowe porzekadło (947 points, 8 comments)
    6. "Piłsudski" i "Legiony" to dopiero początek większego świata... (935 points, 50 comments)
    7. Importowane memy zza południowej granicy (900 points, 47 comments)
    8. Dobry ziomek Elon Piżmo (897 points, 52 comments)
    9. NO I TO JEST DOBRA WIADOMOŚĆ (843 points, 63 comments)
    10. Nareszcie coś dla Prawdziwych Polaków™ w tej całej Ikeji (825 points, 28 comments)
  5. 10994 points, 15 submissions: bkielbaszewski
    1. Bohaterowie na jakich zasługujemy (1428 points, 84 comments)
    2. Paweł Adamowicz nie żyje. Prezydent Gdańska miał 53 lata (1061 points, 276 comments)
    3. Twój ruch, Bakomo. (1006 points, 68 comments)
    4. Kiedy nawet Terlikowski potępia Twoje szczucie osób LGBT, to wiedz że coś spieprzyłeś (888 points, 111 comments)
    5. Tego radosnego dnia nie zapominajmy o najważniejszym, czyli o narodzinach naszego Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Wesołych Świąt /polska! (806 points, 41 comments)
    6. Trudno się nie zgodzić (798 points, 31 comments)
    7. Elementarz przedszkolaka niedyskretnie sugeruje, gdzie jest miejsce mamy w domu (745 points, 65 comments)
    8. kopernik_wpż (648 points, 13 comments)
    9. Są takie chwile, że nie ma już sensu odpowiadać merytorycznie. (641 points, 40 comments)
    10. Półka kuchenna u mojej rodziny na wsi. Wybierz mądrze. (578 points, 59 comments)
  6. 10464 points, 16 submissions: baytor
    1. To o nas (1295 points, 48 comments)
    2. Mem (995 points, 29 comments)
    3. Prawo i sprawiedliwość - kuźnia talentów (780 points, 31 comments)
    4. Ironicznie (698 points, 21 comments)
    5. Trza se radzić (690 points, 42 comments)
    6. Szukając polska (667 points, 102 comments)
    7. Nie będę się kłócił (641 points, 19 comments)
    8. Zaorane (620 points, 37 comments)
    9. Sandwicz (619 points, 110 comments)
    10. Ciekawe jak smakuje (614 points, 33 comments)
  7. 10040 points, 14 submissions: Colonel_PingPong
    1. Drodzy biali. (1178 points, 31 comments)
    2. PILNE. (1104 points, 27 comments)
    3. Skandal, prześladowanie chrześcijan, obraza uczuć, upadek obyczajów. (1016 points, 58 comments)
    4. Tymczasem w opozycji. (952 points, 54 comments)
    5. Stare, a jak aktualne. (860 points, 40 comments)
    6. Mizantropia jednak jakiś sens ma. (716 points, 45 comments)
    7. BREJKING NEWS (693 points, 9 comments)
    8. No rzeczywiście maturki coraz bliżej (635 points, 11 comments)
    9. Rzymianie podnoszący Chrystusa po trzecim upadku, 33 rok naszej ery, koloryzowane. (631 points, 39 comments)
    10. Mesjasz narodów. (513 points, 54 comments)
  8. 9308 points, 13 submissions: abakus10
    1. król_wpż (1348 points, 17 comments)
    2. rPolacy_wpż (1139 points, 30 comments)
    3. Nie szata zdobi księdza (1068 points, 36 comments)
    4. Każdy procent ponad plan ciosem w podżegaczy (813 points, 123 comments)
    5. Prawdziwa rPolska środa (812 points, 26 comments)
    6. ONZ chce od Polski sprawozdania z walki z rasizmem. Wzywa do całkowitej delegalizacji grup, które promują dyskryminację na tle rasowym lub narodowościowym - a za takie uznała ONR i Młodzież Wszechpolską (715 points, 281 comments)
    7. Mała środa znaleziona na łące (619 points, 26 comments)
    8. Z okazji Dnia Kobiet: wszystkiego najlepszego erPolsko (555 points, 21 comments)
    9. Ktoś też tak ma? (549 points, 25 comments)
    10. In nomine patris (472 points, 23 comments)
  9. 6701 points, 7 submissions: zukowski
    1. Wielka Brytania miesza się w polską politykę (1309 points, 29 comments)
    2. 11 listopada pokaż kim jesteś (1229 points, 88 comments)
    3. W sobotę, 16 listopada, ten mężczyzna dojechał rowerem na Księżyc (384403km). Zajęło mu to 8 lat 10 miesięcy i 15 dni. Średnio 125 km dziennie. Zrobił to ot tak, dla samego siebie. Wielki szacun. Na zdjęciu na kultowym Wigry 3 (1115 points, 63 comments)
    4. Mądre dziewczyny (997 points, 13 comments)
    5. Największy świąteczny hit w PL (958 points, 33 comments)
    6. Latarnia lotnicza Lufthansy z 1926 wytyczająca szlak Berlin-Królewiec. Zachowały się tylko cztery takie. Nowakowo k. Elbląga (576 points, 19 comments)
    7. Jak to jest z tą tęczową zarazą? (517 points, 25 comments)
  10. 6029 points, 7 submissions: StaryNiedzwiedz
    1. Grupa została przywrócona. (1461 points, 65 comments)
    2. Uwaga, zdjęcie zawiera lokowanie produktu. (1268 points, 22 comments)
    3. Prawdziwi nauczyciele nie strajkują! (1147 points, 42 comments)
    4. Trzeba anulować. (676 points, 25 comments)
    5. Przybyli ułani pod okienko. (567 points, 27 comments)
    6. Dokumenty i różaniec do kontroli. (517 points, 36 comments)
    7. Rynek pracownika vs. rynek pracodawcy. (393 points, 59 comments)

Top Commenters

  1. Vapid1 (11907 points, 210 comments)
  2. Anonim97 (6732 points, 488 comments)
  3. ene_due_rabe (5613 points, 163 comments)
  4. abakus10 (5463 points, 202 comments)
  5. poduszkowiec (5163 points, 242 comments)
  6. illmaticmat (4910 points, 159 comments)
  7. pothkan (4770 points, 352 comments)
  8. kalarepar (4591 points, 151 comments)
  9. Kart_Kombajn (4571 points, 121 comments)
  10. Marc_Slonik (4358 points, 124 comments)

Top Submissions

  1. Pozdrawiam kolegę z wykładu z historii filozofii na UW, który przeglądał ten subreddit. Pomóżcie sprawić, by poczuł dyskomfort xd by Anarchiasz (2331 points, 124 comments)
  2. Takie rzeczy tylko na Marszu Równości w Lublinie by BladyGreg (2193 points, 46 comments)
  3. XD by vonGlick (2140 points, 72 comments)
  4. Harnaś by Tymotheos1 (2092 points, 28 comments)
  5. Warszawa ma piękną architekturę i zainspirowała mnie do zbudowania w Minecraft nieistniejącej już barokowej Villi Regia wraz z Pałacem Kazimierzowskim stojącym na jej miejscu by Gigeno (1845 points, 69 comments)
  6. Potężna środa by Mylifeforads (1811 points, 71 comments)
  7. co to kurwa jest? by JumpyOutlandishness1 (1804 points, 102 comments)
  8. Kultura by koteczke (1794 points, 37 comments)
  9. Kiedy wracasz na /Polska po ostatnich zmianach. by garrett53 (1783 points, 70 comments)
  10. Przelew by mezmare (1733 points, 58 comments)

Top Comments

  1. 762 points: Kart_Kombajn's comment in Pozdrawiam kolegę z wykładu z historii filozofii na UW, który przeglądał ten subreddit. Pomóżcie sprawić, by poczuł dyskomfort xd
  2. 650 points: TheTor22's comment in Kiedy szkoła średnia chciała iść do Lidla na długiej przerwie
  3. 535 points: Maysign's comment in Polska w XXI wieku
  4. 518 points: garbanguly's comment in Takie rzeczy tylko na Marszu Równości w Lublinie
  5. 511 points: frynatosanfrancisco's comment in Ofiara jubileuszowa
  6. 503 points: VaeSapiens's comment in Z podręcznika dla religii w liceum "W bogactwie miłości"
  7. 500 points: lubiesieklocic's comment in Tymczasem w pewnej zdrowej polskiej rodzinie
  8. 488 points: footstepsofthefuries's comment in Byłem na marszu równości w Białymstoku
  9. 463 points: Kart_Kombajn's comment in Słowo na N, teraz w TVP.
  10. 453 points: WazkaRock's comment in How do you do, fellow kids?
Generated with BBoe's Subreddit Stats
submitted by subreddit_stats to subreddit_stats [link] [comments]


2018.12.05 20:22 Gazetawarszawska NIE-BOSKA KOMEDIA


NIE-BOSKA KOMEDIA
– STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE –
ZYGMUNT KRASIŃSKI
NIE-BOSKA KOMEDIA: Oświęcim 27 stycznia 2014
Szałas – lamp kilka – księga rozwarta na stole – Przechrzty. https://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia/2588-nie-boska-komedia

PRZECHRZTA Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna.
CHÓR PRZECHRZTÓW Jehowa pan nasz, a nikt inny. – On nas porozrzucał wszędzie, On nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych . – Po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im.
PRZECHRZTA Cieszmy się, bracia moi. – Krzyż, wróg nasz, podcięty, Zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. – Dotąd pany go bronią.
CHÓR Dopełnia się praca wieków, praca nasza markotna, bolesna; zawzięta. – Śmierć panom – po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im!
PRZECHRZTA Na wolności bez ładu, na rzezi bez końca, na zatargach i złościach, na ich głupstwie i dumie osadzim potęgę Izraela- tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża. –
CHÓR Krzyż znamię święte nasze – woda chrztu połączyła nas z ludźmi – uwierzyli pogardzający miłości pogardzonych. – Wolność ludzi prawo nasze – dobro ludu cel nasz – uwierzyli synowie chrześcijan w synów Kaifasza . – Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi – my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej. –
PRZECHRZTA Chwil kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze – a świat nasz, nasz, o bracia moi! –
CHÓR Jehowa Pan Izraela, a nikt inny. – Po trzykroć pluńmy na zgubę ludom – po trzykroć przeklęstwo im! –
Słychać stukanie.
PRZECHRZTA Do roboty waszej – a ty, święta księgo, precz stąd, by wzrok przeklętego nie zbrudził kart twoich. – Talmud chowa. Kto tam?
GŁOS ZZA DRZWI Swój! – W imieniu Wolności, otwieraj! –
PRZECHRZTA Bracia do młotów i powrozów! Otwiera.
LEONARD wchodząc Dobrze, obywatele, że czuwacie i ostrzycie puginały na jutro. Do jednego z nich przystępuje. A ty co robisz w tym kącie?
JEDEN Z PRZECHRZTÓW Stryczki, obywatelu.
LEONARD Masz rozum, bracie – kto od żelaza nie padnie w boju, ten na gałęzi skona. –
PRZECHRZTA Miły obywatelu Leonardzie, czy sprawa pewna na jutro? –
LEONARD Ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich, wzywa cię na rozmowę przeze mnie. – On ci sam na to pytanie odpowie.
PRZECHRZTA Idę – a wy nie ustawajcie w pracy – Jankielu, pilnuj ich dobrze. Wychodzi z Leonardem.
CHÓR PRZECHRZTÓW Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im! –
+++
Namiot – porozrzucane butelki, kielichy.
PANKRACY
…………………………………. …………………..

NIE BOSKA KOMEDIA

– STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE –

ZYGMUNT KRASIŃSKI

Motto:
  1. Bezimienny „Do błędów, nagromadzonych przez przodków, dodali to, czego nie znali ich przodkowie – wahanie się i bojaźń; i stało się zatem, że zniknęli z powierzchni ziemi i wielkie milczenie jest po nich”
  2. Hamlet (szekspirowski bohater) „To be or not to be that is the question” (tł. “Być albo nie być, oto jest pytanie”)
Dedykacja: „Poświęcone Marii”
(Zapewne chodzi o Joannę Bobrową, nazywaną przez Krasińskiego Marią, którą poznał w Rzymie w 1834 roku).
Część pierwsza:
a) część epicka – rozbudowana apostrofa do Poety lub Poezji:
Poeta zwraca się bezpośrednio do Poezji, ironizując na jej temat i mówiąc z niemałym przekąsem o wszystkich jej „dobrodziejstwach”. Do Poezji należy bowiem wszystko na świecie, każde zjawisko może stać się również Jej udziałem, jeżeli tylko Ta obierze je sobie za swój punkt zainteresowania. Przemawia do Niej: „Chwale twojej niby nic nie zrówna”. Jednocześnie zwraca uwagę na pewien znaczny dysonans pomiędzy tym, o czym każdy artysta pisze w danej chwili (a więc mogą to być myśli zupełnie ulotne, w konkretnym momencie nawet mało znaczące) a tym, co czuje i myśli przez cały czas, wewnątrz siebie. Poeta zarzuca Poezji, że niesie piękno, lecz sama ową pięknością nie jest; głosi o istnieniu światła, a sama jego nigdy nie widziała. Porównuje Ją do niewiasty, która na zawsze naznaczona jest swoją ziemskością, lecz chwilami przybiera postać anioła – jest to jednak postać fałszywa, bo aniołem tak naprawdę nigdy nie będzie. Na końcu poeta wyraża pochwałę stanu, w którym Poezja autentycznie napełnia serce człowieka i prowadzi go ku dobremu, mieszka w nim jak Bóg (nikt Go nie widział ani nie słyszał, lecz ci, którzy wierzą w Jego istnienie, oddają Mu cześć i hołd). Potępia natomiast fakt, iż wielu twórców pisze tylko po to, by dostarczać sobie i innym ludziom przyjemności z tego tytułu, a nie podejmuje się wszczepienia w swą poezję żadnej szlachetnej idei prowadzącej do „podniesienia życia”.
b) część dramatyczna – akcja właściwa, dialogi:
Nad światem przelatuje Anioł Stróż, który błogosławi wszystkim tym, którym pozostało jeszcze serce, bo tylko tacy zostaną zbawieni (wg J. Kleinera Krasiński „umyślnie może w początkowej wypowiedzi dramatu nacisk położył na wyraz ‘serce’, bo ‘Nie-Boska komedia’ będzie poematem o braku serca”). Nad pewnym domem wypowiada rozkazanie, jakoby obok mężczyzny w nim mieszkającego miała pojawić się „dobra i skromna” żona oraz dziecko.
Pojawia się Chór Złych Duchów, którzy nakazuje widmom nawiedzić ten sam dom – przewodniczyć ma im cień nałożnicy ubranej w kwiaty i przypominającą dziewicę – natchnienie każdego poety oraz starego orła zdjętego z palu – pod postacią sławy. Złe Duchy mają zamiar zesłać na poetę wszystkie najgorsze pokusy.
Wewnątrz kościoła odbywa się ślub, a ponad nim „kołysze się” Anioł Stróż, który przepowiada, iż w przypadku, gdy Mąż dochowa przysięgi małżeńskiej, wówczas zostanie zbawiony, on sam po ceremonii zaślub mówi do żony: „przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę” (wg Kleinera romantycy motyw ciążącej nad człowiekiem klątwy czerpali z idei fatum w starożytności). Potem akcja przenosi do komnaty pełnej osób, w której to odbywa się przyjęcie – małżonkowie zapewniają siebie nawzajem o wielkim uczuciu.
W nocy Zły Duch pod postacią dziewicy (której to „czarty każą świętą udawać”) przechadza się po ogrodzie, po cmentarzu i zachodzi do sypialni nowożeńców, przenika przez umysł śpiącego Męża i pojawia się w jego śnie. Ten, zbudzony, spogląda na swą żonę i szybko przekonuje się, że popełnił błąd, biorąc z nią ślub; że jest tylko dobra, zaś „tamta” była wszystkim, co kochał i o czym marzył. Kiedy spostrzega, że to nie był tylko sen i ową niewiastę widzi również na jawie, wyrzuca sobie, że wyrzekł się „kochanki lat młodych”, „duszy swej duszy” (Poezji), a pojął za żonę inną kobietę, której nie miłuje wcale. Żona jego budzi się i pyta, co się wydarzyło, na co mężczyzna odpowiada jej, iż musi zaczerpnąć świeżego powietrza, ale sam, bez niej.
Mąż przechadza się po ogrodzie i cieszy się tym, że znów ma przy sobie swoją lubą. Prosi, by ta zabrała go ze sobą, gdziekolwiek przebywa. Dziewica pyta mu się, czy na pewno pójdzie za nią wszędzie i o każdej porze. Otrzymuje potwierdzenie. Po chwili słychać nawoływanie Żony, aby jej ślubny powrócił do domu, albowiem na dworze jest zimno.
Mija jakiś czas. Małżonkowie rozmawiają. Żona wyrzuca Mężowi, że od miesiąca się do niej nie odzywa; mówi, iż poszła do spowiedzi, lecz nie była sobie w stanie przypomnieć żadnych rażących grzechów, na co Mąż odpowiada jej dwuznacznie: „Czuję, że powinienem cię kochać”. Ona nie rozumie tych słów, woli, żeby powiedział jej, że nie kocha jej wcale i ją zostawił, aniżeli okazywał obojętność. Prosi jedynie o miłość dla ich dziecka, aby jej ją obiecał. Mąż obiecuje miłość i dziecku, i jej samej. W tym czasie pojawia się znów duch Dziewicy, która wzywa Męża. Żona od razu wyczuwa od niej „siarkę i zaduch grobowy”, ale Mąż nie dość, że tego nie słucha, to na dodatek odchodzi za swoją kochanką. Postanawia opuścić swój dom i rodzinę całą. Żona woła za nim: „Henryku! Henryku!”, po czym upada na ziemię z dzieckiem, mdlejąc.
Odbywa się chrzest dziecka. Goście zastanawiają się, gdzie jest jego ojciec. Żona podchodzi do małego Orcia i błogosławi mu, aby stał się poetą, gdyż tylko dzięki temu ojciec go w przyszłości nie porzuci i nie wyrzeknie się go; wówczas również wybaczy jej samej to, że ona sama nie była i nie będzie nigdy przesiąknięta poezją.
Mąż podąża za Głosem Dziewicy, mija „góry i przepaście ponad morzem”. Po drugiej stronie przepaści stoi owa Dziewica, która nakazuje mu uwiązać się jej dłoni i wzlecieć. W tym też momencie czar pryska i przed Mężem pojawia się obskurna postać nałożnicy – taka, jaką ją widziała Żona (kwiaty odpadły na ziemię i zaczęły czołgać się jak żmije; wiatr zdarł piękną suknię; „deszcz kapie z włosów”, „kości nagie wyzierają z łona”, „błyskawica źrenice wyżarła”). Chór Duchów Złych pozwala wrócić niewieście do piekła po tym, jak uwiodła „serce wielkie i dumne”. Wtedy dopiero Mąż zwraca się do Boga; pyta się Go, czy zostanie potępiony za swą naiwność i srogie czyny, jakich się dopuścił. Złe Duchy urządzają sobie igraszkę z jego losu, wobec czego Mąż chce się rzucić w przepaść. Pojawia się jednak Anioł Stróż, który nakazuje mu wracać do domu i więcej nie grzeszyć.
Kiedy Mąż wraca do domu, nie zastaje swej żony Marii. Od służącego dowiaduje się, iż trafiła ona do domu wariatów. Postanawia ją w nim odwiedzić. Tam dowiaduje się od Żony Doktora, że stan chorej jest bardzo poważny. Podczas rozmowy z Marią Henryk przekonuje się, że postradała ona wszystkie zmysły, albowiem ta wmawia mu, iż wielokrotnie prosiła Boga o to, by zamienił ją w poetkę, aż w końcu wysłuchał jej próśb, więc odtąd Mąż nie musi nią pogardzać. Ponadto mówi, że i Orcio zostanie poetą, ponieważ przy chrzcie dodała przekleństwo nad jego imieniem, że jeśli nim nie będzie, to odda go na stracenie. Odzywają się głosy szaleńców: spod posadzki, z lewej strony, z prawej ściany, z sufitu, które wyrażają własne wizje końca świata (w stylu Apokalipsy św. Jana – np. „słońce trzecią część blasku straciło – gwiazdy zaczynają się po drogach swoich – niestety”). Taką wizję roztacza również Żona: nadejdzie czas, kiedy wszyscy zaczną jednakowo konać, a Chrystus już wówczas nie pomoże, gdyż krzyż swój rzuci w otchłań; jedyną nadzieją dla ludu jest modląca się Matka Boża. Na końcu Żona umiera z wyczerpania.
Część druga:
a) część epicka – apostrofa do Orcia, dziecka Marii i Henryka:
Poeta zadaje pytania retoryczne młodemu dziecięciu, które swoim zachowaniem nie przypomina swych rówieśników – nie bawi się, tylko wciąż pozostaje smutne, marzące i bujające w obłokach: „wzrastasz i piękniejesz – nie ową świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie”.
b) dramat właściwy:
Mąż wraz z Orciem modlą się przy grobie Marii (wątek autobiograficzny: Krasiński również chadzał ze swym ojcem na grób matki). Orcio wypowiada słowa modlitwy „Zdrowaś Mario” – lecz nie w ten sposób, jaki nakazuje wyuczona formułka – chłopiec sam wymyśla do niej słowa. Mąż gani go za to. Orcio odpowiada, że w śnie często widuje matkę, która przepowiada mu, że zbiera dla niego „myśli i natchnienie”, żeby upodobnił się do ojca. Mąż pyta się Marii, dlaczego nęka ich syna z zaświatów. Mówi, że od dziesięciu lat (a więc tyle czasu minęło od śmierci Marii) nie może zaznać chwili spokoju.
Mąż spaceruje z Filozofem. Rozmawiają na temat wyzwolenia kobiet i Murzynów, o tym, że właśnie nadchodzi czas owego wyzwolenia. Filozof jest przedstawicielem stronnictwa ludzi wierzących w postęp i „odrodzenie ludzkości”, lecz tylko na drodze rewolucji okupionej krwią. Mąż pyta się, czy jego towarzysz widzi drzewo spróchniałe na drodze – świadczy to o jego niewierze w żadne dobro, Mąż nie wierzy już bowiem w nic, wszystko zdaje się mu bezużyteczne i bezsensowne. Nawet jego własne życie.
Mąż znajduje się w wąwozie pomiędzy górami, jest sam. Wygłasza monolog, w którym przyznaje się przed sobą, że nie ma w nim już żadnej wiary, miłości, a jedynie strach o obłąkanie i nieuchronną całkowitą ślepotę Orcia. Otaczają go: Głos Anioła Stróża oraz Mefisto, pojawia się również Orzeł i żmija.
W pokoju znajduje się Mąż, Lekarz oraz 14-letni już Orcio. Lekarz zapowiada, że dziecko ma postępującą ślepotę, aż w końcu jego oczy przestaną już widzieć całkowicie (wątek autobiograficzny: Krasiński także miał z nimi problemy). Mąż pyta wielokrotnie Lekarza, czy nie da się nic zrobić w tej sprawie, że odda pół swego majątku, byle uzdrowić chłopaka. Medyk odpowiada, iż jest to zaćma i nie da się jej uleczyć. Mąż pyta więc Orcia, czy ten jeszcze cokolwiek widzi. 14-latek mówi, że teraz widzi już oczami duszy i słyszy głosy – to mu wystarcza. Tymczasem Głos Skądsiś mówi do Męża: „Twój syn poetą – czegóż żądasz więcej?”.
Którejś nocy Mąż przybiega do Lekarza i z przerażeniem informuje go, że od kilku dni Orcio budzi się o północy i mówi przez sen. Tej nocy chłopak rozmawia ze swoją matką oraz rzecze: „jam się urodził synem światła i pieśni”. Orcio budzi się i w ogóle nie jest w stanie sobie przypomnieć, co się z nim przed chwilą działo, ale że tak, jak jest, to jest dobrze, po czym zasypia na nowo.
Po tym wydarzeniu Mąż wygłasza mowę, skierowaną do pogrążonego już w głębokim śnie syna: „Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie – nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęściá, ni światła, ni sławy – a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi – o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu!”.
Część trzecia:
a) część epicka – apostrofa do Męża:
„Ktokolwiek jesteś, powiedz mi, w co wierzysz – łatwiej byś życia się pozbył, niż wiarę jaką wynalazł, wzbudził wiarę w sobie. Wstydźcie się, wstydźcie wszyscy mali i wielcy – a mimo was mimo żeście mierni i nędzni, bez serca i mózgu, świat dąży ku swoim celom, rwie za sobą, pędzi przed się, bawi się z wami, przerzuca, odrzuca – walcem świat się toczy, pary znikają i powstają, wnet zapadają, bo ślisko – bo krwi dużo – krew wszędzie – krwi dużo, powiadam wam”.
Poeta pyta anonimowego odbiorcę, czy widzi tłumy zalegające pod bramami miasta, które zbierają się w grupki, rozmawiają o czymś tajemniczym, rozbijają namioty, żyją jak jedna wielka wspólnota: „Kubek lata z rąk do rąk – a gdzie ust się dotknie, tam głos się wydobędzie, groźba, przysięga lub przeklęstwo – On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców. – Niechaj żyje kielich pijaństwa i pociechy!”.
Poeta pyta tego samego odbiorcę (a może wielu? – „czy widzicie…?”) o to, czy dostrzega, jak ludzie ci z wielką niecierpliwością czegoś wyczekują, pragną wzniecić jakiś hałas, zamieszki, szepczą coś sobie wzajemnie, „wszyscy nędzni, ze znojem na czole, z rozczuchranymi włosy, w łachmanach, z spiekłymi twarzami, z dłoniami pomarszczonymi od trudu – ci trzymają kosy, owi potrząsają młotami, heblami – patrz – ten wysoki trzyma topór spuszczony – a tamten stemplem żelaznym nad głową powija; dalej w bok pod wierzbą chłopię małe wisznię do ust kładzie, a długie szydło w prawej ręce ściska”. Wszyscy są głodni i biedni, noszą obdarte ubrania i na czole mają wyrytą chęć zemsty.
Nagle między tłumem tym zapanowuje jakiś „szum wielki”, pyta więc poeta o to, czy „to radość czy rozpacz?”, zadaje pytania retoryczne o to, jakie intencje drzemią w tychże ludziach. Spośród nich wychodzi bowiem jeden, staje na krześle i przemawia do wszystkich zebranych wokół niego: „Głos jego przeciągły, ostry, wyraźny – każde słowo rozeznasz, zrozumiesz- ruchy jego powolne, łatwe, wtórują słowom, jak muzyka pieśni – czoło wysokie, przestronne, włosa jednego na czaszce nie masz, wszystkie wypadły, strącone myślami – skóra przyschła do czaszki, do liców, żółtawo się wcina pomiędzy koście i muszkuły – a od skroni broda czarna wieńcem twarz opasuje – nigdy krwi, nigdy zmiennej barwy na licach – oczy niewzruszone, wlepione w słuchaczy – chwili jednej zwątpienia, pomieszania nie dojrzeć; a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie. wytęży ponad nimi, schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tym błogosławieństwem wielkiego rozumu – nie serca – precz z sercem, z przesądami, a niech żyje słowo pociechy i mordu!”.
Wódz ten przyrzeka zebranym, że zapewni im „chleb i zarobek”. Owym władcą tych dusz jest Pankracy. Ludzie krzyczą wokoło: „chleba nam, chleba, chleba!”, „Śmierć panom, śmierć kupcom – chleba; chleba!”, a także: „Niech żyje Pankracy!”.
b) część dramatyczna – akcja właściwa, dialogi:
Przechrzta siedzi w swoim szałasie (mianem tym pogardliwie zostają określeni Żydzi, którzy dopatrując się rozmaitych korzyści osobistych, zmienili swoją wiarę na chrześcijańską). Na jego stole leży księga. Mówi: „Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna”. Chór Przechrztów odpowiada mu, iż jedynym ich Panem jest Jehowa, że nie ma dla nich innego Boga. Przechrzta zapewnia, że wspólnie pomścić i zniszczyć muszą krzyż, który patronuje chrześcijańskim panom arystokratom. Chór przepowiada im rychłą śmierć – za wszystkie dawne upokorzenia i konflikty, „po trzykroć przekleństwo im!”. Ich miny sugerują bardzo złowrogie nastawienie, są jakoby samoistną zapowiedzią przyszłego rozwoju najgorszych wypadków.
Przechrzta zapewnia, że w miejscu tym, gdzie obecnie panuje ogromne bezprawie, gdzie panowie bez skrupułów wykorzystują swych podwładnych, gdzie szerzy się „rzeź bez końca”, „wolność bez ładu”, dochodzi do zatargów oraz złości – że właśnie tutaj zostanie osadzona nowa potęga Izraela, nowe państwo narodu wybranego. Aby tego dokonać, należy bowiem wpierw „tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża”. Nakazuje po trzykroć splunąć na ziemię Chórowi, aby móc dokonać aktu zemsty, by ta w pełni się wykonała. Nakazuje więc chwilowo schować świętą księgę, ażeby nie była ona niemym świadkiem wypowiadania tych jakże znaczących słów.
Do szałasu wchodzi Leonard – jeden z przywódców rozszalałego, gotowego na wszystko tłumu. Wzywa Przechrztę, aby udał się wraz z nim, bo „ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich” wezwał go na rozmowę (tj. Pankracy). Chór przemawia słowa zemsty: „Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im!”.
Pankracy pyta Przechrztę, czy ten zna przypadkiem hrabiego Henryka, ponieważ chciałby, aby się do niego udał i przyprowadził przed jego oblicze na ważną rozmowę, która ma się odbyć pojutrze w nocy, zupełnie potajemnie. Przechrzta pyta, ilu dostanie w tym celu ludzi do pomocy, na co otrzymuje natychmiastową odpowiedź, iż udać ma się tylko i wyłącznie sam, gdyż jego strażą ma być imię Pankracego, zaś jego plecami „szubienica, na której powiesiliście Barona zawczoraj”. A jeśli Henryk go zamknie w więzieniu albo zabije, wówczas Przechrzta zostanie męczennikiem za Wolność Ludu.
Leonard dziwi się Pankracemu, że ten chce rozmawiać z wrogiem, podczas gdy wokoło szaleje dziki tłum, który domaga się natychmiastowej zemsty, przelewu krwi i nastania zupełnie nowych rządów – rządów należących do prostych ludzi, nie zaś do arystokracji, jak też było do tej pory. Wychodzi również na jaw, iż panowie ukrywają się w okopach Świętej Trójcy i oczekują na przybycie rewolucjonistów „jak noża gilotyny”. Przez Pankracego przemawia pycha, albowiem jest pewien zwycięstwa swoich zwolenników, arystokratom zwiastuje zatem rychłą klęskę: „Wszystko jedno – oni stracili siły ciała w rozkoszach, siły rozumu w próżniactwie – jutro czy pojutrze legnąć muszą”. Leonard pyta więc, co jest powodem wstrzymania się od ostatecznego ataku, na co Pankracy odpowiada krótko, że jego własna, niczym nie przymuszona wola, od której przecież nie powinno być żadnego odwołania. Leonard zarzuca mu zdradę, przestaje wierzyć w jego szczere intencje, ażeby doprowadzić lud do zwycięstwa, później jednak opamiętuje się, lecz mówi: „Uniosłem się, przyznaję – ale nie boję się kary. – Jeśli śmierć moja za przykład służyć może, sprawie naszej hartu i powagi dodać, rozkaż”. Widząc ten gorliwość, główny przywódca nie chce mu zrobić krzywdy, albowiem dostrzega w swym rozmówcy rzeczywistego bojownika o wolność i sprawiedliwość, pragnie więc pozostawić go zupełnie nietkniętym. Godzą się i zaczynają rozmowę na temat wszelkich przygotowań do ostatecznej walki: „Czy posłałeś do magazynu po dwa tysiące ładunków?”, „A składka szewców oddana do kasy naszej?”. Po chwili temat ten schodzi na hrabiego Henryka, o którego ponownie dopytuje się Pankracy. Leonard odpowiada, iż nie obchodzi go los panów, zatem również i los Henryka, który należy do warstwy obecnie rządzących. Pankracy przyznaje, że interesuje go ta postać, ponieważ – tak jak i on sam – jest wodzem, tyle że obozu wrogów. Z tego tytułu pragnie się z nim spotkać osobiście, spojrzeć w oczy i próbować namówić na przejście na ich stronę, zrzeczenie się swoich przekonań, swego szlachectwa. Pankracy dostrzega w Henryku nie tylko „zabitego arystokratę”, ale również poetę. Leonard przy odejściu pyta raz jeszcze, czy jego pochopne podejrzenie zostaje mu wybaczone, na co wódz rzecze mu: „Zaśnij spokojnie – gdybym ci nie przebaczył, już byś zasnął na wieki”. Zastrzega sobie jednak, że ma się on wybrać wraz z nim na potajemne spotkanie z Henrykiem. Oboje rozstają się.
Pankracy zostaje sam. Myśli o równorzędnym sobie wodzu. Czuje, że to nie jest zwyczajny wróg, którego mógłby po prostu pokonać. Zanim to uczyni, chciałby go wpierw przekonać do swoich racji i w miarę, gdyby przystał na takie rozwiązanie, darowałby mu dawne winy. Z tego też względu wygłasza monolog: „Dlaczegóż mnie, wodzowi tysiąców, ten jeden człowiek na zawadzie stoi? – Siły jego małe w porównaniu z moimi- kilkaset chłopów, ślepo wierzących jego słowu, przywiązanych miłością swojskich zwierząt… To nędza, to zero. – Czemuż tak pragnę go widzieć. omamić? – Czyż duch mój napotkał równego sobie i na chwilę się zatrzymał? – Ostatnia to zapora dla mnie na tych równinach – trza ją obalić, a potem… Myśli moja, czyż nie zdołasz łudzić siebie jako drugich łudzisz – wstydź się, przecię ty znasz swój cel; ty jesteś myślą – panią ludu – w tobie zeszła się wola i potęga wszystkich – i co zbrodnią dla innych, to chwałą dla ciebie. – Ludziom podłym, nieznanym nadałaś imiona – ludziom bez czucia wiarę nadałaś – świat na podobieństwo swoje – świat nowy utworzyłaś naokoło siebie – a sama błąkasz się i nie wiesz, czym jesteś. – Nie, nie, nie – ty jesteś wielką!”. Po tych słowach siada na krześle i rozpoczyna dalsze rozmyślania.
Następuje zmiana miejsca akcji. Mąż przebrany w czarny płaszcz idzie w towarzystwie Przechrzty. Przemierza bór, w którym znajduje się kilka szałasów, namiotów, jest tam także łąka, szubienica, ludzie rozpalają ogniska i skupiają się wokół nich. Mąż, idąc, obserwuje wszystko to, co się w tym miejscu dzieje. Henryk nakazuje Przechrzcie, żeby nie dawał po sobie poznać, że prowadzi wroga, obcego człowieka – ma z nim rozmawiać jak z dawnym znajomym, a przy okazji odpowiadać na wszystkie zadane przez niego pytania, ponieważ w przeciwnym razie zabije go, gdyż w gruncie rzeczy nie dba o jego życie wcale. Pierwszą rzeczą, która zwraca jego szczególną uwagę, jest tajemniczy taniec. Przechrzta odpowiada, iż jest to „taniec wolnych ludzi”. Taniec ten wygląda w ten sposób, iż kobiety i mężczyźni szaleją wokół szubienicy, śpiewają przy tym złe, szatańskie pieśni: „Chleba, zarobku, drzewa na opał w zimie, odpoczynku w lecie! – Hura – hura ! Bóg nad nami nie miał litości – hura – hura! Królowie nad nami nie mieli litości – hura – hura! Panowie nad nami nie mieli litości – hura! My dziś Bogu, królom i panom za służbę podziękujem – hura – hura!”.
Mąż zwraca się do pewnej Dziewczyny, iż raduje go widok takiej wesołej, rumianej niewiasty. Na to ona reaguje tymi oto słowami: „A dyć tośmy długo na taki dzień czekały. – Juści, ja myłam talerze, widelce szurowała ścierką, dobrego słowa nie słyszała nigdy – a dyć czas, czas, bym jadła sama – tańcowała sama – hura!”. Mąż odpowiada jedynie: „Tańcuj, Obywatelko”.
Pod dębem siedzi kilkoro lokajów, którzy nawzajem chwalą się, że dopiero co zabili swoich panów. Cieszą się także, że dopiero podczas morderczej pracy u ludzi z wyższych sfer, pucując ich buty, ścinając im włosy, w pocie czoła to czyniąc – dopiero wówczas poznali swe rzeczywiste prawa i postanowili je wyegzekwować, bez tego wyzysku nie mieliby pewnie o tych prawach najprawdopodobniej bladego pojęcia.
W dalszej kolejności Mąż natrafia na Chór Rzeźników, który wykrzykuje: „Obuch i nóż to broń nasza – szlachtuz to życie nasze.- Nam jedno czy bydło, czy panów rznąć. Dzieci siły i krwi, obojętnie patrzym na drugich, słabszych i bielszych – kto nas powoła, ten nas ma – dla panów woły, dla ludu panów bić będziem. Obuch i nóż broń nasza – szlachtuz życie nasze – szlachtuz – szlachtuz – szlachtuz”.
Kiedy Mąż wita się z pewną kobietą per „pani”, Przechrzta zwraca mu uwagę, by używał raczej innych słów, tj. „obywatelka” albo „wolna kobieta”. Na to Kobieta odpowiada mu: „Jestem swobodną jako ty, niewiastą wolną, a towarzystwu za to, że mi prawa przyznało, rozdaję miłość moją (…) Nie, te drobnostki zdarłam przed wyzwoleniem moim – z męża mego, wroga mego, wroga wolności, który mnie trzymał na uwięzi”. Henryk jest zatem świadkiem zepsucia moralnego, totalnego wyniszczenia zasad nawet u tak czystych istot, jakimi powinny być kobiety.
Kolejną postacią, która przewija się w obozie i którą dostrzega Mąż, jest Bianchetti – „dziwny żołnierz – oparty na szabli obosiecznej, z główką trupią na czapce, z drugą na felcechu, ż trzecią na piersiach”, „sławny Bianchetti, taki dziś kondotier ludów, jako dawniej bywali kondotiery książąt i rządów”. Mąż pyta mu się, nad czym się tak zadumał. Bianchetti wskazuje na „lukę między jaworami”, gdzie dojrzeć można osadzony na górze zamek, a wokół niego „mury, okopy i cztery bastiony” i poczyna zdradzać, jak ma zamiar zdobyć ów zamek, ale powstrzymuje go przed tym Przechrzta.
Mąż jest świadkiem dalszych obrazów ogromnej nędzy, rządzy zemsty, rozpusty i zepsucia obyczajów. Nie ma podziałów na ludzi czystych, niewinnych i na tych złych, wszyscy wydają się być równi w swym opętaniu i szaleństwie, nawet dzieci i kobiety śpiewają szatańskie pieśni, domagają się przemocy i przelewu krwi. Szczególnie agresywnie wypowiada się Chór Chłopów, który w zastraszającym tempie zbliża się do obozu rewolucjonistów: „Naprzód, naprzód, pod namioty, do braci naszych – naprzód, naprzód, pod cień jaworów, na sen, na miłą wieczorną gawędkę – tam dziewki nas czekają – tam woły pobite, dawne pługów zaprzęgi, czekają nas. (…)Wróć mi wszystkie dni pańszczyzny. (…)Wskrzesz mi syna, Panie, spod batogów kozackich. (…)Upiór ssał krew i poty nasze – mamy upiora – nie puścim upiora – przez biesa. przez biesa, ty zginiesz wysoko, jako pan, jako wielki pan, wzniesion nad nami wszystkimi. – Panom tyranom śmierć – nam biednym, nam głodnym. Nam strudzonym jeść, spać i pić. – Jako snopy na polu, tak ich trupy będą – jako plewy w młockarniach, tak perzyny ich zamków – przez kosy nasze, siekiery i cepy, bracia, naprzód!”.
Mąż zwraca się do Przechrzty: „Wasze pieśni, ludzie nowi, gorzko brzmią w moich uszach – czarne postacie z tyłu, z przodu, po bokach się cisną, a pędzone wiatrem blaski i cienie przechadzają się po tłumie jak żyjące duchy”. Po drodze widzi i słyszy jeszcze Chór Zabójców, Chór Filozofów(„My ród ludzki dźwignęli z dzieciństwa . My prawdę z łona ciemności wyrwali na jaśnią. – Ty za nią walcz, morduj i giń”), Chór Artystów („Na ruinach gotyckich świątynię zbudujem tu nową – obrazów w niej ni posągów nie ma – sklepienie w długie puginały, filary w osiem głów ludzkich, a szczyt każdego filara jako włosy, z których się krew sączy – ołtarz jeden biały – znak jeden na nim – czapka wolności – hurracha!”) oraz Chór Duchów („Strzegliśmy ołtarzy i pomników świętych – odgłos dzwonów na skrzydłach nosiliśmy wiernym – w dźwiękach organów były głosy nasze – w połyskach szyb katedry, w cieniach jej filarów, w blaskach pucharu świętego, w błogosławieństwie Ciała Pańskiego było życie nasze. Teraz gdzie się podziejemy?”).
Mąż porównuje tę chwilę niepewności, w której oczekuje na nieznanego sobie zupełnie człowieka, do momentu, w którym Brutusowi-zdrajcy ukazał się niegdyś duch Cezara: „Za chwilę stanie przede mną człowiek bez imienia, bez przodków, bez anioła stróża.- co wydobył się z nicości i zacznie może nową epokę, jeśli go w tył nie odrzucę nazad, nie strącę do nicości. Ojcowie moi, natchnijcie mnie tym, co was panami świata uczyniło – wszystkie lwie serca wasze dajcie mi do piersi- powaga skroni waszych niechaj się zleje na czoło moje.- Wiara w Chrystusa i Kościół Jego, ślepa, nieubłagana, wrząca, natchnienie dzieł waszych na ziemi, nadzieja chwały nieśmiertelnej w niebie, niechaj zstąpi na mnie, a wrogów będę mordował i palił, ja, syn stu pokoleń, ostatni dziedzic waszych myśli i dzielności, waszych cnót i błędów”. Nadchodzi godzina dwunasta, wówczas Henryk zapowiada, iż jest już gotowy do odbycia konfrontacji z drugim wodzem.
Dochodzi do spotkania Pankracego z Henrykiem. Ten pierwszy wyśmiewa się z wiary Męża, mówi, że jego własna jest lepsza i silniejsza. Arystokrata zapewnia, że nie wyrzeknie się wiary jego ojców, którzy przekazali mu „w spadku” panowanie i władzę nad ludem, że wszystko, co czyni, czyni w imieniu Boga, w którego wierzy. Pankracy próbuje przekonać Henryka i zmusić do przejścia na swoją stronę. Nie udaje mu się to, ponosi w tym druzgocącą klęskę. Co więcej – Henryk broni swej klasy, lecz raczej nie tego, jak ona wygląda w tej chwili, ale tego, jak wyglądać powinna, a więc szlachetnej arystokracji, której powierzone zostało opiekowanie się ludem, gdyż tylko taki porządek rzeczy może zagwarantować stałość i zgodę na świecie. Oboje rozstają się, każdy w swoim kierunku, każdy coraz bardziej zdeterminowany do walki.
Część czwarta:
a) opis:
Następuje tutaj „odautorski” opis okopów zamku Świętej Trójcy, gdzie też gromadzi się obóz arystokracji, której przewodzi Henryk: „Od baszt Świętej Trójcy do wszystkich szczytów skał, po prawej, po lewej, z tyłu i na przodzie leży mgła śnieżysta, blada, niewzruszona, milcząca, mara oceanu , który niegdyś miał brzegi swoje, gdzie te wierzchołki czarne, ostre, szarpane, i głębokości swoje, gdzie dolina, której nie widać, i słońce, które jeszcze się nie wydobyło. Na wyspie granitowej, nagiej, stoją wieże zamku, wbite w skałę pracą dawnych ludzi i zrosłe ze skałą jak pierś ludzka z grzbietem u centaura . – Ponad nimi sztandar się wznosi, najwyższy i sam jeden wśród szarych błękitów”.
b) dramat właściwy:
Arcybiskup oficjalnie mianuje Henryka przodownikiem, wodzem obozu arystokratów, powierza mu misję obrony przed obcą religią, aby zachował ciągłość tradycji chrześcijańskiej w swoim narodzie. Obarcza go więc odpowiedzialnością za cały lud. Wszyscy popierają Henryka i przysięgają mu wierność oraz posłuszeństwo do samego końca trwania walk (początkowo proponują mu pertraktacje z drugim obozem, lecz Mąż grozi im za to śmiercią na miejscu).
Mąż pyta, gdzie jest jego syn. Jakub odpowiada, iż zamknął się w celi w wieży północnej i że śpiewa tam prorockie pieśni. Orcio przepowiada ojcu rychłą klęskę jego wojska, albowiem słyszy jęki i widzi oczyma wyobraźni rozlewy krwi. Mężowi wydaje się, że jego syn oszalał i że to tylko omamy, nie wierzy w jego proroctwa, boi się tego słuchać. Odzywają się rozmaite głosy, które wieszczą tragiczny koniec Henrykowi: „Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie, prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś – potępion na wieki” – ten zaś nie widzi nikogo, ale głosy te wciąż odbijają się w jego uszach, co potęguje jego zdezorientowanie. Orcio mówi ojcu, że widział właśnie matkę, która kazała mu coś powiedzieć, lecz w tej chwili mdleje i nie zdąża dokończyć słowa. Mąż przeklina Marię, iż znowu nachodzi ich dziecko.
Klęska obozu arystokratów jest nieunikniona, Henryk chce jednak umrzeć z godnością, wraz ze wszystkimi. Co więcej – zaczyna wytykać rozmaite błędy ludziom z własnej klasy, np.: „A ty, czemu przepędziłeś wiek młody na kartach i podróżach daleko od Ojczyzny?” lub „A ty, czemu uciskałeś poddanych?”. Na te słowa poddani chcą go wydać Pankracemu, lecz Mąż przypomina, że mimo wszystko jest jednym z nich i że wiele wspólnie razem zrobili do tej pory, np.: „Z wami rozbiłem się na skałach Dunaju – Hieronimie, Krzysztofie, byliście ze mną na Czarnym Morzu”, po czym pyta: „Wyście uciekli do mnie od złego pana. – A teraz mówcie – pójdziecie za mną czy zostawicie mnie samego, ze śmiechem na ustach, żem wpośród tylu ludzi jednego człowieka nie znalazł?”.
Mąż prosi Boga o odwagę. W pewnym momencie słychać przeraźliwy strzał – okazuje się, że od strzału tego padł trafiony kulą sam Orcio. Na widok ten Henryk postanawia rzucić się w przepaść, lecz zanim to czyni, wypowiada znaczące słowa: „Poezjo, bądź mi przeklęta, jako ja sam będę na wieki! – Ramiona, idźcie i przerzynajcie te wały!”. Nadchodzi Pankracy i Leonard, ten pierwszy na wiadomość o samobójstwie Henryka, mówi do arystokratów: „on jeden spośród was dotrzymał słowa. – Za to chwała jemu, gilotyna wam”. Oboje dostrzegają bardzo jasne, przeszywające wzrok promienie słońca. Pankracy dostrzega w tych promieniach samego Chrystusa: „Jak słup śnieżnej jasności stoi ponad przepaściami – oburącz wsparty na krzyżu, jak na szabli mściciel. – Ze splecionych piorunów korona cierniowa”. Prosi o odrobinę ciemności, po czym krzyczy: „Galilaee vicisti!” („Galilejczyku, zwyciężyłeś”). Po tych słowach, w objęciach Leonarda, Pankracy umiera.
Opracowanie: Marta Akuszewska Bibliografia: Zygmunt Krasiński “Nie Boska Komedia”, oprc. J. Kleiner, wyd. 7, Wrocław 1962
http://lektury.crib.pl/book/export/html/48907
http://gazetawarszawska.eu/2013/12/30/nie-boska-komedia-oswiecim-27-stycznia-2014/
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2017.09.24 22:27 dziadek1990 An old, super-crappy, unfinished pokemon fanfic from 2004/2005 that I fished out from one of my notebooks (Translated)

(Heh, nice difference of my writing skill between Then and Now...)
 
 
TRANSLATED (from Polish):
 
Another beautiful sunny day has greeted the Johto Region. Happily tweeting bird-pokemon heralded that such weather will be holding for the majority of the incoming summer, which certainly was advantageous for the teens towards whom the summer holidays were approaching with huge steps.
 
But for one person it was not making any difference; on the corner of two criss-crossing streets stood, leaning against a wall, a teen-aged boy with a full face, portly shoulders, and unnaturally expensive clothing.
 
Despite all these signs of wealth, which apparently he was dealing with since birth, he had an empty facial expression, and pretty dark eyes tearing out from under brown hair, though at this moment they didn't give off this impression, because even they weren't expressing any signs of happiness, but were merely staring sadly into the feet of their owner.
 
The said owner of all those features which are found only amongst the members of noble families was Maximilian, the descendant of an ancient house of Gatta, the only son of rich and influential pair of billionaires. Despite all that wealth, of which everyone could only dream, Maximilian de Gatta (or "Max" to friends, who he actually never had) was staring at space without a pause.
 
He never cried. He was afraid to damage his reputation amongst others, and this was the only immaterial – but real – thing that he owned.
 
Of love he could forget already, because his parents weren't very interested in raising a son, since there was in life so much enjoyment in the form of money and popularity, but neither could he leave them, because again it was about damaging their reputation. However, when it was about friendship, he could also forget about it, because, even though kids from noble families could visit each other, the whole self-interest in own wealth and talks focused only on it ruined all the charm of a conversation, so Max didn't have much choice left.
 
When he got bored with standing, he walked away from the wall, still staring at the ground, and he went in the direction of the nearest pokemon store. He wasn't interested in duels, and because of frequently missed lessons he didn't know much about these creatures, but he needed a pet, somebody who even partially would replace him a friend.
 
After reaching the fairy-tale-level colorful displays he began, without hurry, watching them in detail.
 
Despite his frequent and systematical lack of presence in the Trainer School, the teachers weren't complaining about it; apparently his belonging to a noble family was sometimes useful, and the teachers who didn't want to anger his parents kept their mouths tightly shut, and lied, claiming that his parents have a perfect son.
 
The moment Max entered the store he saw that it was almost empty; there were merely two customers in it: a mother and a five-year-old child. Judging by their clothing, even they belonged amongst the rich folk, though Max could guess it even without that; this store belonged to one of the few luxurious, and Max sincerely doubted that an Average Mother would've allowed herself for a purchase of a pokemon for a child at all, much less in such a luxurious store – the pokemon were expensive even without that.
 
The moment a tiny bell (which informed of entrance of a new customer) rung, the host automatically glanced in the direction of the door, and after seeing Max in his wealthy clothing which suited the newest fashion and his healthy dark hair, he immediately beamed, and after handling he invited Max with an artificial smile towards the shelves, because he knew that another opportunity to fill his own wallet has just came.
 
Max, having enough of such treatment, simply ignored it, and (even before the man walked away from the counter) he was already right next to the shelves, observing the well-cared and clean creatures.
 
Quietly he was hurt by the fact that even the pokemon were raised in such a way that they treated every customer with respect bordering on worship.
 
After longer browsing of the shelves with cages in which every pokemon from a tiny Azurill through Growlithe up to a Ponyta with its own paddock. Literally every pokemon was giving you that seemingly honest (but despite that, a drilled-into and killed-into their tiny minds) worship.
 
Max was disgusted by this view. He knew that no creature situated in such circumstances like these pokemon, no creature with common sense would've wanted only one thing: to return to freedom.
 
Such pokemon also in no way would be fit for a pet, so Max turned his head around with distaste, and started looking for the others. The host apparently noticed it, because he asked in his awfully artificial polite voice:
"Did Sir make a choice?"
 
Max shivered at those words; he almost forgot that he was not alone here, and after a moment of silence he asked with a hope in his soul, that the salesman will understand what he means:
"Excuse me, but don't you have some.... uhhhh... OTHER pokemon?"
 
He stressed the word "OTHER" a bit, wanting to help the destroyed-by-cash mind of the man, but he, apparently taking it for an insult, said in a slightly less polite tone, besides that unfazed:
"You know... we have wonderful Eevee, just look, how sweet."
 
Deciding that this way he won't get anywhere, Max started penetrating the shop more accurately; honestly , all of his absences at school he spent on visiting such shops, but in every one of them so far he saw the same artificial smiles that weren't very different from each other. Glad that the useful-for-nothing-and-shining-his-smile-everywhere owner unstuck himself from him upon seeing a group of other customers – this time at Max's age, so about 15 years old.
 
The shop immediately filled with crowd noises, and Max got interested with the fact, that the majority of teenagers wasn't rich at all, but they still entered the shop without any hesitance – that fact however did not please the shop-keeper, and this time it wasn't easy for him to hide his displeasure, but it wasn't just that, because from the inside of the shop in a room that was behind the doors that were behind the counter a muffled growling could be heard, and suddenly this happened in a single moment:
 
The angry and panicked host shooed the crowd of surprised students out of the shop and the moment he slammed the door, and explosion happened – or at least that's how it seemed to max for the first few moments.
 
It turned out to be a pokemon, that escaped from the said room behind the counter. It was doing a total demolition in the store, and, having scared the other pokemon, it chased them into a corner and only then it stopped so you could see it more accurately.
 
The first fact that surprised Max was its size; this furry fellow was about half a meter tall. It was a fox with short beige-red fur, and despite its wildness had a beautiful coat which was included in its fringe and tails which it had... six!
 
Said animal after a slight calming down stopped being interested in demolition and headed for the front door when--
 
"GO! Blastoise!" Those words yelled the now-slightly-calmed-down shopkeeper, while holding in his stretched-out hand a small red-white metal ball, which at this very moment shone red and materialized before them a huge pokemon.
 
Blastoise, apparently bored with this event, without any ado fainted the fox with one accurate water-shot and then caught it into a second "pokeball" which he [the owner] had in his pocket – that's how the said ball was named.
 
Max was observing the whole scene speechless, and the moment things went quiet the host with his employees and pokemon took care of the repair and cleaning of the store, and saw Max standing near the devastated cages, whose denizens were still standing, afraid, in the corner.
 
"What are you doing here?! You saw that we're closing! Something could've happened to y--!"
"What was that pokemon?" Max interrupted him, having regained the control over his own tongue.
 
"What..? You'd better not be interested in it, you'd better leave this place before something happens to you."
– that was a totally different tone than the one which he heard before this incident, and even though the salesman wasn't being too polite now, Max valued his (so far not encountered by Max) honesty towards him, but under these circumstances it didn't matter much.
"I am fine, nothing's happened to me – the shelf has missed me by a hair's breadth," Max was calming him down, "Just tell me what kind of pokemon was that!"
"What's with this tone? Why the hell would I have to spill anything to such whipster whenever he has a whim!"
"Tell me!"
The owner was clearly furious, but he didn't care THAT much about keeping the pokemon's identity a secret, because after a moment he quieted down and mumbled something under his own nose, and said:
"Okay, whatever... If it weren't for that that you're nobility, I'd break your legs. That pokemon is a savage, just like every pokemon that ends up in this store... but eventually we succeed appeasing every one of them, however with THIS ONE we are having small problems."
"So why won't you release it? You could become bankrupt because of the damage caused by it, and by your behavior I can see that it is doing all of that systematically, I really don't underst--"
"But whipster, it is a VULPIX!" he interrupted him with a tone as if it was something obvious, "Even if this furry makes a bit of mischief here at first, WHEN it finally becomes well-behaved, we'll sell it and do you even know how much such a foxie is WORTH, how RARE it is??"
The salesman was talking in an excited whisper, "...such a rare pokemon will return us all those months of suffering and EVEN MORE! The gain will be worth at least 700% of our losses so far! We'll climb to the very top!"
 
The salesman finally yelled, so loudly that several employees looked, and he suddenly remembered himself and addressed Max with a clearly artificially-polite tone:
"And now Sir might kindly leave..."
But Max didn't move, he was thinking about the words said by the shopkeeper: 'The moment he'll be well-behaved, we'll sell it.''well-behaved' … no … he can't let that happen.
 
"I'm buying it!"
A silence occurred. The host so far kept encouraging Max to leave the devastated store, and when he said those words, the host became speechless.
"What... what are you buying?" the shop's owner apparently wasn't certain if he heard his words correctly, so Max repeated them with an even bigger finality:
"I'm buying it here and now. Just please tell me how much do I pay. The salesman still couldn't believe those words, and said something, this time a bit quieter, and with honest disbelief:
 
"You, you really want to buy it..."
"Of course!" Max informed him, "I do not require any training of that pokemon, I pay normally so it is an advantage to you guys, right?"
"And yes, and no."
"What?" Max became surprised, as he was preparing his wallet.
"When they see what a savage pokemon you recieved from us, they'll stop coming to me. They'll think we're selling a lousy commodity."
 
Max didn't react positively to the last several words, but he didn't give up.
"Oh, come on, I'll inform everybody that this is exactly the kind of pokemon that I wanted."
 
"But ask your parents for permission, everybody knows them, so you can't do any funny stuff and keep doing it in secret."
"So it means that you agree to this?"
"Well... yes."
 
Chapter II
"A friend"
Taking care of the Vulpix Issue went without any obstacles. The only problem however could be the attempt at taming it. To that goal Max went with a pokeball onto a meadow on the very edge of the Goldenrod City.
 
 
ORIGINAL LANGUAGE (Polish):
 
Kolejny piękny słoneczny poranek zaświtał nad Regionem Johto. Wesoło ćwierkające pokemony-ptaki zwiastowały że taka pogoda będzie się utrzymywała przez większość nadchodzącego lata, co z pewnością było na rękę młodzieży do której letnie wakacje zbliżały się wielkimi krokami. Ale jednej osobie nie sprawiało to różnicy; na rogu dwóch przecinających się ulic stał oparty o ścianę wsparty kilkunastoletni chłopiec o pełnej buzi, postawnych ramionach, i niezwykle drogim odzieniu. Pomimo tych wszystkich oznak przepychu, z którym widocznie miał do czynienia od urodzenia, miał on pusty wyraz twarzy i piękne ciemne oczy wydzierające spod brunatnych włosów, chociaż w tym momencie akurat nie robiły takiego wrażenia, bowiem i one nie wyrażały żadnych oznak radości, tylko wpatrywały się smutno w stopy swojego właściciela.
 
Owym właścicielem tych wszystkich cech spotykanych wyłącznie u członków rodziny szlacheckich był Maximilian, potomek starożytnego szlachetnego rodu Gatta, jedyny syn bogatej i wpływowej pary miliarderów. Pomimo tych wszystkich bogactw, o których każdy mógłby tylko śnić, Maximilian de Gatta, albo Max, dla przyjaciół, których tak na prawdę nigdy nie miał, patrzył bez przerwy w przestrzeń.
 
Nigdy nie płakał, bał się naruszyć swoją reputację wśród innych, a to była jedyna niematerialna, ale prawdziwa rzecz, jaką posiadał.
 
O miłości mógł już zapomnieć, bowiem jego rodziców nie bardzo interesowało wychowanie syna skoro miało się w życiu tyle przyjemności w postaci pieniędzy i popularności, ale nie mógł również ich opuścić, bowiem tu znowu chodziło o naruszenie ich reputacji.
 
Natomiast, jeżeli chodziło o przyjaźń to też mógłby sobie odpuścić, bowiem w prawdzie dzieciom rodzin szlacheckich można było się wzajemnie odwiedzać, ale zainteresowanie innych tylko na punkcie własnego bogactwa i rozmowy tylko w tym kierunku psuły cały urok, więc Maxowi nie zostało wiele do wyboru. Gdy tylko znudziło mu się stanie odszedł nadal zapatrzony w podłoże od muru i udał się w kierunku najbliższego sklepu z pokemonami. Nie interesowały go w prawdzie pojedynki, i z powodu często omijanych lekcji w ogóle niewiele wiedział o owych stworzeniach, ale potrzebował jakiegoś pupila, kogoś kto przynajmniej częściowo zastąpiłby mu przyjaciela. Po dotarciu do bajecznie kolorowych wystaw zaczął je dokładnie bez szczególnego pośpiechu przeglądać.
 
Pomimo częstych i systematycznych nieobecności w szkole trenerskiej, jakoś nauczyciele nie uskarżali się na to; widocznie jego przynależność do rodziny szlacheckiej czasami się przydaje i nauczyciele nie chcąc narazić się rodzicom nie puścili pary z ust i wciskali im kit, jakiego doskonałego mają synka. Gdy tylko Max wszedł do sklepu ujrzał, że jest prawie pusty; było w nim zaledwie dwoje klientów: matka i pięcioletnie dziecko, sądząc po strojach i oni należeli do bogatych ludzi, ale i bez tego by się domyślił; ten sklep należał do jednego z niewielu luksusowych i Max szczerze wątpiłby żeby przeciętna matka pozwoliła sobie na kupno pokemona dziecku w dodatku w tak luksusowym sklepie – pokemony i bez tego były drogie.
 
Gdy tylko zadzwonił dzwoneczek zwiastujący wejście kolejnego klienta gospodarz automatycznie zerknął w stronę drzwi, a ujrzawszy Maxa w jego bogatym stroju odpowiadającym najnowszej modzie i jego zdrowe ciemne włosy natychmiast się rozpromienił i po obsłużeniu kobiety zaprosił go sztucznym uśmiechem do półek, wiedział bowiem że nadchodzi kolejna okazja do wypchania sobie portfela. Max, mając dość takiego traktowania najzwyczajniej go ignorował i jeszcze zanim mężczyzna oddalił się od lady, był już przy pułkach obserwując zadbane i czyste stworki.
 
Po cichu dobijał go fakt, że nawet pokemony zostały wyhodowane tak, że każdego klienta obdarowywały szacunkiem graniczącym z czcią.
 
Po dłuższym wertowaniu półek z klatkami, w których każdy pokemon od malutkiego Azurilla poprzez Growthliego po Ponytę z własnym wybiegiem – dosłownie, każdy pokemon obdarowywał cię tym pozornie szczerym, ale mimo to wwierconym i zabitym w ich małych umysłach uwielbieniem.
 
Maxa brzydziło na sam ten widok, wiedział że żadna istota znajdująca się w takich okolicznościach jak te Pokemony żadna istota przy zdrowych zmysłach by pragnęła tylko jednego: wrócić na wolność. Taki pokemon także w żadnym wypadku nie nadawałby się na pupila, więc Max tylko odwrócił głowę z niechęcią i rozejrzał się za innymi. Gospodarz najwyraźniej to zauważył, bo zapytał swym obrzydliwie sztucznym uprzejmym głosem:
—Czy podjął już pan wybór?
 
Max drgnął na dźwięk jego słów; prawie zapomniał, że nie jest tu sam a po chwili milczenia zapytał z nadzieją w duchu, że sprzedawca zrozumie, o co mu chodzi:
—Przepraszam, ale czy nie ma pan jakichś... eee...INNYCH pokemonów?...
 
Na słowo "Innych" dał niewielki nacisk, chcąc dopomóc zniszczonemu przez gotówkę umysłowi mężczyzny, ale ten najwyraźniej uznając to za obrazę przemówił nieco mniej przymilnym tonem, ale nie dając się poza tym zbić z tropu:
—Wie pan... mamy wspaniałe Eevee, niech pan spojrzy, jakie słodkie.
 
Stwierdziwszy, że w ten sposób nigdzie nie dojdzie, Max zaczął dokładniej penetrować sklep; prawdę mówiąc wszystkie swe nieobecności w szkole spędzał na odwiedzaniu takich właśnie sklepów, ale w każdym spotykał do tej pory te same sztuczne uśmiechy nieróżniące się wiele od siebie. Rad, że do niczego nie przydatny i błyskający zewsząd uśmiechem właściciel się od niego odkleił ujrzawszy gromadkę kolejnych klientów -- tym razem w wieku Maxa, czyli ok. 15 lat.
 
Sklep od razu napełnił się gwarą a Maxa zainteresował fakt, że większość z młodzieży wcale nie była bogata, ale mimo to tutaj weszła bez żadnego wahania – ten fakt jednak nie zadowolił jednak sklepikarza i tym razem nie było mu łatwo ukryć niezadowolenia jednak tego było mało: bowiem z wnętrza sklepu w pokoju znajdującego się za drzwiami stojącymi za ladą zaczął dobiegać stłumiony warkot i nagle to się wydarzyło w jednej chwili: wściekły i spanikowany gospodarz wygonił tłumek zaskoczonych uczniów ze sklepu i gdy tylko zatrzasnął drzwi to nastąpił wybuch – tak przynajmniej się Maxowi przez pierwsze kilka chwil wydawało.
 
Okazało się, że to był pokemon, który uciekł z owego pomieszczenia za ladą; robił totalną demolkę w sklepie i przestraszywszy inne pokemony zapędził je w narożnik dopiero wtedy się zatrzymał i można się było mu dokładniej przyjrzeć: pierwszym faktem, jaki zaskoczył maxa był jego rozmiar: otóż owy futrzak miał około pół metra wzrostu, był to lis o krótkiej beżowo rudej sierści i pomimo tej swojej dzikości miał piękne długie futro wchodzące w skład jego grzywki i porastające jego ogony, których miał... sześć!
 
Owy zwierzak po nieznacznym uspokojeniu się przestał sie interesować demolką i zmierzał już ku drzwiom frontowym, gdy:
—Ruszaj! Blastoise! – te słowa wykrzyknął już nieco uspokojony sklepikarz, trzymając w wyciągniętej przed siebie dłoni małą czerwono-białą metalową kulę, która w jednym momencie zabłysła czerwienią i zmaterializowała przed nimi ogromnego pokemona.
 
Blastoise najwyraźniej znużony tym wydarzeniem bez ceregieli pozbawił lisa przytomności jednym celnym strzałem wodnym a następnie złapał go w drugiego pokeballa, którego trzymał w kieszeni, tak bowiem nazywała się owa kula. Całej tej scenie Max przyglądał się oniemiały a gdy tylko ucichło i gospodarz ze swymi pracownikami i pokemonami zajęli się naprawą i sprzątaniem sklepu, zauważyli Maxa stojącego przy zdewastowanych klatkach, których mieszkańcy nadal przestraszeni stali w kącie.
 
—Co tu robisz?! Przecież widziałeś, że zamykamy! Mogło ci się coś...!
—Co to za pokemon? – przerwał mu Max odzyskawszy w końcu władzę w języku.
—Co..? Lepiej by cię to nie interesowało, lepiej wyjdź z tąd zanim jeszcze coś ci się stanie — to był zupełnie inny ton niż ten, który słyszał przed owym incydentem, i mimo że sprzedawca nie był zbyt uprzejmy to max cenił u niego dawno niespotykaną szczerość do swej osoby, ale w tych okolicznościach niewiele to znaczyło.
—Nic mi nie jest – półka minęła mnie o włos – uspokajał go Max.
—Pan mi tylko powie, co to za pokemon!
—Co to za ton? Niby z jakiej beki miałbym takiemu smarkaczowi wygadać wszystko, na co go ochota najdzie..! —Niech pan mówi!
 
Właściciel był wyraźnie wściekły, ale nie zależało mu na ukrywaniu tożsamości owego pokemona, bo się po chwili uciszył mrucząc coś pod nosem i po chwili się odezwał:
—Dobra, a co mi tam... gdyby nie to, że jesteś ze szlachty to bym ci już połamał nogi. Ten pokemon to dzikus, jak każdy z początku pokemon, który trafia do tego sklepu, ale z czasem udaje się nam każdego udobruchać, chociaż z tym są małe problemy.
—To dlaczego go nie wypuścicie, przecież na zniszczeniach wywołanych przez niego możecie zbankrutować a widać po waszym zachowaniu że robi to systematycznie, naprawdę nie rozu...
—Ale smarkaczu to Vulpix — przerwał mu tonem jakby było to czymś oczywistym.
—Nawet jeżeli ten futrzak trochę tu napsoci to, gdy będzie już należycie wyhodowany, sprzedamy go a ty wiesz ile taki lisek jest wart, jaki jest rzadki?
sprzedawca mówił podnieconym szeptem –...tak rzadki pokemon odda nam te wszystkie miesiące cierpień z nawiązką, zysk będzie wart przynajmniej 700% dotychczasowych strat, wespniemy się na szczyty!
 
Krzyknął dobitnie sprzedawca tak głośno że kilka pracowników się obejrzało, lecz w net się opamiętał i zwrócił się do Maxa teraz wyraźnie celowo sztucznie-uprzejmym tonem:
—a teraz pan byłby łaskaw wyjść...
Lecz Max się nie ruszał, zastanawiał się nad wypowiedzianymi przez sklepikarza słowami: "Gdy tylko będzie należycie wychowany, sprzedamy go" ... "Należycie wychowany" ... nie... nie może do tego dopuścić...
 
—Kupuję go!
Nastąpiła cisza, gospodarz przez cały czas zachęcał Maxa do opuszczenia zdewastowanego sklepu, a gdy ten wypowiedział te słowa – oniemiał.
—Co... co kupujesz?.. —właściciel sklepu nie był najwyraźniej pewien że dobrze usłyszał jego słowa, więc Max powtórzył je jeszcze dobitniej:
—Kupuję go tu i teraz. Proszę mi tylko powiedzieć ile płacę.
Sprzedawca nadal nie mógł uwierzyć w te słowa i powiedział coś, tym razem nieco ciszej i ze szczerym niedowierzeniem:
 
—Ty, ty naprawdę chcesz go kupić...
—No jasne! — uświadomił mu Max — Nie wymagam tresowania tego pokemona, a płacę normalnie więc jest to wam na rękę, co?
—I tak, i nie.
—Co? — Zdziwił cię Max, szykując już portfel.
—Gdy zobaczą jakiego zdziczałego pokemona od nas dostałeś, przestaną do mnie przychodzić. Uznają że sprzedajemy lipny towar.
 
Max nie zareagował pozytywnie na kilka ostatnich słów, ale i nie dał za wygraną.
—No co ty, przecież poinformuję każdego że właśnie takiego pokemona chciałem.
—Ale zapytaj o pozwolenie swoich rodziców, każdy ich zna, więc nie masz co kombinować i robić z tego tajemnicy. —Czy to znaczy że pan się zgadza?
—No... tak.
 
Rozdział II
"Przyjaciel"
 
Załatwienie sprawy z Vulpixem obeszło się bez żadnych przeszkód, jedynym problemem jednak mogła stanowić próba oswojenia go. W tym celu Max udał się z pokebalem na polanę na samym skraju miasta Goldenrod.
 
submitted by dziadek1990 to dziadek1990 [link] [comments]


2017.07.08 19:12 ben13022 Umberto Eco o pożytkach z oglądania się za dziewczynami.

Życie jest jak film z mojej młodości: wchodzimy, kiedy wiele rzeczy już się stało, i trzeba poznać to, co zdarzyło się przed naszym narodzeniem. Ale dziś, kiedy idziesz do kina, od razu ktoś bierze cię za rękę i mówi, co dzieje się na ekranie
Kochany mój Wnuczku,
nie chciałbym, żeby ten mój list świąteczny brzmiał tak, jak gdyby wyszedł spod ręki De Amicisa*. Nie chcę udzielać Ci rad odnośnie miłości bliźniego, ojczyzny, świata i tym podobnych rzeczy. Nie posłuchałbyś. Poza tym w chwili, kiedy miałbyś je urzeczywistnić (ty będziesz wtedy dorosły, a ja już miniony), system wartości tak bardzo się zmieni, że moje zalecenia okazałyby się zapewne nieaktualne.
Chciałbym skoncentrować się na jednej tylko radzie, do której masz szansę zastosować się choćby teraz, kiedy żeglujesz na swoim iPadzie. Nie zamierzam niemądrze Cię do tego zniechęcać, i to nie dlatego, że wydałbym Ci się dziadkiem zrzędą, lecz dlatego, że robię dokładnie to samo. Co najwyżej mogę Ci radzić, byś natrafiając przypadkiem na któryś z tysiąca portali porno, które na tysiąc sposobów pokazują stosunki pomiędzy dwojgiem ludzkich stworzeń lub pomiędzy stworzeniem ludzkim a zwierzęciem, nie ulegał wrażeniu, że to właśnie jest seks, zresztą dość monotonny, bo to tylko inscenizacja, która ma Cię zniechęcić do wychodzenia z domu i oglądania się za prawdziwymi dziewczynami. Wychodzę z zasady, że jesteś heteroseksualny - jeśli nie, dostosuj moje zalecenia do twojego przypadku, ale oglądaj się za dziewczynami, w szkole czy gdziekolwiek idziesz się bawić, bo te prawdziwe są lepsze od telewizyjnych i kiedyś przyniosą Ci radości większe od tych, które dają dziewczyny online. Uwierz temu, który ma więcej doświadczenia od Ciebie (gdybym seks miał znać tylko za pośrednictwem komputera, twój ojciec nigdy by się nie urodził, a ty sam nie wiadomo gdzie teraz byś był, a raczej w ogóle by Ciebie nie było).
Ale nie o tym chciałem Ci mówić, tylko o pewnej chorobie, która zaatakowała twoje pokolenie, a nawet pokolenie młodzieży starszej od Ciebie, która być może chodzi już na uniwersytet. Chodzi o utratę pamięci.
To prawda, że jeśli masz ochotę dowiedzieć się, kim był Karol Wielki albo gdzie leży Kuala Lumpur, wystarczy nacisnąć klawisz. Postępuj tak, kiedy musisz, lecz zaraz potem spróbuj zapamiętać, czego się dowiedziałeś, by nie robić tego ponownie, jeśli przez przypadek będziesz miał taką konieczność, choćby dlatego, że musisz odrobić lekcje.
Ryzyko jest oczywiste: uważając, że twój komputer w każdej chwili może powiedzieć Ci wszystko, możesz stracić radość wbijania sobie wiadomości do głowy. Byłoby trochę tak, jak gdybyś odkrył, że z ulicy Takiej na ulicę Owaką dojeżdża się autobusem i metrem, które pozwalają Ci się przemieszczać bez wysiłku (jest to zresztą ogromnie wygodne i rób tak za każdym razem, kiedy się spieszysz), i wyciągnął z tego wniosek, że wcale nie musisz już chodzić.
Pamięć jest mięśniem takim samym jak mięśnie w nogach. Jeśli nie będziesz jej ćwiczył, zwiędnie, a ty staniesz się sprawny inaczej, czyli (powiedzmy to sobie jasno) idiotą. Nie mówiąc już o tym, że dla nas wszystkich, których w starości może dopaść alzheimer, jednym ze sposobów na uniknięcie tego przykrego przypadku jest bezustanne ćwiczenie pamięci.
Oto więc moja dieta. Co rano naucz się kilku linijek choćby krótkiego wiersza, jak robiliśmy my, kiedy zadawali nam "La cavallina storna" albo "Il sabato del villaggio"**. A potem stawaj z przyjaciółmi do zawodów o to, kto lepiej zapamiętał. Jeśli nie lubisz poezji, ćwicz na składach drużyn piłkarskich, ale uwaga: masz nie tylko pamiętać zawodników dzisiejszej Romy, lecz również z innych zespołów, a także drużyn z przeszłości (wiedz, że ja pamiętam skład drużyny Torino z czasu, kiedy jej samolot rozbił się o Supergę ze wszystkimi piłkarzami na pokładzie: Bacigalupo, Ballarin, Maroso i tak dalej). Rób zawody w zapamiętywaniu, choćby na podstawie książek, które przeczytałeś (kto był na pokładzie "Hispanioli" w poszukiwaniu Wyspy Skarbów? Lord Trelawney, kapitan Smollet, doktor Livesey, Długi John Silver, Jim...). Sprawdź, czy twoi koledzy pamiętają, jak nazywali się służący trzech muszkieterów i D'Artagnana (Grimaud, Bazin, Mousqueton i Planchet)... A jeśli nie będziesz chciał czytać "Trzech muszkieterów" (i nigdy nie dowiesz się, co straciłeś), rób to na podstawie książek, które sam sobie wybierzesz.
Wygląda to na zabawę (i jest to zabawa), ale sam zobaczysz, że twoją głowę wypełnią postaci, opowieści, wszelkiego rodzaju pamiątki. Zastanawiałeś się pewnie, dlaczego komputery nazywano kiedyś mózgami elektronicznymi: bo zostały wymyślone na wzór naszego mózgu, choć nasz mózg ma więcej połączeń niż komputer. Jest rodzajem komputera, który nosi się ze sobą i który rośnie i ulepsza się drogą ćwiczeń, podczas gdy komputer, który masz na stoliku, im więcej go używasz, tym bardziej traci pamięć, i po kilku latach musisz go zmienić. A twój komputer może dziś pracować nawet lat dziewięćdziesiąt, a po dziewięćdziesięciu latach (jeśli go używasz) będzie pamiętał więcej rzeczy, niż pamięta dzisiaj. I to bez dodatkowych opłat.
Istnieje poza tym pamięć historyczna - ta, która nie obejmuje wydarzeń twojego życia czy rzeczy, które czytałeś, lecz obejmuje to, co zdarzyło się, zanim przyszedłeś na świat.
Dziś, idąc do kina, musisz wejść o określonej godzinie, kiedy film się rozpoczyna, a kiedy tylko się zacznie, ktoś, jak to się mówi, bierze cię za rękę i mówi ci, co dzieje się na ekranie. W moich czasach można było wchodzić do kina w dowolnym momencie, czyli nawet w połowie seansu. Przychodziliśmy, kiedy akcja była już w toku, i próbowaliśmy zrozumieć, co zdarzyło się przedtem. Otóż życie jest jak film z mojej młodości. Wchodzimy do życia, kiedy wiele rzeczy już się stało lub dzieje od setek tysięcy lat, i ważne jest poznać to, co zdarzyło się przed naszym narodzeniem. Dzięki temu zrozumiemy lepiej, dlaczego dziś dzieje się wiele nowego.
Obecnie szkoła (nie mówiąc o twoich prywatnych lekturach) powinna uczyć zapamiętywania tego, co wydarzyło się przed twoim narodzeniem, lecz najwyraźniej nie wywiązuje się z zadania, bo z różnych badań wynika, że ludzie dziś młodzi, w tym również ci starsi od Ciebie, którzy już studiują, jeśli urodzili się przypadkiem w 1990 roku, nie wiedzą (i może nawet nie chcą wiedzieć), co zdarzyło się w 1980 (nie mówiąc już o tym, co wydarzyło się pięćdziesiąt lat temu). Statystyki mówią, że jeśli spytasz niektórych, kim był Aldo Moro, odpowiedzą, że przywódcą Czerwonych Brygad, a nie, że ich ofiarą***.
Ale nie mówmy o Czerwonych Brygadach, które pozostają czymś tajemniczym dla wielu, choć były teraźniejszością niewiele więcej niż trzydzieści lat temu. Ja urodziłem się w 1932 roku, dziesięć lat po objęciu władzy przez faszystów, lecz wiedziałem, kto był premierem w czasach Marszu na Rzym (kto jeszcze wie, co to takiego?). Może szkoła faszystowska wbiła mi to do głowy, by wytłumaczyć, jak głupi i zły był ten premier ("tchórzliwy Facta"), którego faszyści odsunęli od władzy. Co z tego, przynajmniej znałem jego nazwisko. Poza tym, nie licząc szkoły, dzisiejszy chłopiec nie zna aktorek filmowych sprzed dwudziestu lat, choć ja wiedziałem, kim była Francesca Bertini, występująca w niemych filmach dwadzieścia lat przed moim narodzeniem. Może dlatego, że przeglądałem stare pisma zgromadzone w składziku naszego domu, i dlatego zachęcam Cię, byś przeglądał nawet stare czasopisma, bo to też jest sposób na to, by poznać, co się działo, zanim się urodziłeś.
Lecz dlaczego w ogóle trzeba wiedzieć, co zdarzyło się wcześniej? Bo wiele razy to, co wydarzyło się wcześniej, wyjaśnia Ci, dlaczego niektóre rzeczy dzieją się dzisiaj.
Zważ, że możesz ćwiczyć nie tylko na książkach i czasopismach, z powodzeniem możesz również na internecie. Którego można używać nie tylko po to, by czatować (dajmy na to) o dziejach świata. Kim byli Hetyci? A kamizardzi? A jak nazywały się trzy żaglowce Kolumba? Kiedy wymarły dinozaury? Czy arka Noego mogła mieć ster? Jak nazywał się przodek krowy? Czy dwadzieścia lat temu tygrysów było więcej niż dzisiaj? Co to było imperium Mali? Kto natomiast mówił o Malum Imperium? Kto był drugim papieżem w historii? Kiedy pojawiła się Myszka Miki?
Mógłbym tak w nieskończoność i każde pytanie otwierałoby piękną przygodę. Wszystko jest godne pamięci. Przyjdzie dzień, kiedy będziesz stary i poczujesz się tak, jak gdybyś żył tysiąc razy, bo będzie tak, jak gdybyś brał udział w bitwie pod Waterloo, jak gdybyś był świadkiem zabójstwa Juliusza Cezara i znalazł się w miejscach, gdzie Berthold Czarny, mieszając w moździerzu różne substancje w nadziei, że wyjdzie z tego złoto, odkrył przez pomyłkę proch strzelniczy i wyleciał w powietrze (i dobrze mu tak). Z innymi twoimi przyjaciółmi, którzy nie pielęgnowali pamięci, będzie tak, jak gdyby przeżyli tylko jedno życie - własne, które wyda im się bardzo smutne i ubogie.
Pielęgnuj więc pamięć i od jutra ucz się na pamięć "La vispa Teresa"****.
*Autor "Serca", słynnego zbioru opowiadań z 1886 r., uważanego dziś za skrajny przypadek dydaktyzmu.
**XIX-wieczne wiersze Giovanniego Pascolego i Giacoma Leopardiego.
***Aldo Moro był premierem Włoch zamordowanym w 1978 r., a Czerwone Brygady - marksistowską organizacją terrorystyczną.
**** Popularny we Włoszech wierszyk Luigiego Sailera z około 1850 r.
Tekst opublikowano w "L'Espresso" w styczniu 2014 roku. Tłumaczenie i przypisy - Jarosław Mikołajewski. Skróty od redakcji.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,19961172,o-pozytkach-z-ogladania-sie-za-dziewczynami.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.02.03 18:01 SoleWanderer Francja nauczyła was bezczelności. Jak uczyć w arabskim getcie

Mój uczeń: - Ja spadam z Francji. Jadę do Algierii. Ja: - OK, byle szybko. Na koniec roku cała klasa mocnym głosem śpiewa ze mną "Marsyliankę". Już się nie wstydzą. Nie zdradzę od razu, kim jestem.
Powiem tylko, że mam paskudny charakter. I siedmiu starszych braci: trzech jest bardzo religijnych, dwóch głosuje na Front Narodowy, jeden jest świadkiem Jehowy. Od 12 lat uczę historii i geografii w gimnazjum na południu Francji. Często myślę, że gdybym miała dzieci, to byłyby w wieku moich uczniów, ale jestem bezpłodna. Próbowałam in vitro pięć razy. Może dlatego angażuję się w życie uczniów, często im doradzam. Czasem to ze mną idą po raz pierwszy do muzeum, do kina. Sami by się bali. Ich rodzice nie mają takiego zwyczaju, a oni śmiałości, by zrobić coś nowego. Czekam więc na nich obok stacji metra i odprowadzam pod drzwi teatru, nawet w niedziele wieczorem. Lubię zadziornych uczniów, którzy zadają dużo pytań. Mathilde, Mohammed, Zyad – nazywam ich „bébés d’amour”, moimi skarbeczkami.
W toalecie szkolnej ktoś napisał na drzwiach, że fajna ze mnie nauczycielka. Na drzwiach kibla, gdzie zwykle rysuje się penisy! To był dla mnie największy komplement.
Jestem surowa, ale jeszcze nigdy nie wyrzuciłam ucznia z klasy. To norma wśród francuskich nauczycieli, którzy wolą pozbyć się problemu, niż się z nim zmierzyć. We francuskiej szkole o pewnych rzeczach nie należy rozmawiać. A ja z dzieciakami ciągle gadam. Chcę, by mogli z siebie wszystko wyrzucić. Przynosi im to ulgę.
Jak stawiam ucznia do kąta, zawsze pytam, czy rozumie, dlaczego to robię.
– Myślisz, że jak mnie nie posłuchasz, to cię uderzę?
– Nie może pani.
– Masz rację. To dlaczego mnie słuchasz?
– Bo tak trzeba.
– A jak kazałabym ci ucałować moje stopy, to zrobiłbyś to?
– Nie!
Klasa chichocze.
– Władza działa w dwie strony – tłumaczę im. – Ja wydaję polecenia, ale to wy je akceptujecie. To wasz wybór, że na moich lekcjach jesteście grzeczni. Jeśli gdzie indziej używacie przemocy albo wyzywacie nauczycieli, to też jest wasz wybór. Nie jesteście ofiarami.
Imigranci we Francji głosują na Front Narodowy
Lekcja 1. Gęba – Ja stąd spadam. Jadę do Algierii – powiedział ostatnio jeden z moich uczniów. To łobuz, ale bardzo go lubię.
– OK, byle szybko – odpowiedziałam prowokacyjnie.
– Najpierw zbiorę pieniądze, a potem wyjadę, inszallah (po arabsku: „jeśli taka będzie wola Boga”).
– Powiedz mi: bezczelność zawdzięczasz Francji czy Algierii? – Patrzy na mnie spode łba, nie rozumie. – Co by się stało, gdybyś w ten sposób rozmawiał z nauczycielem w Algierii?
Uczeń milczy, więc jego kolega podpowiada: „Dostałbyś po twarzy, stary!”.
– Właśnie. Twoja niewyparzona gęba jest gębą Francuza, mój drogi. Jesteś bezczelny, bo pozwala ci na to wolność słowa. Może nie czujesz się Francuzem, ale jesteś nim.
Moi uczniowie ciągle powtarzają: „nienawidzę Francji, nienawidzę Francuzów”. Mam wrażenie, że po rozmowach ze mną czują ulgę. To bardzo trudne nie wiedzieć, kim się jest. – Mówiąc, że Francja to nie jest wasz kraj, robicie przysługę rasistom – tłumaczę. – Francja to JEST wasz kraj. Nie przyjechaliście tutaj z wiosek w Algierii. Rodzice większości z was urodzili się we Francji, do której wasi dziadkowie emigrowali w latach 70.
Cały dzień słyszę na przerwach: „bled”, „bled”, „bled” (z arabskiego „kraj pochodzenia”, a także miasteczko lub wieś, z której wywodzi się rodzina). Nie umieją powiedzieć jednego zdania po francusku, nie wtrącając arabskich słów. W zeszytach nieustannie rysują flagi Maroka i Algierii. Winię za to ich rodziców, którzy robią z nich imigrantów. Co roku zabierają ich na wakacje do Algierii czy Maroka i mówią: „To jest twój kraj”. Tworzą konflikt lojalności, dziecko musi zająć stanowisko: Francja czy kraj rodziców. „Bled” stał się dla nich mityczny. Kiedyś musiałam tłumaczyć uczennicy, że w zimie w Algierii jest chłodno. Bo dla niej Algieria oznacza wakacje, nikt nie pracuje, jest luz. Nie bierze pod uwagę, że rodzice mogą sobie pozwolić na wiele tygodni wolnego, bo zarabiają w euro. Dzieciaki myślą, że to tam toczy się prawdziwe życie. A to we Francji jest tymczasowe.
Narzekają, że Francuzi są wobec nich rasistowscy. Pytam wtedy, co myślą o Romach. Odpowiadają, że to brudasy, że żebrzą z dziećmi na ulicach, są obrzydliwi. – To samo niektórzy Francuzi myślą o was. Nawet wasz rasizm świadczy o tym, że wspaniale się integrujecie. Jesteście prawdziwymi Francuzami, brawo! – to terapia szokowa, ale działa. Zaczynają myśleć.
Czy to, co mówię, oznacza, że nie lubię Arabów? Ostatnio zarzucili mi to członkowie partii komunistycznej.
Apartheid a la française. Rozmowa z Thomasem Guénolé
Lekcja 2. Edukacja priorytetowa Jesienią kilkunastu uczniów w kominiarkach zaatakowało liceum w Trembley-en-France, na przedmieściach Paryża. Rzucili dwa koktajle Mołotowa w budynek szkoły, ranili dyrektorkę. W całym kraju trwała dyskusja. „To wina ich złego wychowania, islamu, pobłażliwego systemu edukacji” – mówili konserwatyści. Lewicowcy bronili: „Są wściekli, bo są biedni. Odgrywają się na społeczeństwie i szkole, przez którą są źle traktowani”.
Bzdura! Przemoc to jest ich wybór. Podkreślając ich „inność”, że źli i biedni, wykluczamy ich ze społeczeństwa. A kto traci najwięcej? Ich koledzy ze szkoły, równie biedni jak oni, którzy nie mieli lekcji, bo szkoła w Trembley została na tydzień zamknięta.
Francuska szkoła od co najmniej 20 lat pogrąża się w chaosie. W 1981 roku stworzono kategorię ZEP – Zone d’éducation prioritaire (strefa edukacji priorytetowej). Zerwano wtedy z zasadą równości dzieci. Dyrektorzy szkół ze słabymi wynikami dostali dofinansowanie, nauczyciele – więcej pieniędzy. Programy szkolne dostosowano do najgorszych uczniów. By wyrównać różnice społeczne, postanowiono uczyć mniej. W podstawówce uczy się odmiany czasowników, ale tylko w dwóch osobach: on i oni/one. Ograniczono też naukę nowych słów.
Do gimnazjum trafiają dzieci, które słabo mówią po francusku. Zamiast czytać, wciąż składają zdania. Piszą tylko fonetycznie. To wina lewicowych ideologów, którzy tworząc nowy program, uznali, że „kompetencje społeczne” (np. organizacja debat, praca w grupach, większa swoboda w nauczaniu a la Montessori) są ważniejsze od nauki języka. Zapomnieli, że rodzice dzieci z ZEP-ów nie czytają z nimi książek. Szkoła to dla tych dzieci wszystko. Umiejętność czytania i pisania jest najważniejsza, bo daje im wolność. Co z tego, że rozwiążą łatwe testy gimnazjalne, zdadzą maturę – dzięki nowemu systemowi udaje się to 90 procentom. Na egzaminach wstępnych na studia dostaną obuchem w łeb, bo nikt nie będzie traktował ich „priorytetowo”.
Salima jest singielką, pracuje w finansach, nie uznaje szariatu, ale modli się w meczecie. To wystarczy, żeby szeptano na jej widok
Lekcja 3. Getto Całe życie uczyłam w ZEP-ach. Pierwsze sześć lat w Marsylii. Rano w gimnazjum na blokowisku, gdzie na 500 uczniów było 20 białych. Po południu – w bogatym miasteczku pod Marsylią – tam było 10 Arabów. W Tuluzie przez ostatnie kilka lat straciliśmy dużo białych dzieci, a także uczniów z „dobrych” rodzin. Przenieśli się do szkół prywatnych. W niektórych klasach jest po 2 białych uczniów, w innych 10. W gimnazjum obok na 300 uczniów jest 1 biały. Według raportu z września 2016 roku, który wstrząsnął Francją, szkół-gett jest w kraju koło 100 (na 8 tysięcy). 95 proc. ich uczniów to biedni muzułmanie. System edukacji oparty niby na zasadzie „równości” tylko pogłębia różnice społeczne. W ZEP-ach dzieci tracą statystycznie siedem i pół tygodnia w ciągu roku, bo są odsyłane ze szkoły za karę. W najgorszych szkołach mają nawet trzech nauczycieli matematyki w ciągu roku. Dodatkowo kilka tygodni bez lekcji, bo są strajki – uczniów, rodziców i nauczycieli. Ale mam kolegów i koleżanki, którzy są zadowoleni. W ZEP-ach nie muszą się wysilać, a dostają około 100 euro więcej.
Kulturowa różnorodność, by mogła dobrze funkcjonować, musi być kontrolowana. Należałoby zastosować strategię „busingu”, czyli dowożenia autobusem dzieci z jednej dzielnicy do różnych szkół (obecnie obowiązuje rejonizacja). Badania Susan Eaton z Uniwersytetu Harvarda pokazują, że integracja jest najistotniejszym czynnikiem wpływającym pozytywnie na wyniki nauczania. Dzieci trzeba wyciągnąć z ich dzielnic.
Znam uczniów w Marsylii, którzy nigdy nie byli na plaży ani w centrum miasta. Po szkole przesiadują na chodnikach. Ich rodzice stoją w kolejce do CAF-u (Kasa Opieki Rodzinnej) albo po zasiłek do Pole Emploie (Urząd Pracy). Na osiedlu jest szkoła i biura rządowe, ale nie ma ani jednej fabryki. Nie ma biblioteki ani muzeum. Ludzie zostali uwięzieni na blokowiskach. We Francji przestaliśmy się mieszać.
Lekcja 4. Gołe pupy Po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” jeden z moich uczniów nie chciał uczestniczyć w minucie ciszy. Powiedziałam mu: – Weź krzesło i ustaw przodem do ściany na końcu sali. Siedź tam do końca lekcji. Dla mnie nie istniejesz.
Paryż po zamachach 13 listopada
Nie ruszył się z ławki. Potem długo o tym rozmawialiśmy. Zapytałam, dlaczego nie chciał milczeć.
– Dlaczego nie milczymy za Palestynę? – zdenerwował się. Okazało się, że pół klasy myśli podobnie.
– A dlaczego nie milczymy za ludobójstwo w Rwandzie? Za ofiary wojny w Darfurze? Milczymy w sprawach, które dotyczą Francji, a wy jesteście jej obywatelami – tłumaczyłam. – Wasze milczenie nie oznacza, że akceptujecie rysunki w „Charlie Hebdo”. Oznacza, że nie zgadzacie się, by mordować ludzi tylko dlatego, że są dziennikarzami. Wolność słowa jest inna dla mnie – jako nauczycielka nie mogę wyśmiewać islamu – a inna dla karykaturzysty.
– Ale obrazili naszego proroka – nie ustępowali.
– „Charlie Hebdo” obraża wszystkie religie. Nawet jakby sam Bóg przyszedł do was i powiedział, że macie kogoś zabić, to macie mu odmówić. Życie ludzkie jest święte. Poza tym czy wasza wiara nie jest silniejsza od jakichś głupich rysunków? – nie wiedzieli, co powiedzieć.
W grudniu zorganizowałam debatę o burkini w stylu amerykańskim. Kazałam przeczytać im wszystkie artykuły z prasy na ten temat: lewicowe i prawicowe. Czytali teksty feministek – przeciwniczek i zwolenniczek burkini. Poznali zdanie salafitów, którzy też byli przeciwni, ale z innych powodów: według nich burkini jest zbyt obcisłe. Poza tym prawdziwa muzułmanka nie chodzi na plażę – z tym zgodziło się wiele uczennic. Najpierw gadaliśmy. Jedni proponowali: – Niech zrobią osobną plażę dla muzułmanek w burkini.
– Jasne, to jeszcze zróbmy plażę dla białych i czarnych. To wam się wydaje sensowne? – spytałam.
– No nie, to rzeczywiście idiotyczne – przyznali. – Ale kobiety, które opalają się z gołymi pupami i cyckami na wierzchu, dlaczego one mogą? To niesprawiedliwe!
Przeczytaliśmy wspólnie prawo laickości z 1905 roku i kolejne, z 2004 i 2010 roku. Wielu merów, chcąc zakazać burkini, powoływało się na nie.
– Nigdzie tu nie mówią o plażach! – krzyknął jeden z uczniów. W ten sposób doszliśmy wspólnie do wniosku, że burkini nie można zakazać w imię laickości.
Potem podzieliłam ich na grupy. Wcielili się w role przeciwników i zwolenników burkini. Dzięki temu poznali inny punkt widzenia.
Ostatnio pokazałam im zdjęcie mężczyzny, który podciera sobie tyłek flagą Francji. Byli w szoku. – Ktoś to naprawdę zrobił?! – nie mogli uwierzyć.
– A co wam to przeszkadza, to tylko kawałek materiału – wzruszyłam ramionami.
– Nie, nie, to jest flaga!
– Co was obchodzi flaga Francji? – specjalnie okazywałam obojętność.
– Tak nie można! – byli coraz bardziej oburzeni.
– Czyli jednak wam to przeszkadza? A jakby to była flaga Algierii?
– Ooooooo!!!!!!! To już byłoby przegięcie!!! – zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego.
– To samo powinniście czuć wobec flagi Francji, bo to wasz kraj.
Wtedy zaczynam z nimi lekcję o symbolach narodowych, o narodzie, choć we Francji szerzenie patriotyzmu w szkole jest zakazane. Tłumaczę, dlaczego są ważne. Na koniec roku cała klasa mocnym głosem śpiewa ze mną „Marsyliankę”. Już się nie wstydzą.
Burkini - nie tylko dla skromnych
Lekcja 5. Apartheid Dwóch moi braci to antysemici. Najpierw byli antysyjonistami, nienawidzili Izraela. Teraz otwarcie mówią o tym, że nienawidzą Żydów. Nie wynieśli tego z domu, bo nigdy nie słyszałam, by mama mówiła źle o Żydach. Nigdy.
Dla moich uczniów gwiazdą numer jeden jest Mohammed Merah, terrorysta islamski, który w 2012 roku zamordował siedem osób, w tym troje dzieci. Wielbią go, bo jego ofiarami byli w większości Żydzi, których nienawidzą. Zaprosiłam więc na lekcję Latifę Ibn Ziaten, matkę żołnierza zastrzelonego przez Meraha. To starsza pani, muzułmanka w chuście. Opowiadała moim dzieciom spokojnym głosem to, czego nie usłyszeliby od polityków. „Kocham Francję i Maroko. Kocham islam. Z moimi dziećmi obchodziłam i Boże Narodzenie i ramadan. Uczyłam ich miłości do Francji, to z tego powodu mój syn został wojskowym”.
Latifa przypominała uczniom ich matki, byli wzruszeni. To, co mówiła, dotarło do nich bardzo głęboko. Gdy wyszła, rozmawialiśmy.
– Poczuliście empatię do drugiego człowieka. Latifa to osoba podobna do was, do waszych mam, więc nie było to trudne zadanie. Chciałabym, żebyście to samo czuli wobec wszystkich ludzi na świecie. Także wobec żydowskich dzieci, które zostały zamordowane przez Meraha tylko dlatego, że zamiast Koranu czytały Torę.
Ostatnio pewna badaczka z satysfakcją stwierdziła, że odkąd żydowscy rodzice przenieśli swoje dzieci do szkół prywatnych, w szkołach publicznych nie ma antysemityzmu. Politycy Partii Socjalistycznej mówią podobnie: stwórzmy szkoły wyznaniowe dla muzułmanów, skończą się awantury o laickość, dziewczynki będą mogły nosić chusty. Zamiast zwalczać antysemityzm, zadowalają się przeniesieniem problemu gdzie indziej. Tłumaczą: „To antysyjonizm, niechęć do Izraela. Nie można do końca winić Arabów, że tak myślą”. Ja się z tym nie zgadzam. Antysemityzm to rasizm, jest zakazany przez prawo. Nie chcę, by we Francji było jak w Anglii, gdzie działają trybunały szariackie. Lub w Nowym Jorku – sądy rabiniczne. W sprawach rodzinnych i majątkowych pogłębia to dyskryminację kobiet. Synowie dostają dwa razy więcej spadku niż córki, a w przypadku przemocy domowej sędziowie każą mężom „nauczyć się panować nad gniewem”. Rząd brytyjski pozwala na to z lenistwa. Wydaje się im to bardziej praktyczne, ale mylą się. Dzieląc społeczeństwo, tworzą apartheid.
Zjednoczony Kalifat Wielkiej Brytanii?
Lekcja 6. Żydzi Zaprosiłam na lekcję 80-letnią Żydówkę Rachel Roizes, która była przechowywana przez francuską rodzinę cztery lata w trakcie wojny. Jej tata został wywieziony do Oświęcimia. Przed spotkaniem moi uczniowie złościli się: „Tylko Żydzi i Żydzi, czemu ciągle o nich gadamy? Dlaczego nie uczymy się więcej o Palestynie? Dlaczego musimy czytać teksty o obozach koncentracyjnych, one podobno nie istniały! Ta historia z gazem jest podejrzana”. To samo słyszą nauczyciele w wielu francuskich szkołach.
A potem usiadła przed nimi ta miła staruszka. Nigdy wcześniej nie widzieli Żydówki, dziwili się, że wygląda tak „zwyczajnie”. Słuchali jej opowieści o wojnie z rozdziawionymi ustami. Gdy opowiadała o rodzinie, gdy wypowiedziała słowa „moja mama”, „mój tata”, widziałam, jak ramiona niektórych chłopców opadają. Rozluźnili się. Po spotkaniu pokazałam im jeszcze filmy dokumentalne o obozach koncentracyjnych. Specjalnie wybierałam ujęcia pokazujące największe okrucieństwo.
Potem znów rozmawialiśmy. Najpierw ich sprowokowałam, bo żeby do nich dotrzeć, trzeba przeciągnąć strunę. – Eee, ci Żydzi to nie są ludzie tacy jak my. Merah miał rację, trzeba ich mordować.
– Nie może pani tak mówić! To obrzydliwe! – krzyknęła jedna z uczennic. Paru uczniów się popłakało, choć większość to „twardziele”, zawsze na straży swoich emocji.
Idealnie byłoby, gdyby do szkoły przychodzili też rodzice. Powinni spotkać się z mamą żołnierza zamordowanego przez Meraha, porozmawiać z 80-letnią Żydówką. Dzieci powtarzają za rodzicami, bo są wobec nich lojalne. To bardzo trudne dla 12-latka przyznać, że jego rodzice nie mają racji.
Jeśli nauczyciel nie wyłapie odpowiedniego momentu i nie zainspiruje swoich uczniów, to nigdy nie ruszą do przodu. To wymaga wiele pracy, ale warto. Najtrudniej jest mi zaakceptować to, co wmawia się nauczycielom na stażu: „Nie masz wpływu na to, czy uczeń będzie dobry, czy zły. Nie możesz zmienić jego zachowania, to nie twoje zadanie. Nie jesteśmy ich rodzicami. Decyduje przeznaczenie”. Wstydzę się za nauczycieli, którzy tak robią. Wstydzę się, że nic nie zrobiłam dla mojego ucznia, którego w pierwszej klasie gimnazjum podejrzewałam o stosowanie przemocy. Nie miał empatii, niczego się nie bał. Był socjopatą. Czułam, że niedługo wyląduje w więzieniu. Trzy lata później zabił człowieka. Ukradł mu skuter, dźgnął nożem.
To powszechna na francuskich przedmieściach bieda i brak perspektyw popychają młodych ludzi w ręce islamskich ekstremistów
Lekcja 7. Pała – Nie słuchajcie nauczycieli, którzy przekonują was, że pasujecie na sekretarkę albo sprzedawcę – mówię moim uczniom w ostatniej klasie gimnazjum. – Możecie zrobić to, co chcecie. Opowiadam im wtedy to, co przeżyłam i kim jestem naprawdę.
Nie ma dnia, by nie zadawali pytań. Z reguły przerywam wtedy lekcję i dyskutujemy o polityce. Nazywają mnie „nauczycielką od newsów”. Najbardziej popularne: – Czy to prawda, że lewica to dobrzy ludzie, a prawica niedobrzy?
Najmniej interesuje ich ekologia (dla większości oznacza trawnik przed blokiem), najbardziej konflikt izraelsko-palestyński. Kilka razy dziennie słyszę: „Palestyna, Palestyna, Palestyna”, nieważne, czy mówię o historii Francji, Shoah czy wojnie w Algierii. Nie spędzają czasu, grając w gry komputerowe, ale śledzą wiadomości, oglądają filmy dokumentalne na YouTubie. Uwielbiają dyskutować, kontrargumentować. Są w tym bardzo dobrzy.
Na historii najbardziej cieszą się, gdy zaczynamy mówić o wojnie w Algierii. Ale mają słomiany zapał. Jak do arabskiego – nie mogą się tych lekcji doczekać, a potem większość ma na koniec roku pały. Wojnę w Algierii omawiamy bardzo szczegółowo. Tłumaczę, że nie było w niej tylko złych i tylko dobrych bohaterów. Nigdy tak nie jest i to właśnie najpiękniejsze w nauce historii. Często każę uczniom przygotować argumenty za i przeciw na każdy temat. Wysłuchujemy każdej ze stron, a to, za kim się opowiemy, zależy od wartości, które wyznajemy.
Na klasówkach zawsze pokazuję im pytania kilka dni wcześniej. – Jeśli dostaniecie złą ocenę, to nie dlatego, że jesteście imbecylami. Nie pracowaliście wystarczająco dużo! Nie zastawiam na nich pułapek. Jak obleją, to zawsze mogą napisać sprawdzian raz jeszcze. Oceny mam gdzieś. Najważniejsze, by nauczyć ich pewności siebie.
Lekcja 8. Minispódniczka Uczennice nie mogą przychodzić na lekcje w krótkich spódnicach. Cały tydzień łażą w spranych dresach. Nie chcą narażać się muzułmańskim kolegom. W filmie z 2009 roku „La Journée de la jupe” (polski tytuł „Pokolenie nienawiści”) Isabelle Adjani gra nauczycielkę, która jako jedyna przychodzi do szkoły na przedmieściach Paryża w spódnicy przed kolano. Jest za to wyzywana przez uczniów od „kurew”. Zdarza się to w szkołach, gdzie nauczyciele nie mają żadnego autorytetu. Mnie to nie dotyczy, bo zawsze chodzę w długich spódnicach, wyglądam jak worek kartofli, ale taką mam figurę. Gdybym chciała, mogłabym przyjść do szkoły w kostiumie kąpielowym. Spróbowaliby to skomentować!
Jeśli mój uczeń powiedziałby, że nie usiądzie obok dziewczynki, tobym go do tego zmusiła. Zdarzyło się to mojej koleżance w szkole podstawowej. Radykalni muzułmanie przyszli do szkoły i zakazali swoim córkom siedzieć w ławkach z chłopcami. Te same dziewczynki dostały nagle wszystkie alergii na chlor, nie mogły chodzić na basen. Nauczycielki poddały się ze strachu. Ja bym poszła na wojnę.
Istnieją wartości uniwersalne, niezależne od tego, czy jesteś białym chrześcijaninem, czy czarnym muzułmaninem. Najważniejszą z nich jest równość prawa wobec kobiet i mężczyzn. Jeśli dwuletnia dziewczynka zostaje obrzezana, to w dupie mam tłumaczenie, że to jest „kulturowe”. Na szczęście we Francji to nie tylko nielegalne, ale i karalne. Od lat 80. stu rodziców i dwie rzezaczki trafiły za to do więzienia na kilka lat. W Anglii zostało to zaniedbane, nikomu jeszcze nie został nawet wytoczony proces. Rezultat: między kwietniem 2015 a marcem 2016 roku 5702 dziewczynki zostały obrzezane, najwięcej w Londynie. We Francji, według ostatnich danych GAMS (Groupe pour l’Abolition des Mutilations Sexuelles – stowarzyszenia zwalczającego praktykę obrzezania), nie dokonuje się obrzezań już w ogóle.
Naprawione. Czarne Francuzki odzyskują łechtaczki
Nie można twierdzić, że obrzezanie jest straszne, ale posiadanie dwóch żon akceptowalne. Zgodziłabym się z tym, gdyby kobiety też mogły mieć dwóch mężów.
Jeśli 12-letnia dziewczynka nosi chustę, to czy można powiedzieć, że to jest jej wybór? Nie. Robi to, bo chce zrobić przyjemność rodzicom. Moi przeciwnicy argumentują, że prawo z 2004 roku zabraniające noszenia chust w szkołach spowodowało, że dziewczyny zaczęły je nosić z przekory. „Zabraniacie nam? To my się zbuntujemy”. Nie jest tak w przypadku moich uczennic. Obowiązkowe zdejmowanie chusty w szkołach uświadamia im, że nie definiuje ich tylko religia. Ostatnio tłumaczyłam to 12-latce, która przychodzi na lekcje coraz szczelniej zakryta. Jak tylko urosły jej piersi, to założyła gruby sweter. Przestała chodzić w legginsach, bo zostały uznane przez jej kolegów za zbyt obcisłe. Powiedziałam jej, że islam ani żadna inna religia nie jest wrodzony. Gdyby porwała ją katolicka matka, to byłaby katoliczką.
We Francji muzułmanka nie potrzebuje chusty. Prawo laickości nie zmieniło się od 1905 roku. To muzułmanie stali się bardziej wymagający. Islam naszych rodziców został zastąpiony przez religię osób bardziej świadomych swej wiary. Codzienna praktyka religijna jest dla nich bardzo ważna, ale kultywowanie tradycji im nie wystarcza, więc sięgają do książek teologów islamskich i rozmawiają z imamami. Nigdy we Francji nie było tylu księgarń religijnych! A gdzie młodzi islamiści nauczyli się czytać? Kto nauczył ich myśleć, analizować teksty? Francuska szkoła.
Obrzezanie. Piekło kobiet
Lekcja 9. Zwykła rodzina Całe szczęście, że urodziłam się w 1978 roku. Gdybym teraz była w gimnazjum, to nosiłabym chustę. Pewnie nie zostałabym nauczycielką, a moi bracia zaaranżowaliby dla mnie małżeństwo z kuzynem w Algierii.
Nazywam się Fatiha Boudjahlat. Jestem Arabką. Feministką. Działaczką w partii radykalnie lewicowej Mouvement Républicain et Citoyen (Ruch republikański i obywatelski). Jestem też wierzącą muzułmanką, nie rozumiem, jak można w nic nie wierzyć. Ale nie wierzę w piekło ani w raj. Nie modlę się, nie obchodzę ramadanu, ale nie jem wieprzowiny.
Mam siedmiu braci: dwóch to salafici – radykalni muzułmanie, jeden jest świadkiem Jehowy, dwóch głosuje na Front Narodowy. Zupełnie zwyczajna z nas francuska rodzina XXI wieku.
Moja mama sama wychowała ośmioro dzieci. W wieku 40 lat pierwszy raz w życiu poszła do pracy – zaczęła sprzątać w fabrykach. Rok wcześniej mój ojciec namówił ją, byśmy całą rodziną przeprowadzili się do Algierii. Zaraz po przyjeździe ukradł wszystkie nasze dokumenty. Wrócił do Francji i sprzedał wszystko, co znalazł w naszym mieszkaniu. Za te pieniądze w Algierii kupił sobię kolejną żonę. Teraz ma ich siedem. Mama spakowała nas i wróciliśmy do Francji, w konsulacie powiedziała, że zgubiliśmy papiery. Miałam wtedy dziesięć lat lat.
Nie widziałam taty od 1993 roku. W ciągu 25 lat napisał do mnie dwa listy. W pierwszym radził, bym wybrała zawód stewardesy, dzięki temu dobrze zarobię i będę mogła wysyłać mu pieniądze. W drugim oświadczył, że obiecał mnie na żonę jednemu ze swoich siostrzeńców. Gdy pokazałam ten list moim braciom, tylko się śmiali. Ale to było prawie 20 lat temu. Teraz moi bracia salafici kazaliby mi wyjść za mąż. Słowo ojca byłoby dla nich święte.
Ojciec był skurwielem. Bardzo złym człowiekiem. Co pamiętam z dzieciństwa? Że stoję w ciemnym korytarzu i trzęsę się ze strachu, bo tata goni za moim bratem z siekierą. To, że zniknął, było dla nas wybawieniem. Dzięki temu jestem wolna. Gdyby nie zostawił mamy, nigdy nie mogłabym pójść na studia.
Moja mama to wspaniała kobieta. Nie znam osoby o większym poczuciu humoru. Poznała mężczyznę, była z nim szczęśliwa, ale moi bracia nie pozwolili jej wyjść ponownie za mąż. Jeden tak bardzo się zdenerwował, że chciał ją uderzyć. Kazał jej wtedy założyć chustę, mimo że nigdy w życiu nie zakrywała włosów. To dlatego nie potrafię znieść patriarchatu. Nie dotyczy on tylko rodzin arabskich, tak samo zachowują się np. Włosi czy Hiszpanie.
Często się kłócimy przy rodzinnym stole. Moi bracia mówią na Francuzów „gwer”. To wyzwisko. Dwaj bracia, salafita i świadek Jehowy, mają białe żony. Ale nawet ich mieszane dzieci nie uważają się za Francuzów. Czy to jest normalne? Dwa lata temu prawie się pobiliśmy. Zaczęliśmy dyskutować o nowym prawie zezwalającym na małżeństwa gejów. Salafita i światek Jehowy skoczyli na mnie, że bronię chorych ludzi, bo według nich homoseksualizm to choroba, a geje powinni zostać zgładzeni. Zaczęliśmy krzyczeć i się przepychać. Wtedy moja mama walnęła ręką w stół i kazała się nam zamknąć. Ale to ona podsunęła nam ten temat. Zadała niewinne pytanie, co myślimy, i rozpętała burzę.
Lekcja 10. Klasa przygotowawcza Wszystko w moim życiu zawdzięczam francuskiej szkole. Do tzw. klasy przygotowawczej o profilu literackim, której celem jest jak najlepsze przygotowanie do egzaminów na uniwersytet, trafiłam dzięki nauczycielce francuskiego. Do egzaminów musiałam przeczytać 200 książek, a u mnie w domu oprócz Koranu była tylko ilustrowana encyklopedia, którą znaleźliśmy z braćmi na śmietniku. Któregoś dnia moja nauczycielka przyjechała samochodem na nasze ohydne blokowisko. W bagażniku miała kartony książek. Potem obwiozła mnie po wszystkich wydziałach politologii w regionie. Jej mąż był komornikiem, który kilka lat wcześniej zlecił konfiskatę mienia w naszym mieszkaniu. Jeden z moich braci spędził w sumie 14 lat w więzieniu. Za bójki, sprzedaż narkotyków, napad z bronią. Pamiętam, jak przyszłam do sądu zeznawać w jego sprawie. Płakałam, bo musiałam opowiedzieć o tym, co nas spotkało w dzieciństwie. O ojcu, który groził mu siekierą. O potwornej biedzie, której doświadczyliśmy, o tym, że codziennie jedliśmy w stołówce organizacji charytatywnej Les Restos du Coeur. Mój brat miał mi za złe, że mówię źle o rodzinie, ale ja chciałam go uratować przed kolejną odsiadką.
Większość kolegów ze szkoły nie rozumie mojego zaangażowania. Politycy zarzucają mi rasizm. Biali mężczyźni, którzy ukończyli najlepsze prywatne szkoły, chcą mnie uczyć, jak postępować z arabskimi dziećmi? Jak śmią myśleć, że wiedzą o wykluczeniu społecznym więcej ode mnie? Nie lubią mnie, bo nie mieszczę się w żadnych kategoriach. Jestem Arabką, ale nie noszę chusty. Jestem lewicowa, ale czasem moje propozycje zmian są skrajnie prawicowe. Mam do tego dystans, bo nie jestem biała tak jak oni. Nie pochodzę z bogatej rodziny, nie mam romantycznego wyobrażenia o różnicach społecznych. Mam w dupie poprawność polityczną. Mogę mówić rzeczy, za które oni zostaliby posądzeni o rasizm. Niektórzy Arabowie uważają mnie za zdrajczynię, przezywają batonem Bounty – czarna na zewnątrz i biała w środku. Mówią tak, bo według nich powinnam kochać nie Francję, ale Algierię. Ich też mam głęboko gdzieś.
W klasie przygotowawczej usłyszałam, że ze względu na mój „stan” powinnam pracować więcej od innych. Jako Arabka miałam pod górkę. Brakowało mi dyscypliny, nagła wolność uderzyła mi do głowy. We Francji od 15 lat działa z sukcesem specjalny tryb naboru do najbardziej prestiżowych uczelni dla licealistów z ZEP-ów, jego beneficjentką była m.in. minister edukacji Najat Vallaud-Belkacem. Nie miałam szans, bo się obijałam. Łatwiej było w liceum, gdzie wystarczyło tylko wykonywać polecenia nauczyciela. W moim arabskim domu nikt nie zachęcał mnie do samodzielnej nauki, odrabiałam zadania, bo musiałam, ale wolałam oglądać telewizję. Często zastanawiam się, co by było, gdybym wyrosła w innym środowisku. Żałuję, może teraz miałabym już dyplom, który pozwoliłby mi uczyć w liceum i szkołach wyższych. A tak jestem tylko zwykłą nauczycielką, jedną z 240 tysięcy we Francji.
sauce:http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21300019,francja-nauczyla-was-bezczelnosci-jak-uczyc-w-arabskim.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.05.19 21:20 ben13022 Nagroda Nike 2016 - nominacje. Oto 20 książek roku.

Jubileuszowe, 20. rozdanie nagrody Nike stoi pod znakiem poezji i reportażu. Obok powieści, prozy poetyckiej, wspomnień i eseju są cztery tomy wierszy i w gronie nominowanych do najważniejszego wyróżnienia literackiego w Polsce jest aż siedem zbiorów reporterskich. Całą dwudziestkę ogłoszono podczas Warszawskich Targów Książki. Nike to nagroda za najlepszą książkę roku. W konkursie mogą startować wszystkie gatunki literackie. Nagrody nie można podzielić ani nie przyznać. Lista dwudziestu nominowanych jest ogłaszana w maju na Warszawskich Targach Książki, siedmiu finalistów - na początku września na łamach "Wyborczej".
W tym roku w jury nagrody Nike są: Piotr Bratkowski, Tomasz Fiałkowski (przewodniczący), Irena Grudzińska-Gross, Rafał Marszałek, Stanisław Obirek, Maria Anna Potocka, Paweł Rodak, Andrzej Werner i Maria Zmarz-Koczanowicz.
Oto książki, które jurorzy nominowali do nagrody Nike za rok 2015.
Opowieść o życiu trzech dziewcząt dorastających w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku. Lata dzieciństwa i dojrzewania, szkolnych przyjaźni, pierwszych przykrości. Te wspomnienia mają melancholijny, nostalgiczny ton. Później drogi dziewcząt się rozejdą: jedna z nich, najlepiej sytuowana, utknie w agencji reklamowej, życie drugiej, sprzątaczki, będzie upływać na trudnym wiązaniu końca z końcem, trzecia z powszechnego biegu wypadnie na zupełny margines. Smutek egzystencji każdej z kobiet jest wyraźny, ale niedefiniowalny, jakby nie miał powodu.
"Chciałabym, aby tytuł 'Nieważkość' pozostał tajemniczy. Niedopowiedzenie to ważny aspekt każdego tekstu literackiego, bo w niedopowiedzeniu kryje się tajemnica, czyli to, co najprawdziwsze. To, co jest już poza słowami" - mówiła Fiedorczuk w jednej z rozmów. (Marek Radziwon)
"Inżyniera Iwanowskiego Mieczysława oraz Kozłowskiej Teresy ostatnio przebywających w obozie Oświęcim poszukuję...". Takich ogłoszeń w 1945 r. ukazały się setki. Obok nich pojawiały się reklamy usług ekshumacyjnych, szycia ciepłej bielizny, jasnowidzenia, kursów rosyjskiego, skupu książek (które w 1945 r. były towarem pierwszej potrzeby), obwieszczenia o wiecach, oczyszczeniu tego i owego z zarzutów o kolaborację... W książce Grzebałkowskiej ogłoszenia drobne są refrenem i swoistym kalendarium wydarzeń roku, w którym kończyła się wojna i zaczynał pokój. Choć tak naprawdę nic się jeszcze nie skończyło i nic do końca nie zaczęło. Reporterka "Wyborczej" wkracza na ziemie przez chwilę niczyje, by bez osądzania przyjrzeć się z bliska losom ostatnich żyjących świadków tamtego czasu. Ludzi, którzy gonieni strachem próbowali się przedrzeć przez skuty lodem Zalew Wiślany, przesiedleńców, wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holocaustu, szabrowników... Wspaniała reporterska panorama. (Juliusz Kurkiewicz)
Autor m.in. tomu "Pełna krew", za który w 2013 roku dostał Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. O jednym z wierszy z tomu "Kardonia i Faber" powiedział tak: "Wiele moich wierszy rodzi się w snach, półśnie. Nie zawsze jestem do końca świadomy tego, co mi dyktuje noc. Dopiero po wielu dniach, miesiącach, dociera do mnie, co pisałem i po co".
W jego poezji znajdziemy obrazy osobiste i intymne. W wierszu "Dziadek Jarosz": "mój ojciec starzeje się/ i upodabnia do mnie. Trzymam mu młotek, kombinerki,/ gdy przybija sosnowe ćwierć wałki". W wierszu "Kwadra": "Skąpa historia: przyjeżdża rodzina/ wujek coś tłumaczy w sieni ojcu,/ potem zrzucają się na wieniec i wódkę". A potem przychodzi już inny czas, jak w wierszu "Królestwa": "Jechałem do domu okrężną drogą,/ pociąg stał na moście, w słońcu tkwiła jesień. Żona zadzwoniła, powiedziała, że zostanę ojcem". (Marek Radziwon)
Zbiór reportaży o współczesnym Egipcie Piotra Ibrahima Kalwasa - mieszkańca Aleksandrii i Warszawy, znawcy i wyznawcy islamu. W jego reportażach czuje się ciekawe rozdwojenie. O Egipcie i Kairze Ibrahim Kalwas mówi tak: "codziennie go chwalę i przeklinam. Kiedy tam jestem, męczy mnie intensywność tej rzeczywistości, hałas, smród, jakiś surrealizm. Ale kiedy jestem tu, tęsknię za tym wszystkim. Za tą cudowną gościnnością, opiekuńczością". Tytułowy haram/halal to ciągłe rozgraniczenie między tym, co wolno, a tym, czego nie wolno. Granica, jak cały nowoczesny i jednocześnie tradycyjny, archaiczny świat islamu, jest ciekawsza, bardziej skomplikowana, różnobarwna i znacznie bardziej chaotyczna niż można by sądzić. (Marek Radziwon)
Ta książka nie mogła trafić na lepszy czas. Właśnie teraz, kiedy po raz pierwszy w polskim parlamencie zasiadają przedstawiciele Ruchu Narodowego jawnie odwołujący się do ideologii faszystowskiej, kiedy przez polski internet przechodzi fala brunatnej nienawiści do uchodźców, opowieść o mieście, które opanowała "biała siła", może nam wiele wyjaśnić. Fala szowinizmu, która ostatnio przybrała na sile w stolicy Podlasia, jest tu jedynie punktem wyjścia do znacznie szerszej analizy. Jej tematem jest mechanizm zapominania i wymazywania, który stwarza warunki do rozwoju ksenofobii. Symbolem tego mechanizmu jest w książce Kąckiego obraz żydowskiego kirkutu w centrum Białegostoku, który po wojnie został zasypany warstwą ziemi i gruzu ze spalonego getta, bo przeszkadzał w odbudowie miasta. (Roman Pawłowski)
Stryjeńska - wiadomo: malarka, projektantka tkanin, plakatów i przedmiotów, dziś powiedzielibyśmy, że działała w designie. Ale może właśnie nie wiadomo, bo kto tak naprawdę pamięta dziś o tej zmarłej w latach 70. w Genewie artystce? Była jedną z najbarwniejszych postaci dwudziestolecia, temperamentu miała tyle, że możnaby obdarzyć nim kilku ludzi, a i tak pozostaliby interesujący. Dość powiedzieć, że krótko przez I wojną zapisała się jako chłopiec na monachijską akademię, która jeszcze wtedy nie przyjmowała dziewcząt. W kryzysy jej burzliwego małżeństwa z architektem Karolem Stryjeńskim (dwukrotnie usiłował zamknąć ją w szpitalu psychiatrycznym) zaangażowane było niemal całe środowisko artystyczne Warszawy i Zakopanego - Witkacy miał się nawet pojedynkować z jej mężem. Jednak z punktu widzenia tej książki najważniejsze, że prowadziła bardzo stylowe zapiski, które Kużniak w fantastyczny sposób wysunęła na plan pierwszy, podporządkowując im narrację i dając nam wyobrażenie o jej dowcipie, zmyśle obserwacji (a obracała się wśród niebywałych ludzi) i dystansie do własnego, niełatwego życia. (Łukasz Grzymisławski)
W tytułowym wierszu czytamy o bezrefleksyjnej nowoczesności: "Nasze wirtualne pliki ciał/ w albumach/ blogach/ notesach znajomych./ Nowe zdarzenia./ Nowe polubienia". I dalej: "Jesteśmy już/ w kontaktach/ i w powiadomieniach". "Pisałam te wiersze w zasadzie bez żadnego klucza, a potem próbowałam je ułożyć w całość - mówiła Ewa Lipska o najnowszym tomie poezji (...) Tytuł miałam już wcześniej. Czytnik linii papilarnych był dla mnie pewnym symbolem. Z jednej strony to biometryczne zabezpieczenie jako symbol czasów w których żyjemy, a jednocześnie linie papilarne jako coś osobistego i jedynego. I wiedziałam, że połączenie tych dwóch rzeczy razem będzie świetnie obejmować wszystkie wiersze, które są w tym tomiku". (Marek Radziwon)
W Grasse żona i ukochana Bunina na przemian czytały i przepisywały "Nathalie". Żona wiedziała, że Jan (tak z polska nazywała Bunina) "musi być zawsze trochę zakochany", żeby móc pisać. Otoczony aurą kobiecości opisywał miłości, jakie "zdarzają się studentom i nigdy nie przechodzą do następnej fazy". Czym były dla niego te powroty? Nostalgicznym wspomnieniem? Czymś znacznie więcej. Renata Lis widzi w tym grę z życiem prowadzoną przez pisarza gnostyka nieufnego wobec materii, a jednocześnie zakochanego w niej. Nie wierzył w zmartwychwstanie ani w prawosławną, ewangeliczną symbolikę Przemienienia - wywodzi autorka. Według Zinaidy Gippius Bunin pisał tak, "jakby Chrystus jeszcze nie przyszedł na świat". Panicznie uciekając przed śmiercią, sam siebie zbawiał za pomocą literatury. (Tadeusz Sobolewski)
W twórczości, tak poetyckiej, jak i eseistycznej Piotra Matywieckiego są tematy stałe i ważne: Warszawa - miasto własne, realne i jednocześnie zmitologizowane. "Bo tylko tutaj żyjemy, ciężko i pracowicie" - czytamy w wierszu "Mit". Także Warszawa i prywatna żydowska przeszłość: "Dwa razy ekshumowano mojego Ojca./ Najpierw wyjęto Jego ciało z podwórza,/ gdzie gruz Go zasypał po bombardowaniu/ i uroczyście pochowano przy głównej ulicy./ Po kilkudziesięciu latach wyjęto Go/ z miejsca zbyt zaszczytnego na grób - tak uznali urzędnicy ratusza. Może nawet mieli rację".
"Marzę o tym, żeby być poetą ostrej obserwacji, widzenia" - mówi Piotr Matywiecki. Taki jest cykl zatytułowany "Człowiek" - mikrowiersze, obrazy sytuacji codziennej i niecodziennej, nagłej, widzianej przez chwilę. (Marek Radziwon)
Radziecki sadownik z tytułu nie fantazjował; porywał się na to, co niemożliwe, nie zrywając z racjonalnością. Być może Murek również wkroczyła na tę ścieżkę. Ale równie dobrze można widzieć w "Uprawie " pokaz nieokiełznanej wyobraźni. Autorka perfekcyjnie operuje skrótem; jej gęste, eliptyczne zdania wymuszają na czytelniku niezwykłą aktywność. Właściwie wszystko tu trzeba sobie opowiedzieć po swojemu - nie ma innej rady. Osobliwie aktywność odbiorcy wymuszają nad wyraz pojemne metafory - na przykład motyw mięsa pojawiający się w opowiadaniach "Organizacja snu w przedszkolu" oraz "Ołówek, siekierka, kijek". W tym pierwszym utworze przedszkolak Piotruś został odtrącony przez dzieci, które uznały, że "jest z mięsa", w drugim na mięsie lęgną się pszczoły. (Dariusz Nowacki)
W jednym z wywiadów Bronka Nowicka mówiła: "Nie pragnę, żeby martwe rzeczy były żywe. Chciałabym, żeby żywi ludzie byli mniej martwi. O tym jest dla mnie ta książka". Nie śmierć zatem, ale właśnie jakieś jednoczesne trwanie życia i nie-życia cały czas jest w tej krótkiej prozie widoczne. "Dziecko martwi się, bo nie umie nakarmić kamienia. Nie dlatego, ze nie umie znaleźć w nim ust. Wie - cały jest ustami". W tekście "Statek" czytamy: "Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony".
"'Nakarmić kamień' ma swój wymiar dokumentalny - mówi Nowicka. Dokumentalny nie znaczy autobiograficzny. Świat opisany w książce jest zbudowany ze wspomnień, ale nie są to wspomnienia w ich pierwotnej formie". (Marek Radziwon)
Opowieść Joanny Olczak-Ronikier o powojennym Krakowie jest ciągiem dalszym "W ogrodzie pamięci" - nagrodzonych Nike znakomitych wspomnień o przodkach autorki. O potrzebie sięgania do rodzinnej przeszłości Olczak-Ronikier mówi w rozmowie z Angeliką Kuźniak: "Musiałam zrobić coś, czego unikałam w młodości, czyli zbliżyć się do nich na nowo". W książce pojawia się słynny Dom Literatów na Krupniczej i pisarze, którzy się przez ten dom przewijali: Staff, Szaniawski, Andrzejewski, Różewicz. "Fotografie, notatniki, kalendarzyki, zaproszenia, katalogi wystawowe. Przez lata miałam poczucie, że skoro te dokumenty nie zniknęły, trzeba z nimi coś zrobić. Wydaje mi się, że obowiązkiem każdego z nas jest pamiętać, skąd się wzięło na tym świecie" - mówi Olczak-Ronikier. (Marek Radziwon)
Imiona oraz adresy bohaterów zostały tu zmienione. Wystarczy jednak chwila, by w internecie odnaleźć autentyki, w tym dane 19-latka z Bydgoszczy, który w marcu 1996 r. z zimną krwią zamordował młodszego kuzyna, a po trzech latach - nastoletnią sąsiadkę. Nie wiadomo, co bardziej poruszyło opinię publiczną: bestialstwo chłopaka czy indolencja policji, której nie udało się wykryć sprawcy pierwszego mordu i w efekcie zapobiec drugiemu. Orbitowski świetnie uchwycił moment konstytuowania się społeczeństwa konsumpcyjnego w III RP, pokazał, jak pieniądz wchodzi w świat ukształtowany wedle starych zasad, jak dezorientuje nie tylko młodziutkich bohaterów. Kapitalna powieść. (Dariusz Nowacki)
Lata 80. ubiegłego wieku, dekada, w której dojrzewa tytułowy skoruń, czyli niesforny chłopak, trochę łobuz, trochę leń. Konkretu historycznego mamy tu niewiele. Ojciec chłopięcego narratora jest działaczem "Solidarności". Mimo że zasadniczo jest sadownikiem, pracuje także jako nauczyciel w jednej z sandomierskich zawodówek. Gdzieś daleko w tle pojawiają się echa stanu wojennego, nad wyraz wątłe. Wiadomo - czas w takiej opowieści musi być inny, a więc mierzony rytmem pór roku i prac gospodarskich. Zwraca też uwagę niezwykła żywotność spraw przeszłych - związanych z II wojną światową czy nawet z okresem, kiedy okolica należała do ziemiańskiego rodu Siekierskich, nie mówiąc o ciągle na nowo przeżywanych konfliktach rodzinnych czy sporach o miedzę. Płaza z wyczuciem odświeża te stare, po części archetypiczne motywy. (Dariusz Nowacki)
W poezji Uty Przyboś znajdą się odwołania do ważnych dla poetki tradycji literackich: "Twardym ołówkiem i giętkim słowem/ wymówił ze świateł prawdę swojego istnienia" (o Schulzu), "Wśród drzew jesiennych/ dom pusty tłumem ludzi i zwierząt umarłych... (to o Stawisku Iwaszkiewicza)".
W innych miejscach będzie przeważać doświadczenie osobiste, prywatne, jak w wierszu "Stanąć": "W drodze stanąć, najlepiej o zmierzchu. Gdzieś, gdzie nie ma ludzi/ albo z bliskim człowiekiem". Albo jak w wierszu "Wtedy: "wtedy przede mną pies biegł/ las wokół wzrastał/ ślady zostawiała z tyłu/ górą chmury wzbierały".
Ale lepiej uważać z interpretacjami: "Panowie krytycy zgięci nad słowami/ najbardziej lubią znaki zapytania" - czytamy w wierszu. (Marek Radziwon)
"Chrześcijaństwo pochodzi ze Wschodu. Wszystko zaczęło się w Antiochii, Jerozolimie, Aleksandrii, Konstantynopolu" - pisze we wstępie do swojego zbioru reportaży Dariusz Rosiak. I jedzie na Bliski Wschód, żeby zobaczyć i opisać współczesny, coraz bardziej kurczący się świat tamtejszych chrześcijan: iracki Kurdystan i pogranicze z Turcją, Koptowie i Egipt, do którego chrześcijanie dotarli około 40 roku po śmierci Chrystusa, rządzony przez Hamas i Fatah Zachodni Brzeg, Liban z sięgającą VI wieku tradycją maronicką. "W Egipcie niełatwo się żyje, ale jesteśmy przyzwyczajeni do muzułmanów. Modlimy się za nich i za to, żeby zrozumieli, że Chrystus przyszedł zbawić wszystkich, nie tylko Koptów, ale także ich i Żydów" - powiada jedne z bohaterów Rosiaka. (Marek Radziwon)
"'Dom z witrażem' ma jakby kilka warstw: historię kraju i historię rodziny, osobistą mapę Lwowa, przewodnik po emocjonalności bohaterek. (...) Uwielbiam słuchać o tym, co kto odkrył w mojej książce, bo każdy czyta przecież przez siebie" - mówiła Słoniowska w jednym z wywiadów.
"Dom z witrażem" jest debiutem Żanny Słoniowskiej - pisarki, tłumaczki, Ukrainki. To rodzinna mikrohistoria, opowieść o kilku pokoleniach sięgająca lat radzieckich: matce i babci narratorki. Jest głównie o kobietach, ponieważ mężczyźni w tym świecie odchodzą albo giną wcześnie, wielu w czasie wojny. Tytułowy lwowski dom z witrażem jest więc szeroką panoramą, w której przegląda się historia Ukrainy ostatniego stulecia. (Marek Radziwon)
Zbiór esejów o wierze świeckich. "Myślałem, że jesteś... mądrzejszy - mruknął przed laty ksiądz, opiekun ministrantów, na wiadomość, że przychodzę służyć do mszy niewyspany, bom minioną noc spędził na festiwalu Jazz Jamboree". Czy możliwe jest sacrum w sztuce niereligijnej? Opisuje "swoistą alergię naszej kultury: mechanizm obronny skierowany przeciwko wszystkim postaciom, którym skłonni bylibyśmy przypisać status proroka naszych czasów", czyli pyta o chrześcijaństwo człowieka współczesnego i o wiarę praktyczną, nie zamkniętą w tekstach i wyobrażeniach sprzed dwóch tysięcy lat. Kilkanaście tekstów poświęca interpretacjom Ewangelii, bo "nasze doświadczenia wpływają na to, jak ją rozumiemy". Cały czas mówi sobie: sprawdzam. (Marek Radziwon)
Psy i koty bez jednej czarnej plamki, idealnie biały lukier do ciasta, rewolwer trzymany w dziecięcym wózku, a gdy się komuś wypsnie, to pochwała Hitlera. Surmiak-Domańska zabiera nas do Pasa Biblijnego, czyli do tej części amerykańskiego Południa, która zawiązała Konfederację, co rozpoczęło amerykańską wojnę domową. Zatrzymuje się w miasteczku tak sielskim, że aż czujemy, iż coś tu nie gra. Na ulicy nie uświadczysz ani jednej czarnoskórej osoby. Ten reportaż to coś więcej niż tylko panoramiczny obraz historii Klanu. To uniwersalna opowieść o narodzinach i zaklętym kręgu przemocy ożywianej przez poczucie krzywdy, wykluczenia i chęć rewanżu. Nie znajdziemy tu biało-czarnej (nomen omen) opowieści a rebours. Za to dowiemy się np., jak absurdy poprawności politycznej pogłębiają rasowe podziały w Ameryce. (Juliusz Kurkiewicz)
"Wiedziałem, czym była Radziecja, i uważałem, że trzeba było całe to imperium posłać do piachu, ale faktem też, że to, co rodziło się na jej gruzach, to na razie były krew, pot i łzy wsiąkające w zimny, podchodzący wodą step i pokruszony beton, i popękany asfalt".
Reporterskie obrazy z Donbasu - Słowiańska i Kramatorska, Kijowa oraz z Ukrainy Zachodniej - ze Lwowa, z granicy z Polską, czyli niby z Zachodem i z tzw. jedenastki, drogi prowadzącej do Lwowa od granicy z Polską. "Ukraina naprawdę tworzy się na nowo. To państwo dopiero teraz się konstruuje. Wcześniej niepodległość Ukrainy nie zależała od samych Ukraińców. Teraz to oni zdecydowali, że przebudują swoje państwo i je stworzą. Dzieje się to na naszych oczach" - powiada Szczerek. (Marek Radziwon)
Julia Fiedorczuk, "Nieważkość", Marginesy Magdalena Grzebałkowska, "1945. Wojna i pokój", Agora Łukasz Jarosz, "Kardonia i Faber", Biuro Literackie Piotr Ibrahim Kalwas, "Egipt. Haram Halal", Dowody na Istnienie Marcin Kącki, "Białystok. Biała siła czarna pamięć", Czarne Angelika Kuźniak, "Stryjeńska. Diabli nadali", Czarne Ewa Lipska, "Czytnik linii papilarnych", Wydawnictwo Literackie Renata Lis, "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu", Sic! Piotr Matywiecki, "Którędy na zawsze", Wydawnictwo Literackie Weronika Murek, "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina", Czarne Bronka Nowicka, "Nakarmić kamień", Biuro Literackie Joanna Olczak-Ronikier, "Wtedy. O powojennym Krakowie" Łukasz Orbitowski, "Inna dusza", Od Deski do Deski Maciej Płaza "Skoruń", WAB Uta Przyboś "Prosta" Forma Dariusz Rosiak, "Ziarno i krew", Czarne Żanna Słoniowska, "Dom z witrażem", Znak Jerzy Sosnowski, "Co Bóg zrobił szympansom", Wielka Litera Katarzyna Surmiak-Domańska, "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość", Czarne Ziemowit Szczerek, "Tatuaż z trybuzem", Czarne
Źródłó: http://wyborcza.pl/1,75410,20101677,nagroda-nike-2016-nominacje-oto-20-ksiazek-roku.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.05.14 15:30 RusulConnie [Divix] Opowieść o miłości i mroku (2016) [Napisy PL] online, cda, zalukaj

Cześć oglądaliście już może cały film online Opowieść o miłości i mroku (2016)? Mi osobiście bardzo się podobał ten film i polecam z lektorem. Opowieść o miłości i mroku 2016 online, Opowieść o miłości i mroku 2016 cały film, Opowieść o miłości i mroku 2016 za darmo, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez limitu, Opowieść o miłości i mroku 2016 lektor, Opowieść o miłości i mroku 2016 napisy, Opowieść o miłości i mroku 2016 dvdrip, Opowieść o miłości i mroku 2016 pobierz, Opowieść o miłości i mroku 2016 z napisami, Opowieść o miłości i mroku 2016 zobacz,

Opowieść o miłości i mroku najlepsza wersj 2016 napisy pl

Opowieść o miłości i mroku 2016 dubbing

Opowieść o miłości i mroku 2016 lektor pl?

Streszczenie : Film osadzony jest w niezwykłym mieście, zamieszkałym przez żyjące w zgodzie zwierzęta z najróżniejszych zakątków świata – od wielkiego słonia po maleńką nornicę. Zwierzogrodu nie można pomylić z żadnym innym miastem. Jest to jedyna w swoim rodzaju współczesna metropolia zamieszkiwana wyłącznie przez zwierzęta. Finezyjny plac Sahara, mroźna Tundrownia – to tylko niektóre dzielnice, które składają się na tę wielokulturową, zwierzęcą utopię. W Zwierzogrodzie nie jest ważne, jakim stworzeniem jesteś – czy to największym z lwów, czy może malutką ryjówką. Możesz tam zostać kimkolwiek chcesz. Gdy jednak do Zwierzogrodu przybywa policjantka Judy Hopps, szybko przekonuje się, że jako pierwszy królik zatrudniony w miejscowej policji, nie będzie wcale miała łatwego życia wśród dużych i twardych funkcjonariuszy. Robi więc wszystko, by udowodnić swoją wartość. Na jej drodze pojawia się jednak gadatliwy i chytry lis, Nick Wilde. Chcąc wykazać się za wszelką cenę, Judy przyjmuje sprawę, w której musi rozwiązać pewną kryminalną zagadkę. Jej partnerem w śledztwie zostaje nie kto inny jak wygadany i szczwany Nick...
Opowieść o miłości i mroku 2016 do pobrania, Opowieść o miłości i mroku 2016 cam, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez ograniczeń, Opowieść o miłości i mroku 2016 dubbing, Opowieść o miłości i mroku 2016 2014, Opowieść o miłości i mroku 2016 2013, Opowieść o miłości i mroku 2016 2012, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez opłat, Opowieść o miłości i mroku 2016 jakość hd, Opowieść o miłości i mroku 2016 chomikuj,
Opowieść o miłości i mroku 2016 zapytaj, Opowieść o miłości i mroku 2016 całość, Opowieść o miłości i mroku 2016 po polsku, Opowieść o miłości i mroku 2016 zwiastun, Opowieść o miłości i mroku 2016 trailer, Opowieść o miłości i mroku 2016 ekino, Opowieść o miłości i mroku 2016 bestplayer, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez limitów, Opowieść o miłości i mroku 2016 cały film youtube, Opowieść o miłości i mroku 2016 chomikuj download,
Opowieść o miłości i mroku 2016 darkwarez download, Opowieść o miłości i mroku 2016 download, Opowieść o miłości i mroku 2016 exsite download, Opowieść o miłości i mroku 2016 lektor pl, Opowieść o miłości i mroku 2016 megawarez download, Opowieść o miłości i mroku 2016 napisy pl, Opowieść o miłości i mroku 2016 p2m download, Opowieść o miłości i mroku 2016 peb download, Opowieść o miłości i mroku 2016 torrent download, Opowieść o miłości i mroku 2016 warez download,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl lektor, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl napisy, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl pobierz, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl pobierz napisy pl,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl pobierz lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film online, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film online napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film online lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film pobierz, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film pobierz napisy pl
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film pobierz lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online pl caly film, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cda,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl youtube,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl zalukaj,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl ekino,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl kinoman,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl HD,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl DVD,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl do pobrania,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film do pobrania
submitted by RusulConnie to PelaminanKu [link] [comments]


2016.04.15 14:59 JustinLouren [FilmDubbing] Opowieść o miłości i mroku (2016) [Napisy PL] online, cda, zalukaj

Cześć oglądaliście już może cały film online Opowieść o miłości i mroku (2016)? Mi osobiście bardzo się podobał ten film i polecam z lektorem. Opowieść o miłości i mroku 2016 online, Opowieść o miłości i mroku 2016 cały film, Opowieść o miłości i mroku 2016 za darmo, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez limitu, Opowieść o miłości i mroku 2016 lektor, Opowieść o miłości i mroku 2016 napisy, Opowieść o miłości i mroku 2016 dvdrip, Opowieść o miłości i mroku 2016 pobierz, Opowieść o miłości i mroku 2016 z napisami, Opowieść o miłości i mroku 2016 zobacz,

Opowieść o miłości i mroku najlepsza wersj 2016 napisy pl

Opowieść o miłości i mroku 2016 dubbing

Opowieść o miłości i mroku 2016 lektor pl?

Streszczenie : Film osadzony jest w niezwykłym mieście, zamieszkałym przez żyjące w zgodzie zwierzęta z najróżniejszych zakątków świata – od wielkiego słonia po maleńką nornicę. Zwierzogrodu nie można pomylić z żadnym innym miastem. Jest to jedyna w swoim rodzaju współczesna metropolia zamieszkiwana wyłącznie przez zwierzęta. Finezyjny plac Sahara, mroźna Tundrownia – to tylko niektóre dzielnice, które składają się na tę wielokulturową, zwierzęcą utopię. W Zwierzogrodzie nie jest ważne, jakim stworzeniem jesteś – czy to największym z lwów, czy może malutką ryjówką. Możesz tam zostać kimkolwiek chcesz. Gdy jednak do Zwierzogrodu przybywa policjantka Judy Hopps, szybko przekonuje się, że jako pierwszy królik zatrudniony w miejscowej policji, nie będzie wcale miała łatwego życia wśród dużych i twardych funkcjonariuszy. Robi więc wszystko, by udowodnić swoją wartość. Na jej drodze pojawia się jednak gadatliwy i chytry lis, Nick Wilde. Chcąc wykazać się za wszelką cenę, Judy przyjmuje sprawę, w której musi rozwiązać pewną kryminalną zagadkę. Jej partnerem w śledztwie zostaje nie kto inny jak wygadany i szczwany Nick...
Opowieść o miłości i mroku 2016 do pobrania, Opowieść o miłości i mroku 2016 cam, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez ograniczeń, Opowieść o miłości i mroku 2016 dubbing, Opowieść o miłości i mroku 2016 2014, Opowieść o miłości i mroku 2016 2013, Opowieść o miłości i mroku 2016 2012, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez opłat, Opowieść o miłości i mroku 2016 jakość hd, Opowieść o miłości i mroku 2016 chomikuj,
Opowieść o miłości i mroku 2016 zapytaj, Opowieść o miłości i mroku 2016 całość, Opowieść o miłości i mroku 2016 po polsku, Opowieść o miłości i mroku 2016 zwiastun, Opowieść o miłości i mroku 2016 trailer, Opowieść o miłości i mroku 2016 ekino, Opowieść o miłości i mroku 2016 bestplayer, Opowieść o miłości i mroku 2016 bez limitów, Opowieść o miłości i mroku 2016 cały film youtube, Opowieść o miłości i mroku 2016 chomikuj download,
Opowieść o miłości i mroku 2016 darkwarez download, Opowieść o miłości i mroku 2016 download, Opowieść o miłości i mroku 2016 exsite download, Opowieść o miłości i mroku 2016 lektor pl, Opowieść o miłości i mroku 2016 megawarez download, Opowieść o miłości i mroku 2016 napisy pl, Opowieść o miłości i mroku 2016 p2m download, Opowieść o miłości i mroku 2016 peb download, Opowieść o miłości i mroku 2016 torrent download, Opowieść o miłości i mroku 2016 warez download,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl lektor, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl napisy, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl pobierz, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl pobierz napisy pl,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl pobierz lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film online, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film online napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film online lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film pobierz, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film pobierz napisy pl
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film pobierz lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online napisy pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online lektor pl, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl online pl caly film, Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cda,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl youtube,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl zalukaj,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl ekino,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl kinoman,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl HD,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl DVD,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl do pobrania,
Opowieść o miłości i mroku (2016) dubbing pl cały film do pobrania
submitted by JustinLouren to DellMoungSell [link] [comments]


2016.01.21 13:58 SoleWanderer Dziary narodowe. Polska z tatuaży patriotów - Konrad Oprzędek

Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać.
Daniel masuje się po Polsce, którą ma wytatuowaną na ramieniu. Polska trochę boli, bo dwa dni wcześniej kazał postawić ją w płomieniach i dodać żołnierza Armii Krajowej z karabinem. Za tatuaż zapłacił zasiłkiem dla bezrobotnych.
Chłopak wodzi smętnym wzrokiem za ludźmi, którzy biegają po galerii handlowej. Od kiedy stracił robotę w biurze, przychodzi tu codziennie. W domu ciągle czuje na sobie ojcowskie spojrzenie, które robi z niego nieudacznika i darmozjada, dlatego o dziewiątej wychodzi na miasto. Dwie-trzy godziny meandruje po ulicach Krakowa, a koło południa przysiada w galerii, żeby się ogrzać. Potem wraca do domu i rozsyła CV.
Chłopak przerywa, bo właśnie zauważył piękną brunetkę w tweedowym płaszczu i czarnych spodniach ze skóry.
Daniel od dziecka wiedział, że z ludźmi, którzy mają dość czasu i pieniędzy, by się stroić, lepiej nie krzyżować spojrzeń, bo skończy się to dla niego upokorzeniem. Wychował się w domu szewca i sprzątaczki, którzy powtarzali, że kto przyszedł na świat w dziurawych portkach, w takich umrze. Zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli, że nawet ludzie skromniej żyjący od nich posyłają dzieci na studia. Nabrali nadziei, że wykształcenie wyrwie Daniela z zaklętego kręgu dziurawych portek, w którym ich rodzina tkwiła od pokoleń. Chłopak został magistrem marketingu. Nie znalazł pracy w zawodzie, więc trafił do biura firmy meblarskiej. Szef dał mu najniższą krajową, ale zapewnił, że lepsze życie zacznie się Danielowi, gdy kryzys minie. Tylko że zamiast tego firma splajtowała, a chłopak wylądował na bezrobociu. Jak wielu jego znajomych z uczelni.
Daniel znów zaczyna masować się po Polsce i wzdycha: - Kiedyś wystarczyło chwycić za karabin, żeby znaleźć się w elicie narodu. Teraz trzeba się w niej urodzić.
Młoda Polska prawicowa
Emigracja do dawnej Polski
Gdy Dominik Rozwał ma gorszy dzień, podwija rękaw bluzy i przygląda się małemu powstańcowi, którego wytatuował na przedramieniu. Dzieciak ma nie więcej niż 13 lat, a już dźwiga karabin. Co takie małolaty miały w głowach - zastanawia się 39-latek - że nie wymiękły podczas powstania warszawskiego.
Tatuaż zrobił sześć lat temu, gdy rzucił robotę w fabryce części samochodowych. Przepracował tam ponad pięć lat - na śmieciówkach. - Do tego szef tak dociskał psychicznie, że zrobił ze mnie kłębek nerwów - wspomina Rozwał. - W nocy nie spałem, miałem stany lękowe i drgawki. Skończyło się na psychotropach.
Dominik nie chciał wyjechać do Anglii, jak zrobiło wielu jego znajomych. Wolał emigrować do dawnej Polski. Na ławce w parku, gdy syn zasnął w wózku, otwierał książkę o drugiej wojnie. Przypominał sobie też o wujku, który walczył u Andersa, i o siostrze babci, która przez całą wojnę ukrywała w komórce młodą Żydówkę.
Teraz Dominik jest kontrolerem produkcji w fabryce hamulców, ma umowę o pracę i co miesiąc dostaje 2700 zł na rękę. Pensje jego i żony wystarczają, żeby utrzymać trzyosobową rodzinę. Tylko że gdy porównuje swoją pracę i tę, którą dawniej wykonywali Polacy, wychodzi mu, że jest na minusie. Bo w Peerelu, zdaniem Rozwała, robota nie zabierała ludziom całego czasu, po fajrancie mogli być mężami, żonami i rodzicami. A Dominik widuje żonę tylko w weekendy i święta. W dni powszednie wychodzi do fabryki, gdy Kasia jeszcze śpi, a wraca, kiedy jej już nie ma. Wieczorem też nie rozmawiają, bo zanim ona przyjdzie z pracy, on zasypia.
Tatuaż na przedramieniu przypomina mu o wielkości, której wokół siebie nie widzi. - Ten powstaniec, choć mały łebek, był wielki, bo pokazał charakter: poszedł na wojnę i narażał siebie dla innych - mówi. - Dzisiaj ciężko być wielkim. Nawet nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby takim się poczuć. Mogę tylko harować, żeby opłacić rachunki, ale wtedy jestem szaraczkiem. Już pogodziłem się z tym, że o wielkości muszę zapomnieć. Ale inni nie zapomną. Widzę to po kilku kumplach z tatuażami patriotycznymi i po tysiącach ludzi, którzy co roku 11 listopada maszerują przez Warszawę.
Wyklęci i niesprowokowani. Uliczna lekcja patriotyzmu
Czas patriotów
Wychodzi do drugiego pokoju, żeby się przebrać, a jego żona mnie uspokaja: - Szymon to potulny misio, tylko łatwo się denerwuje.
Potulny misio ma 186 cm wzrostu i 91 kg wagi. Jego ciało jest tak wielkie, że mieści się na nim prawie cała historia męczeństwa narodu polskiego. Na ręce wytatuował sobie napis "1940 Katyń - 2010 Smoleńsk", na plecach - daty powstania listopadowego, styczniowego i warszawskiego, a na piersi - kotwicę Polski Walczącej.
Szymon prowadzi mnie na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie w długich rzędach białych grobów leżą legioniści. Często to jedyne miejsce, jakie przychodzi mu do głowy, gdy Paulina każe wziąć dzieciaki na spacer.
Jeśli macie dość nazioli plugawiących swoim hołdem pamięć pomordowanych dzieci z Woli, sybiraków i "leśnych" z AK, zawalczcie o serca i dusze
Szymon zna je od dzieciństwa. Jeszcze zanim usłyszał o nich w szkole, wkuwał je na polecenie ojca. Bo Henryk był synem żołnierza kampanii wrześniowej i nie wyobrażał sobie, że można być Polakiem, nie znając dat zrywów wolnościowych swoich przodków. Dlatego podsuwał Szymonowi czytanki o Traugucie, Chłopickim, Borze-Komorowskim, a potem z nich odpytywał. Karą za nieprawidłowe odpowiedzi był szlaban na grę w piłkę.
Historię męczeństwa Polaków Szymon wytatuował sobie po katastrofie w Smoleńsku. Wierzy w teorię o zamachu. Zaczął zakładać koszulki na ramiączkach, bo polubił sytuacje, gdy na widok jego dziar ludzie w autobusach poważnieją, jakby się go bali. Dzięki temu czuje się silny. Ale tylko na wiosnę i w lecie, bo gdy robi się zimno, musi zakryć tatuaże ubraniami.
Szymon jest dumny, że ma dwoje dzieci, żonę patriotkę i tatuaże. Ale jego zdaniem to za mało, żeby umrzeć jako dumny Polak. Marzy o własnym serwisie samochodowym, wybudowaniu domu i skrzyknięciu znajomych patriotów, którzy spotykaliby się co tydzień i gadali o Polsce. Chce, żeby jego dzieci widziały, jak coś tworzy.
W razie "W" - przeżyję. Preppersi przygotowani na każdą apokalipsę
W kolejkach
Marcin ma astmę, więc co kilka tygodni musi stanąć w kolejce do lekarza. Ale żeby mieć prawo do niej wejść, wcześniej musiał zająć miejsce w innym ogonku - do rejestracji na bezrobociu. Bo pracuje na czarno w sklepie internetowym i nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Urząd pracy o tym nie wie, dlatego co jakiś czas wzywa Marcina, żeby stawił się w kolejce - po skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną do jakiejś firmy. Chłopak bierze świstek i idzie do pracodawcy, gdzie czeka już rządek bezrobotnych - po zaświadczenie o braku kwalifikacji. Gdy Gorączko je dostanie, musi jeszcze wrócić do kolejki w pośredniaku - do gabinetu urzędniczki, która odbierze od niego świstek.
W różnych kolejkach czeka już sześć lat, czyli całą dorosłość. Gdy tak opiera się o ściany gabinetów, urzędów i sekretariatów, myśli o powstańcu, który wykrwawia mu się na plecach.
Ziemowit Szczerek: Lemingi zapewnią światu pokój
Polska zaczęła wkurzać Marcina po katastrofie smoleńskiej. Nie myślał, że to zamach, raczej przesilenie, do którego musiało doprowadzić dziadowskie państwo. Wcześniej słuchał o nim setki razy, gdy media donosiły o firmach, które upadały przez błędy urzędników skarbowych. O świeżo zbudowanych drogach, które kończyły się w szczerym polu. O przedsiębiorstwach, które były prywatyzowane za grosze, bo wszyscy zgodnie twierdzili, że w rękach państwa i tak by splajtowały. Słyszał, ale nie przejmował się dziadowską Polską. Aż do 10 kwietnia 2010 roku. Wtedy odkrył prawicowy internet. Felietony o potrzebie przeorania państwa i zbudowania go na nowo mieszały się tam z esejami o Piłsudskim, powstaniu warszawskim i żołnierzach wyklętych. Utknął w tych tekstach na długie lata i nadrabiał zaległości. Ze szkoły, bo jako uczeń jeszcze nie miał głowy do historii. I z domu: - Mój tata jest hydraulikiem, mama kucharką, a prości ludzie w starszym pokoleniu nic o historii nie wiedzą i nie mogą zaszczepić dzieciom patriotyzmu.
Gdy zrobił tatuaż, miał opory, żeby pójść na basen, ściągnąć koszulkę i pokazać krwawiącego powstańca. Bał się, że ludzie będą patrzeć na niego jak na oszołoma. Teraz już się nie boi. - Bo naród się obudził, patriotów jest coraz więcej - mówi. - Od ostatnich wyborów czuję się w Polsce całkiem nieźle. Nie chcę zapeszać, ale teraz nawet nie wzywają mnie do urzędu pracy, żebym odstał swoje w kolejkach. Może wreszcie Polska zmusi takich szefów jak mój do płacenia pracownikom ubezpieczenia. I pozwoli nam żyć.
Laski chcą dotknąć dziary
Z okna widzi dwóch "zielonych ludzików". Omiatając ulicę spojrzeniem, upewniają się, że jest bezpiecznie. Potem przechodzą pod mur kamienicy spod piątki. Przewieszają kałachy przez ramię, ściągają hełmy i kominiarki, żeby zapalić szlugi. Wojtek szybko wyciąga z szafy pistolet maszynowy Sten, kultową broń powstańców warszawskich, otwiera okno i oddaje do ludzików serię strzałów. Trafia, ale czuje niedosyt. Bierze z kuchni nóż, wybiega na ulicę, żeby poderżnąć trupom gardła.
Ten krwawy sen to ślad, jaki w głowie Wojtka Szlachetki zostawili Rosjanie, zajmując Krym. Pomyślał wtedy, że "zielone ludziki" nie poprzestaną na Ukrainie, pójdą dalej - na Litwę, Łotwę, Estonię, a w końcu dotrą do Polski. Zaczął więc czytać o walkach, które polscy partyzanci toczyli z okupantami. Zapisał się na kurs strzelecki i wytatuował na łydce kotwicę Polski Walczącej.
Już od maleńkości w Polsce przesiąkamy skrajnie nieprawdziwym obrazem wojny - romantycznej, młodzieńczej przygody
Wojtek ma żal do swoich dziadków, bo nie chcieli mu opowiadać o wojnie. Podejrzewa, że zamiast wykorzystać szansę na bohaterstwo, jaką daje okupacja, orali pole, karmili kury i doili krowy. Na swoje podobieństwo ulepili jego rodziców, którzy zamiast sprzeciwiać się komunie, pokornie podbijali kartę - ojciec w stolarni, a matka w zakładzie fryzjerskim. Dla Wojtka umieranie za ojczyznę jest ważniejsze niż życie. Twierdzi, że gdyby dostał szansę na przelewanie krwi za Polskę, umiałby ją wykorzystać. Ani chwili nie wahałby się z rzuceniem posady agenta nieruchomości.
Pensja starcza mu na wynajem kawalerki w Krakowie, koszule z modnych sieciówek, steki z najlepszej wołowiny, wakacje w Hiszpanii i balowanie w weekendy na mieście. Uważa, że żyje w dostatku, ale nie czuje, że coś od niego w świecie zależy ani że coś po nim zostanie. Gdy się zastanawia, jak naznaczyć sobą świat, do głowy przychodzi mu scena ze snu, w którym patroszy "zielone ludziki".
Od kiedy Wojtek jest prawdziwym mężczyzną, o wiele rzadziej ściele łóżko.
1600 brutto i potęga PiS-owskiej propagandy
Tam, gdzie każdy Polak się zaczyna
Orzełka Eweliny nikt z obcych nie zobaczy, bo schowała go pod majtkami. - Miałam wątpliwości, czy jeśli wytatuuję go koło pachwiny, nie sprofanuję godła Polski, ale potem pomyślałam, że to miejsce u kobiety jest jakoś święte, bo każdy Polak tam się zaczyna - uśmiecha się 21-letnia studentka. - Chciałam, żeby orzełek był tylko dla oczu mojego chłopaka. Maciek poczuł się tym wyróżniony, ale i tak później odszedł do innej.
Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać. Twierdzi, że dzisiaj mężczyznom wzrasta poziom testosteronu, dlatego trudno jej znaleźć chłopaka, który już na pierwszej randce nie proponowałby "wjazdu na chatę". A najbardziej niecierpliwi są faceci z tatuażami patriotycznymi.
Ewelina wyciąga z szafki zdjęcie, na którym dziadek Jan wtula się w babcię Jadwigę. Już wtedy cierpiał na demencję. Zapominał, jak to było, gdy walczył w AK i gdy siedział u komunistów w więzieniu. Pewnie zdrowo dostał w skórę, domyśla się Ewelina, widział krwawe sceny, ale na starość prawie o wszystkim zapominał. Została mu tylko miłość.
Ewelina szuka stowarzyszenia, do którego mogłaby się zapisać i działać na rzecz zniesienia umów śmieciowych. Wyobraża to sobie tak: ktoś stworzy projekt ustawy, inny skonsultuje z ekspertami, ona i jej podobni będą zbierać podpisy na ulicach i w internecie, a potem wyślą to politykom.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2012.06.24 23:47 UczenSokratesa Izajasz o Bogu wyprzedzającym w działaniu prośbę...

Modlitwa do Boga wobec podróbki z New Age. uczen_sokratesa1
Oto pełen kontekst cytatu, który przytoczyłeś.
13) Dlatego tak mówi Pan Bóg: Oto moi słudzy jeść będą, a wy będziecie łaknąć. Oto moi słudzy pić będą, a wy będziecie cierpieć pragnienie. Oto moi słudzy weselić się będą, a wy będziecie wstyd odczuwać. (14) Oto moi słudzy śpiewać będą z radości serdecznej, a wy jęczeć będziecie z bólu serdecznego i zawodzić będziecie zgnębieni na duchu. (15) Pozostawicie swe imię moim wybranym na przekleństwo: < Tak niechaj cię zabije Pan Bóg! > Sługom zaś moim nadadzą inne imię. (16) Kto w kraju zechce cię pobłogosławić, wypowie swe błogosławieństwo przez Boga prawdy. Kto w kraju będzie przysięgał, przysięgać będzie na Boga wiernego; bo dawne udręki pójdą w zapomnienie i będą zakryte przed mymi oczami. (17) Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. (18) Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy wesele i z jej ludu - radość. (19) Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ni krzyku narzekania. (20) Nie będzie już w niej niemowlęcia, mającego żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy. (21) Zbudują domy i mieszkać w nich będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce. (22) Nie będą budować, żeby kto inny zamieszkał, nie będą sadzić, żeby kto inny się karmił. Bo na wzór długowieczności drzewa będzie długowieczność mego ludu; i moi wybrani długo używać będą tego, co uczynią ich ręce. (23) Nie będą się trudzić na próżno ani płodzić dzieci na zgubę, bo plemieniem błogosławionych przez Pana są oni sami, i potomkowie ich wraz z nimi. (24) I będzie tak, iż zanim zawołają, Ja im odpowiem; oni jeszcze mówić będą, a Ja już wysłucham. (25) Wilk i baranek paść się będą razem; lew też będzie jadał słomę jak wół; a wąż będzie miał proch ziemi jako pokarm. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać na całej świętej mej górze - mówi Pan.
(Ks. Izajasza 65:1-25, Biblia Tysiąclecia)
Myśl jest jasna, osobowy Bóg obiecuje spełniać prośby sprawiedliwych, inni nie doświadczą niczego takiego.
Nie ma "automatycznego" wszechświata, jest Bóg , który miłuje i obdarza. Sensem modlitwy nie jest wiara,że coś się spełni, ale relacja miłości z Bogiem która owocuje wiarą w jego Słowa.
Wizja, jaką propagujesz, jest wymyślona po to, by ludzi odciąć od kontaktu z osobowym Bogiem.
Nie jest " równoważnym opisem", jak De Mello chciał widzieć buddyzm i hinduizm. Bóg jest transcendenty i immanentny.
Nie jest tożsamy ze swoim stworzeniem. Uczył tego Izraela.
Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie." Mat. 22:37,38
"Panu Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz." Mat. 4:10
"Godzien jesteś Panie i Boże nasz, przyjąć chwałę i cześć i moc, ponieważ Ty stworzyłeś wszystko i z woli Twojej zostało stworzone, i zaistniało." Obj.4:11
Cześć oddawana stworzeniu, nawet całemu wszechświatowi, nie podoba się Bogu.
Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. 9Nie będziesz się im kłaniał i służył.
Księga Powtórzonego Prawa 5, 6-21
Nie chodzi o żadną sztuczność wiary. Tylko o prawdę osobowego kontaktu z Bogiem, podług jego wizji.
submitted by UczenSokratesa to Postonecik [link] [comments]


2012.05.06 13:33 UczenSokratesa Czy filozofia chrześcijańska, to chrześcijaństwo?

Izraelici mieli tchnienie żywota, a tylko niektórzy Ducha. Podałem Ci cytaty bardzo jasne w treści. Właśnie o tym.
Nie rozumiem. Chcesz powiedzieć, ze nie każdy cieszy się łaską 'posiadania' darów Ducha? Myślę, ze to nie tak. Ducha nie można posiąść, ale mozna otworzyć pewną przestrzeń, która stworzy idealne warunku usposabiające podłoże skłaniające się ku - Natchnienie nie rodzi się z dnia na dzień, tak jak owoc nie dojrzewa nie mając odpowiednich, uprzednich warunków.
Jesteśmy właśnie u podstaw, czegoś co widzę jako bardzo niebezpieczny brak widzenia Światła u Ciebie.
Dlaczego niebezpieczny?
Posłuchaj Pisma:
(8) A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. (9) Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto NIE MA DUCHA CHRYSTUSOWEGO, ten do Niego nie należy.
Dla Ciebie Duch to rodzaj natchnienia rodzące się powoli z gleby ludzkiego umysłu. Bardzo duży błąd.
Duch Święty, to Osoba, której działanie może pojawić całkowicie nagle i wobec dużej grupy osób. Tak było w Wieczerniku i tysiące razy później w historii Kościoła.
Jeśli tej rzeczywistości nie rozumiesz, nie jesteś chrześcijanką...
Bo ... kto NIE MA DUCHA CHRYSTUSOWEGO, ten do Niego nie należy.
Spotkanie Elżbiety z Miriam, to nie żadne natchnienie, rodzące się powoli, ale potężna interwencja Osoby Ducha Świętego. która dała Elżbiecie zrozumienie, że jej krewna jest matką Mesjasza! Zupełnie rewolucyjną wiedzę.
Dla Ciebie Ewangelia, to opowieść o egzystencjalnej drodze ludzkiego rozwoju.
Owszem, jesteśmy w drodze. Tylko jesteśmy objęci działaniem transcendentnego Boga, to ... nowe stworzenie.
To rewolucja wobec czasów ST. Tak wielka, że Pan mówi:
11) Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.
(Ew. Mateusza 11:11, Biblia Tysiąclecia) Jeśli nie przyjmiesz Ducha jako Osoby, nie jesteś nowym stworzeniem, nie przyjęłaś daru zbawienia!
(Ew. Jana 1:31-35, Biblia Tysiąclecia) (3) W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego. (4) Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? (5) Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. (6) To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. (7) Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić.
Piszesz, że nie można mieć Ducha. Zobacz świadectwo naszych relacji miłości. Mówimy ... mam dziewczynę , męża itd. Czy można mieć osobę ? Można, jeśli czyni ona sama z siebie dar! Duch jest Osobą, która obdarowuje nas swoją obecnością. W tym sensie jak najbardziej można "mieć Ducha". Nadal jesteśmy wolni, możemy nawet Go zasmucić, ale jego cudowna Obecność, jest zawsze dostępna, bo dał nam Siebie.
Czytam Twoje teksty i sądzę , że jesteś w wielkim błędzie, biorąc za chrześcijaństwo, coś co jest bardziej egzystencjalną filozofią, wykorzystującą motywy Ewangelii, niż otwarciem się na Dar.
2 List Jana
(9) Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chrystusa], ten ma i Ojca, i Syna.
Magdo, jest niezmierne bogactwo Daru, który może być Twój , jeśli zechcesz przekroczyć ramy aktualnie przez Ciebie wyznawanej filozofii a przyjmiesz to, co daje Bóg, nawet jeśli przekracza to wyobraźnię.
Z wielkimi darami jest zawsze ten problem, ze pokazują równocześnie wielki brak, który wypełniają. Warto zgodzić się n a obraz siebie potrzebującego i przyjąć Dar:))). Pozdrawiam:))
http://tygodnik.onet.pl/forum.html?hashr=0&#forum:MSwyODksOCw5NjE1MDI3MywyMzc3NTI3NzEsMTE4NzkwOTgsMSxmb3J1bTAwMS5qcw==
submitted by UczenSokratesa to Postonecik [link] [comments]


2012.03.26 13:48 UczenSokratesa Co wydarzyło się w Eden?

na wstępie Sokratesie pozwolę sobie wrócić do dawnego wątku, czyli kwestii pogardy w Raju, wyjaśnię dlaczego Twoją wypowiedz nazwałem bzdurą. Moje rozpoznanie Boga jest takie, że kto ujrzy Go w pełni ten nie będzie w stanie się Nim nie zachwycić i nie będzie w stanie tym bardziej Nim gardzić, bo jest Bogiem, a Bogiem który objawia się w chwale nie sposób się nie zachwycić. To tak jak ktoś pasjonujący się nauką, czyż wzgardzi wiedzą? czyż nie zachwyci się doskonałością i niesamowitością badanych zjawisk? Zatem uważam, za niedorzeczne by w Raju człowiek który miał Boga obok siebie Nim wzgardził, raczej zgrzeszył zazdrością i pragnieniem posiadania większego poznania Boga, wszak i naukowcy czasem w tym co czynią w swym zachwycie zapominają o tym, że w swym pędzie do wiedzy powinni pewnych granic nie przekraczać, ale poza Edenem Boga już w pełni nie oglądamy, nawet boskość Jezusa była nam zbuforowana niejako przez Jego człowieczeństwo, zatem poza rajem gdy Boga już w pełni nie oglądamy potrafimy Nim gardzić, bo go nie znamy, podobnie jak głupiec który wspaniałości nauki nie zaznał z pogardą wyrażać się będzie o wiedzy i książkach, bo wspaniałości tego nie zaznał, bo do słabych szkół chodził, bo kiepskich nauczycieli miał, lub po prostu był leń i pogardą swe kompleksy leczy. Z tego to właśnie mojego dogłębnego przekonania wynikło moje twierdzenie, że o tej pogardzie w Raju to bzdurę napisałeś, inaczej to interpretujesz, Twoja sprawa, ale w mojej koncepcji religijno filozoficznej Twoje widzenie tej sprawy było nie do przyjęcia. Sformułowałeś ciekawą myśl, że Bóg jest tak piękny, iż odrzucenie go nie jest możliwe, a nawet pogardzenie nim jest nieprawdopodobne, co najwyżej można zgrzeszyć z nadmiaru zachwytu.
Znajdujemy się na obszarze, gdzie oprócz znajomości Słowa, potrzebna jest osobista i bardzo głęboka znajomość samego Boga.
Najlepszym Twoim rozmówcą byłaby Teresa z Avila lub Jan od Krzyża. Mimo to, ośmielę się Ci odpowiedzieć, bo Pan sporo mi oświetlił te własnie zagadnienia.
Najpierw rozróżnijmy stopień poznania Boga. Mając niezakłócony umysł i wrażliwość można zobaczyć go w świecie.
To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. (20) Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy.
(List do Rzymian 1:19-20, Biblia Tysiąclecia)
Wobec tego poznania można odejść w ciemność.
21) Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. (22) Podając się za mądrych stali się głupim.
(List do Rzymian 1:21, Biblia Tysiąclecia)
Dlaczego ludzie odchodzą?
(18) Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta.
(Tamże)
Nieprawość!
Zło moralne jest wyborem czegoś innego niż Bóg i jego drogi, a więc pogardzeniem Bogiem! Bo coś innego jest ważniejsze od Stwórcy.
Na tym etapie osobista nieprawość działa chyba głównie jako wybór bożków zamiast Boga, o czym też Paweł pisze.
I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów.
Postawienie czegokolwiek innego na miejscu Boga, jest pogardzeniem jego darem, bo Bóg daje nam siebie i wszystkie swoje dzieła.
Wyobraź sobie, że idziesz do kochanej przez siebie kobiety z pięknym bukietem róż. Ona bierze bukiet i ustawia w wazonie, ciesząc się, że kolor obrusu jest odpowiedni. Ciebie prosi, byś poczekał za drzwiami mieszkania... Rano, jak wychodzi z domu, pyta , co robisz pod jej drzwiami? Nawet nie pamięta, że cię tam wysłała! ( Moja fantazja! Nie wspomnienia:)))))) )
Poznanie Boga może być większe... Może być takie jak miał Judasz czy Adam i Ewa.
Judasz miał na co dzień, Jeszuę, człowieka ukrywającego w sobie pełnię Bóstwa, jak mówi Pismo.
Zechciał bowiem /Bóg/, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, (List do Kolosan 1:19, Biblia Tysiąclecia)
Natura Boga, jego miłość i świętość, była obecna w każdym słowie i spojrzeniu Jezusa. A on zdradził... Jezus był w najwyższym stopniu poruszony czynem Judasza.
On zaś odpowiedział: Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. (24) Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził.
(Ew. Mateusza 26:23, Biblia Tysiąclecia)
Dlaczego to zrobił?
(12) Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła. (13) Zaprawdę, powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła. (14) Wtedy jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów (15) i rzekł: Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam.
Wydaje się, ze Nauczyciel "marnujący" pieniądze, które on mógł ukraść i jeszcze planujący własną śmierć, to nie było to , dla Judasza. Wolał "realizm" pieniędzy i życia tu i teraz.
Znowu wybór czegoś innego zamiast Boga i pogardzenie Bogiem idącym na Krzyż!
Jak z Adamem i Ewą?
Kto z nas był w Eden i wie? :))
Adam i Ewa, żyli zanurzeni w Bogu.
Skąd wiadomo?
W Bogu jest miłość. Nie ma wtedy lęku przed byciem "przejrzystym", dosłownie i w przenośni nagim. Nie ma potrzeby a nawet takiego podejrzenia, by były potrzebne środki obrony lub ostrożności. Nie mniej, to musiało być "wstępne" bycie w Bogu. Coś jak miejsce startu. Można było powiedzieć:
Ojcze, jak wspaniałe są Twoje dzieła, którymi nas obdarzyłeś. Jesteś cudowny, bo dałeś nam też wspólnotę podobnych. Możemy dzielić się z innym jak my, ludźmi. Zostań z nami , Ojcze. Potrzebujemy twojej rady, kochamy Cię i chcemy z Tobą przebywać.
Można... i jestem przekonany, ze w kosmosie jest wiele cywilizacji, które tak powiedziały Bogu, w momencie swoich narodzin.
Co zaproponował ludziom szatan? ( Mała litera oznacza mój stosunek do tego bytu.) Powiedział im, ze nie dano im wszystkich możliwości, że są jakby źle stworzeni.
Możliwości czego? Wiedzy?(... owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy) Znać dobro i zło? (tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. ) Samemu stanowić prawa i odróżniać dobro od zła, jak sądzę po owocach w historii.
Tak naprawdę, Bóg daje swoim synom wszystko.
Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. (Ew. Łukasza 15:31, Biblia Tysiąclecia)
Co zrobili Rodzice? Uwierzyli szatanowi w jego kłamstwie o Bogu ( wszystkiego zakazuje i boi się wielkości człowieka) i nacisnęli guzik ... Historia ludzkiej nauki przez ciernie i mordy się zaczęła.
Gdzie pogarda? Odrzucone Słowo, przyjęte kłamstwo, chęć czegoś innego, niż daje Bóg. Nie jest to całkowite odrzucenie Boga, na szczęście!
Skutek? Natychmiastowa śmierć! Śmiercią , w świecie ducha, nazywa się utratę życia w Bogu. Zewnętrznym znakiem tej śmierci, było nagłe uświadomienie sobie nagości, chowanie się przed Bogiem i "blame game" uprawiana do dziś ...
A co z aniołami, które odpowiedziały Bogu, nie będziemy służyć? To jest najbliższe Twojej tezie, bo one miały możliwość widzenia Boga bardzo jasno.
Jeśli spojrzeć na Archanioła Michała i jego : Micha El, to znowu był wybór Bóg albo coś innego. Michał i wielu innych wybrali Boga. Inni co? Chęć robienie wszystkiego, na co mają ochotę, a to wymagało zaprzeczenia Miłości, bo miłość zawsze odróżnia dobro od zła i służy? Przekonania o własnej boskości i doskonałości? Pogardzili Bogiem, bo wybrali co innego.
Czy to znaczy, ze demony nie widzą piękna Boga?
Czytałem kiedyś o jednym, gadającym z egzorcystą, jak mówił, że Bóg jest tak piękny, że wspiąłby się do niego pod drucie kolczastym. Na uwagę, że może prosić o przebaczenie...demon: NIGDY.
Może różnica między nami jest w rozumieniu Słowa. Moje pochodzi z tego wersetu:
(12) Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? (13) żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi.
(Ew. Łukasza 16:12, Biblia Tysiąclecia)
Odrzucając dar, gardzimy darczyńcą!
Odrzucenie Boga, we wszystkich przypadkach mi znanych, nie wynika z zachwytu, ale z nieprawości!
http://tygodnik.onet.pl/forum.html?hashr=0&#forum:MSwyODksOCw5NTgwMzcyNiwyMzcwNTYyNjQsMTE4NTA3MTgsNCxmb3J1bTAwMS5qcw==
submitted by UczenSokratesa to Postonecik [link] [comments]


2012.01.08 22:07 UczenSokratesa O Ludce, do Xajdy.

Witaj, Xajdo... Po raz kolejny czytam socjopatyczne teksty Ludki na Twój temat. Niesłychanie smutne, że można tak nisko upaść jak Ludka i z diabelską nienawiścią prześladować inne osoby... Kiedy z Mordusiem tworzyliśmy wirtualne Królestwo, któremu wymyśliłem nazwę "Xajlandia", wrobiliśmy Cię w rolę Królowej. Dla mnie motywacją była stała troska o wiele osób, jaką widziałem u Ciebie poprzez wpisy pełne miłości i ciepła u innych. Niestety... "Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane"(List do Tytusa 1:15, Biblia Tysiąclecia). Chore umysły wszędzie umieszczają własne błoto, bo niczego innego nie są w stanie pojąć. Jesteś wiec oskarżana o te wpisy, bo Ludka nie pojmuje niczego poza chorymi, seksualnymi, relacjami! Sam tworzyłem fotomontaże, obrazy Królowej. Nie robiłbym tego, gdybym uświadomił sobie, że dla skręconych umysłów będzie to znakiem "wynoszenia się " i przyjmowania hołdów! Wyobraźnia i zabawa, jest za trudna dla wielu... Czytam ze zdziwieniem psychotyczne oskarżenia o " bywanie na pasku", wysyłanie emotek ... Wysyłasz wiele pozytywnych emotek, Xajdo... Masz prawo wysyłać je komukolwiek chcesz i ile chcesz! Jeśli ktoś uważa inaczej, potrzebuje terapii, a niech nie narzuca chorych standardów innym. Xajdo, masz wielu wypróbowanych przyjaciół. Kim jest Ludka i ile warte są jej słowa, wiedzą już chyba wszyscy. Pozdrawiam serdecznie. :)
http://moto.onet.pl/forum.html?forumhash=MSwxNjQsOCw5NTA2MTkxMiwyMzU0OTMwMTgsMTE4MDg1MDksMCxmb3J1bTAwMS5qcw==
submitted by UczenSokratesa to Postonecik [link] [comments]


2011.12.26 03:47 UczenSokratesa Czy jesteś podobna do Ewy? Do Turkusowej.

:)) Nie byłaś Ewą, ale czy nie jesteś do niej podobna? Ewa chciała mieć szczęście tu i teraz, z Adamem, a Bóg wydawał się jej podejrzanym, może konkurentem:)) Moim zdaniem, grzech pierworodny, to właśnie postawa nieufności wobec Boga, nawet przekonania,ze on jakoś nas ogranicza ... My nawet już potrafimy nie widzieć Boga!
Czy jest cząstka Boga w nas? Bardzo ciekawe pytanie. Religie Wschodu odpowiadają, że jesteśmy boscy i tylko trzeba sobie to uświadomić, jak głosił nieszczęsny Sathya Sai Baba. Moim zdaniem, nie:)) Może ta cudowna zdolność wyboru, wolność przyjęcia lub odrzucenia dobra, jest cząstką Bożej natury w nas. Co do reszty, to możemy dostać życie Boga, to jest zdolność do prawdziwej miłości, jako dar. Dar wymagający wiele... Trzeba być podobnym, choć trochę, do obdarowującego. :))
Z tymi uczniami, to zamiana słowa:)) Ja o apostołach, ty o uczniach:)) Mówiliśmy o kapłaństwie. Dla mnie apostołowie oznaczają kapłanów:)) Na apostołów Jezus wybrał wyłącznie mężczyzn. Nauczycielem i Mistrzem jest dla wszystkich:)) Z budowaniem mostów, to nie hasło wyborcze, choć może:)) Partia o takim programie + realnej wizji gospodarki i demografii, miałaby szanse wygrać wybory!
Nie ma gorszej strategii dla Polski jak budować teraz nienawiść. Już za progiem czasy trudne, oj trudne... Każda jednostronna wizja świata, a takimi są są czarno- białe obrazy, pokazuje wroga i prowadzi do barykad... Czym jest nienawiść w sytuacji kryzysowej? Czy nie przepisem na jeszcze gorszy chaos?
Raz, jeszcze , wesołych Świąt, Turkusowa. :))
http://religia.onet.pl/forum.html?forumhash=MSwzODgsOCw5NDkwOTExNiwyMzUyMzMzOTksMTE3ODU5MjQsMCxmb3J1bTAwMS5qcw==
submitted by UczenSokratesa to Postonecik [link] [comments]


Jak przyciągnąć miłość? Prawo przyciągania w miłości ... Najpiękniejsza piosenka o miłości - 'W Naszym Niebie ... CLASSIC - Miłość gorąca jak ogień (2017 Official Video ... Bajm - Kraina miłości Test Miłości Z kimś takim jak ty -Piękna piosenka o miłości - YouTube JAK PRZYCIĄGNĄĆ MIŁOŚĆ? PRAWO PRZYCIĄGANIA W MIŁOŚCI.

Jaki jesteś w miłości? Ten test ukaże to, czego wstydzisz ...

  1. Jak przyciągnąć miłość? Prawo przyciągania w miłości ...
  2. Najpiękniejsza piosenka o miłości - 'W Naszym Niebie ...
  3. CLASSIC - Miłość gorąca jak ogień (2017 Official Video ...
  4. Bajm - Kraina miłości
  5. Test Miłości
  6. Z kimś takim jak ty -Piękna piosenka o miłości - YouTube
  7. JAK PRZYCIĄGNĄĆ MIŁOŚĆ? PRAWO PRZYCIĄGANIA W MIŁOŚCI.

JAK PRZYCIĄGNĄĆ MIŁOŚĆ? PRAWO PRZYCIĄGANIA W MIŁOŚCI. W dzisiejszym odcinku podzilę się z tobą techniką która pomoże ci w przyciągnięciu wymarzonego partner... 'Lato jak ze snu'.- Beata Kozidrak ... 50+ videos Play all Mix - Bajm - Kraina miłości YouTube; Hanna Banaszak - Nie zabijaj tej Miłości - Duration : 6:17 ... Kindla - Jesteś w moim sercu ... CLASSIC - Miłość gorąca jak ogień (2017 Official Video) Pobierz/Przesłuchaj: http://hyperurl.co/ClassicMGJO Sprawdź w polskich serwisach: http://soundline.bi... Zagraj tę piękną piosenkę wraz z zespołem Cisza Jak Ta :)! W naszym niebie muz i sł. Michał Łangowski (Cisza Jak Ta) II próg F7+*(000210) ;) Jeszcze śpisz a ... Jak przyciągnąć miłość? Prawo przyciągania w miłości. Dla osób zainteresowanych tematami związanymi z odcinkiem (i nie tylko). Zapraszam do playlist. (znajdz... Fantastyczny test, mówiący bardzo wiele na temat Twojego pdejścia do spraw miłosnych, relacji w związkach. Bardzo dobry dla każdego - od singli po doświadczo... Piękna piosenka o miłości